Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Już jest – nowy „Przekrój”, a w nim jak zwykle dużo wszystkiego! Piszemy o bliskich nam wartościach, dalekiej Japonii i jeszcze dalszej Wenus. Rozmawiamy z dziećmi i mądrymi dorosłymi, przyglądamy się snom i fraktalom. Wiosenny "Przekrój", jak można go nie kupić?

Kup numer wiosenny

Przekrój
O performansie "Fakir" Przemka Branasa, który odbył się w ramach wystawy Agnieszki Brzeżańskiej ...
2020-02-23 00:00:00

Performer u źródła, czyli żmije, maski i zapętlony czas

Performer u źródła, czyli żmije, maski i zapętlony czas
Performer u źródła, czyli żmije, maski i zapętlony czas

Bohater tego performansu to niejednoznaczna postać. Jego twarz skrywa maska, która mogłaby pochodzić z kazamatów BDSM-owego podziemia. Jego głowę zdobią zwierzęce uszy – niczym głowy protagonistów archaicznych mitologii, w których bóstwa są pół ludźmi, pół bestiami. Jego ciało spowija elegancki, trzyczęściowy, szyty na miarę garnitur. W czasie performansu artysta zostawił marynarkę na wieszaku, aby publiczność mogła dokładnie przyjrzeć się deseniowi tkaniny: materiał drukowany jest we wzór penisów przeplatających się ze żmijami zygzakowatymi.

Czyta się 7 minut

Performer tańczy powoli, jakby jego ruchy puszczone były w slow motion. U jego stóp leży osobliwy instrument: trąba będąca wielkim uchem albo przeciwnie – nadnaturalnych rozmiarów ucho będące w istocie trąbą. Co jakiś czas performer podnosi ten paradoksalny artefakt, by grać na nim przeciągły ton, hejnał kierowany w cztery strony świata.

Wtóruje mu szum fontanny; na szczycie sztucznej skały siedzi figura kobiety z rozłożonymi nogami; z jej waginy nieprzerwanie wypływa strumień wody.

Człowiek odziany w garnitur w żmije i penisy, trębacz grający na wielkim uchu, performer skrywający twarz pod maską to Przemek Branas. Fontanna z figurą kobiety to Źródło, praca Agnieszki Brzeżańskiej; artystka umieściła tę rzeźbę w sercu swojej solowej wystawy Cała Ziemia parkiem narodowym w warszawskiej Królikarni. Działanie Branasa odbyło się w ramach projektu Halo, tu Ziemia, cyklu warsztatów i performansów towarzyszących retrospektywie artystki.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Przemek Branas, „Fakir”, performance, Królikarnia, Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, 2020 r.

Przemka Branasa w żmijowo-fallicznym garniturze i z uchotrąbą widziałem pierwszy raz latem, kiedy performował w Katowicach na wystawie Historie o chodzeniu po mieście. Pomyślałem wtedy, że artysta jest już bardzo daleko od sztuki swoich nauczycieli. Studiował w Pracowni Sztuki Performance na krakowskiej ASP u Artura Tajbera i Artiego Grabowskiego. Obaj, choć każdy na swój sposób, uchodzą za twórców, którzy podtrzymują tradycję klasycznego performansu. Co jednak znaczą takie kategorie jak „tradycja” czy „klasyka” w dziedzinie, która z założenia jest antyakademicka i oparta na ciągłym stawianiu pod znakiem zapytania samego pojęcia sztuki?

Kontrkulturowi klasycy performansu tworzyli w opozycji do teatru; wystąpienia artystów i artystek miały być momentem prawdy, gwarantowanej nierzadko przez ból, wysiłek, a nawet przelaną krew performującej osoby. Branas przeciwnie – nie stroni od teatralizacji i maskarady. Klasyczny performer jest zawsze sobą. Branas chętnie bywa kim innym, wciela się w różne role, przywłaszcza sobie „znalezione” tożsamości. A jednocześnie nie waha się przelać krwi, kiedy wymaga tego logika zaprojektowanych przez niego sytuacji. W 2017 r. wziął udział w wystawie artystek i artystów nominowanych do prestiżowej nagrody Spojrzenia, przyznawanej przez Zachętę i Deutsche Bank. Nakręcił wówczas film, w którym wystąpiły m.in. dyrektorka Galerii Narodowej i kuratorka wystawy. Sam Branas wcielił się w legendę sztuki performans Chrisa Burdena, by powtórzyć jego najgłośniejszą akcję, słynny „Shoot”. W 1971 r., w offowej galerii F Space w kalifornijskiej miejscowości Santa Ana, Burden poprosił przyjaciela, aby postrzelił go ze strzelby w lewe ramię. Branas również dał się postrzelić; dołożył przy tym starań, aby możliwie wiernie odtworzyć nie tylko choreografię akcji Burdena, lecz również jego strój. A jednocześnie wszystko było inaczej. Amerykanin wykonał swój radykalny gest jako czysty, niepodlegający dyskusji akt przemocy wzięty w ramę dzieła sztuki. Branas tymczasem spowijał swoją ranę w gęstą sieć kontekstów. Od czasu, kiedy Burden dostał postrzał w ramię, jego wywrotowa akcja trafiła na karty podręczników. W grę wchodziło pytanie, czy takie zdarzenie jak strzelanie w sali wystawowej do żywego człowieka da się oswoić? Zestetyzować? Zinstytucjonalizować? Zmuzealizować? Powtórzyć? Branas wikłał zatem swoje przedsięwzięcie w historię sztuki, ale jednocześnie w historię Polski. Projekt był przecież zrealizowany i pokazywany w Zachęcie, galerii, w której zastrzelony został pierwszy prezydent II RP Gabriel Narutowicz. Kula dosięgnęła go podczas wernisażu wystawy; zamachowiec, Eligiusz Niewiadomski, był artystą. Czy do zamordowania polityka w takich okolicznościach da się przyłożyć kategorie wzięte ze sztuki performans? Czy sztukę performans da się artykułować językiem przemocy i broni palnej, jak uczynił to Burden? I w jakiej pozycji znajduje się współczesny artysta, który jak Przemek Branas stawia pytania nie tyle, by znaleźć odpowiedzi, ile by zasiać wątpliwości: sztuka, polityka, performans, morderstwo, galeria, miejsce zbrodni, historia, teraźniejszość; prawda i inscenizacja, autentyczność i mistyfikacja – te wszystkie pojęcia, pozornie solidne, potrafią się ze sobą zlewać w strumień niejednoznaczności, w którym nie sposób ich od siebie oddzielić.

Przemek Branas to świetny artysta na czasy, w których nic nie jest jednoznaczne, każdy jest nie tylko sobą, lecz jednocześnie kimś innym, a obok faktów istnieją zawsze fakty alternatywne. Kwiaty są natchnieniem artystów i reprezentują piękno przyrody? Tak, ale… Podczas pobytu twórczego w Giverny, rezydencji należącej niegdyś do Claude’a Moneta, Branas przeprowadził botaniczne śledztwo w ogrodzie wielkiego impresjonisty. Szukał roślin o toksycznych, właściwościach, a kiedy je znalazł, wydestylował z nich dzieło sztuki w postaci trucizny.

*

Branas jest jednocześnie artystą prowincjonalnym i globalnym. Po studiach wrócił na Podkarpacie, do rodzinnego Jarosławia, a jednocześnie wiele z jego prac powstaje w podróżach od Florencji po Hongkong i Indonezję. Ba, niektóre z tych prac same przybierają formę podróży, jak wyprawa szlakiem, który przebyły kiedyś zwłoki generała Józefa Bema – od miejsca jego śmierci w Aleppo po miejsce pochówku w Tarnowie. Branas ruszył w tę drogę w przeciwnym kierunku, z Polski na ogarnięty wojną Wschód. Podróż zakończyła się przed dotarciem do celu, na turecko-syryjskiej granicy, której nie sposób było przekroczyć. Aleppo, w którym kiedyś Bem umierał jako turecki generał i muzułmanin, wojna domowa w Syrii zmieniła we współczesne jądro ciemności. Wyprawa Branasa była zaś nie tylko pielgrzymką tropami nieoczywistego bohatera, lecz również podążaniem pod prąd fali uchodźców uciekających z Aleppo na Północ.

*

Performerzy mają w sobie coś z szamanów. Przemek Branas nie należy do wyjątków. Z kim jednak się komunikuje, kiedy odprawia swoje rytuały? Tradycyjni szamani mediowali między wspólnotą żywych a światem duchów. Duchów jednak już nie ma, a Branas podróżuje nie tyle między zaświatami i życiem, ile między wymiarem ciała i wymiarem kultury. To ciało ma oczywiście swoją płeć. Czy Branas jest artystą queerowym? Cóż, jest wyautowanym gejem; niewielu artystów w Polsce w równie elokwentny sposób artykułuje homoerotyczną wrażliwość, ale i w tych kategoriach Branasa nie sposób zaszufladkować, bo całej jego twórczości nie da się zmieścić w queerowym dyskursie. Nieprzypadkowo do ulubionych figur tego artysty należą fetysz i maska; tożsamość nie jest skończoną, sztywną strukturą, lecz plastycznym tworzywem coraz to nowych kreacji.

Równie plastyczny charakter mają znaczenia. Jak potrafią migotać w świetle różnych kontekstów, świetnie było widać podczas akcji w Królikarni. Wystawa Historie o chodzeniu po mieście poświęcona była dyskusji z kulturą hip-hopową oraz jej megamęskim, mizoginicznym i homofobicznym rysem. Hip-hopową męskość Branas konfrontował wówczas z inną męskością, queerową, niejednoznaczną; jej medium było ciało performera odziane w garnitur, kostium będący erotycznym fetyszem. W Królikarni artysta, odziany w ten sam strój, znalazł się na przeciwległym biegunie genderowego dyskursu. Wystawa Brzeżańskiej jest feministyczna, wikańska, matriarchalna; nie na darmo „źródłem” jest tu wagina. Jaką rolę na takiej wystawie mogą odegrać męskość i falliczne motywy? Co dzieje się, kiedy owa męskość ma queerowy charakter?

„Struktura tej wystawy jest jak ul – powiedział Przemek, kiedy zapytałem go o różnicę między katowicką wersją akcji a performowaniem na retrospektywie Agnieszki Brzeżańskiej. – Trafiasz do rotundy Królikarni jak do wnętrza ciała, jak do wnętrza wszystkich wnętrz. A tam bije Źródło, w ulu jest królowa. Dla mnie to pociągający obraz: wizja matriarchatu oraz pozytywnych skutków społecznych, jakie takie struktury za sobą niosą”.

Podczas performansu rotundę Królikarni wypełniał hipnotyzujący elektroniczny dźwięk, który raz na jakiś czas Branas rytmizował, dmąc w uchotrąbę. Trudno było oderwać oczy od poruszającej się w zwolnionym tempie postaci, ale skrywający się pod maską Branas nie budował napięcia po to, by je rozładować. Przeciwnie, zapętlał czas; performował bez przerwy 3,5 godziny, nie zmierzając do finału – tego nie było – lecz pogłębiając trans. 

„Chciałem pracować w relacji do Źródła Agnieszki Brzeżańskiej – mówi artysta – wziąć na warsztat rzeźbiarską pracę i wejść z nią w interakcję. Źródło, woda, fontanna, kobieta z rozłożonymi nogami – spokojna, statyczna, a wszystko, co wokół niej się rusza, to wijące się fiutki i węże. I tracą totalnie energię przy niej, gdy ciągle tam stoi. Dla mnie to tak, że niezależnie jak długo powtarzam gesty, ile energii i siły spożytkuję na moje działanie, Źródło jest niezmienne, monumentalne i nieco zabawne. Odbijam się od niego nieustannie, a bez końca wypływająca ze Źródła woda jest dla mnie ciekawą metaforą bezsensowności podejmowania żmudnych starań. Ale druga strona mojego ciała i głowy mówi mi, że bezsensowność działań, daremne ich wykonywanie są ważne”.

Przemek Branas, „Fakir”, marynarka od garnituru uszytego na potrzeby performansu, Królikarnia, Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, 2020 r., zdjęcie: Paweł Chilecki
Przemek Branas, „Fakir”, marynarka od garnituru uszytego na potrzeby performansu, Królikarnia, Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, 2020 r., zdjęcie: Paweł Chilecki

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!