pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Trwa era plastikozoiczna. Lądy i morza pokrywają olbrzymie ilości plastiku. Na niewielkiej wyspie ...
2018-06-13 00:00:00
Opowiadanie

Opowieść Plastikowej Torebki

Ilustracja: Tomek Kozłowski
Opowieść Plastikowej Torebki
Opowieść Plastikowej Torebki

Trwa era plastikozoiczna. Lądy i morza pokrywają olbrzymie ilości plastiku. Na niewielkiej wyspie Henderson na Oceanie Spokojnym, która niegdyś tętniła życiem, Plastikowa Torebka spotyka Diament i zaczyna opowiadać mu swoją historię.

Działo się to w dalekiej przyszłości, za oceanami, lądami, eonami…

– Jest tu ktoś czy jestem sama? – spytała Plastikowa Torebka. – Ej, widzę cię. Ty tam, mówię do ciebie. Nie ma światła, a ty je odbijasz. Ty, mały. Jak to robisz?

– Jestem diamentem – odpowiedział ktoś nadspodziewanie mocnym i dźwięcznym głosem.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

– Diamentem? Skąd tu nagle diament? Kto cię tu zgubił?

Diament nie odpowiadał.

– No, co tu robisz, błyszczący kamyku? – krzyknęła Plastikowa Torebka, wydymając się lekko, a może wydął ją lekki wiatr unoszący pył nad pustkowiem.

– Uważaj – powiedział Diament. – Nie wiem, kim jesteś, ale należy mi się trochę szacunku. Gdyby nasz świat wciąż trwał, byłbym niesłychanie cennym przedmiotem.

– Nasz świat! – powiedziała Plastikowa Torebka z pogardą. – Chyba masz na myśli świat ludzi, a ja jestem plastikową torebką. No, zawdzięczam im swoje istnienie, ale nic poza tym. Stopili trochę polietylowych granulek, żebym mogła się urodzić, ale nie pomyśleli o tym, że będę żyła wiecznie.

– Plastikowa torebka i wieczność? Zapewne nie znasz tego słynnego powiedzenia: „Diamenty są wieczne”. Ale cóż, jesteś tylko kawałkiem plastiku! – zawołał Diament, krztusząc się ze śmiechu. – Widzisz, moja droga, jesteśmy z zupełnie innych sfer. Jestem miliony razy cenniejszy od ciebie!

– Już nie jesteś, panie diamentowy. Nie ma tutaj nikogo, kto by chciał zapłacić za ciebie choć jednego bitcoina – powiedziała Plastikowa Torebka. – Ale nawet wtedy, gdy byłeś wart fortunę, ja byłam cenniejsza. Bo byłam wyjątkowa.

– Ty? To ja jestem wyjątkowy. Nie ma dwóch takich samych diamentów na świecie. A ludzie wyprodukowali miliony takich samych torebek!

– Ja byłam wyjątkowa – powtórzyła Plastikowa Torebka i pogrążyła się we wspomnieniach.

Zrobiło się cicho. A że było wciąż tak samo, nic się nie działo i nie poruszało, no, może czasem powiał wiatr, ale i to nie było pewne, nie zapadała noc ani nie nadchodził dzień, nie było ani jasno, ani ciemno, czas przestał być odczuwalny i gdy odezwał się Diament, nie wiadomo, czy upłynęło kilka minut, kilka lat czy całe stulecie.

– No dobrze, opowiedz – powiedział Diament. – Aż się rwiesz, żeby mi opowiedzieć swoją historię. Mogę posłuchać, choć to i tak nie będzie miało dla mnie znaczenia. Jestem najtwardszy na świecie. Nic mnie nie wzruszy.

Plastikowa Torebka uniosła się lekko i opadła na podłoże.

– Opowiem. Nawet gdy nie wzruszy cię moja opowieść, możesz z niej wyciągnąć jakąś naukę, jak z każdej opowieści, w której nie ma zbyt wielu kłamstw. Mnie i moje niezliczone siostry zrobiono z polietylowego granulatu. Gdy po raz pierwszy spojrzałam na świat, zobaczyłam ludzi w maskach i rękawicach i czułam jeszcze cięcie noża, który mnie oddzielił od pasa folii na obracającym się walcu. Gorącym metalem zgrzano moje boki i rączki do noszenia i nagle poczułam, jak fajnie jest istnieć w określonym, ograniczonym kształcie. Stałam się czymś, w pełni integralnym, osobnym przedmiotem. Razem z moimi czterystu dziewięćdziesięcioma dziewięcioma bliźniaczymi siostrami upakowano mnie ciasno w pudełku i zawieziono do sklepu. Leżałam na samym wierzchu i nawet nie zdążyłam się rozejrzeć, gdy powierzono mi dwie butelki burbona i znalazłam się na londyńskiej ulicy. Po raz pierwszy ujrzałam domy, samochody, neony i światła odbijające się w mokrej jezdni. Bałam się, że się rozerwę i upuszczę butelki na chodnik, ale jakoś dotarliśmy na miejsce, ja, dwie butelki burbona i człowiek w zielonej czapeczce, który nas niósł. Wjechaliśmy na dwunaste piętro, do wielkiej sali z obrazami, sztalugami i strasznym bałaganem. Człowiek w zielonej czapeczce wziął ode mnie butelkę, wypił od razu połowę i zaczął malować. Malował cały dzień, wieczór i połowę nocy. Nad ranem otworzył drugą butelkę i rozpiął mnie na sztaludze.

– Chcesz być najdroższą plastikową torebką na świecie? – zapytał i zaczął malować na mnie, co było ekscytujące. Robiłam się coraz bardziej kolorowa, z jednej strony namalował miasto, a z drugiej zwierzę z jednym rogiem. Gdy skończył, było już po południu, wyszedł na balkon, podniósł mnie wysoko i patrzył na mnie w jasnym świetle dnia, a pod nami rozpościerał się Londyn.

– To moja najlepsza praca. Zawiś­niesz w Tate, zobaczysz – powiedział do mnie i w tej chwili powiał wiatr i wyrwał mnie z jego rąk, wypełnił powietrzem i uniósł nad miasto. Porwał również zieloną czapeczkę tego człowieka i przez chwilę lecieliśmy razem: zielona czapeczka i ja. Leciałam i leciałam, aż wylądowałam na kwadratowym trawniku pod niedużym, różowym domem. To tam znalazła mnie Luiza. Dziewczynka. Objęła mnie i powiedziała, że nigdy jeszcze nie widziała tak ślicznej torebki plastikowej i że najbardziej na świecie kocha jednorożce. A mnie spodobała się Luiza. Spędziłyśmy razem dobre lata, właściwie nie rozstawałyśmy się, chodziłyśmy do szkoły, na lekcje muzyki, do biblioteki, nosiłam jej książki i zeszyty, a gdy spała, leżałam blisko niej, na krześle, i patrzyłam na nią. To dzięki Luizie zdobyłam jakie takie wykształcenie i poznałam wszystkie książki, które czytała. Ale któregoś dnia to się skończyło: nowa gosposia Luizy po prostu wyrzuciła mnie do śmieci. Zaczęłam podróżować po lądach i oceanach, unikając oczywiście tych wielkich pojemników z napisem „Plastik”, bo nie odpowiadała mi reinkarnacja – może i przyjemnie byłoby zostać nową torebką lub innym plastikowym przedmiotem, ale musiałam chronić obraz namalowany przez człowieka w zielonej czapeczce, czyli moją indywidualność. Miałam mnóstwo przygód, spędziłam nawet pół roku w brzuchu wieloryba, aż znalazłam się tu, w mekce plastiku – na tej koralowej wysepce, która stała się celem morskich pielgrzymek plastikowych przedmiotów. Była już wtedy górą plastiku i trudno było mi uwierzyć, że kiedyś rosły na niej kwiaty i drzewa, a wędrowne ptaki i żółwie znajdowały na niej schronienie. ­To właś­­­nie tutaj, na wyspie Henderson, doczekałam nadejścia ery plastikozoicznej, gdy okazało się, że my, PLASTIK, jesteśmy wszędzie – w powietrzu, wodzie i ziemi, w zwierzętach i ludziach, a nawet w ich pożywieniu. Budowaliśmy skały, wyspy i archipelagi, dość wspomnieć o Wyspach Śmieciowych, pierwszym państwie z plastiku uznanym przez ONZ. Patrzyłam na to z dumą, czując się częścią tego wspaniałego przedsięwzięcia, w którym wszyscy braliśmy udział.

Plastikowa Torebka umilkła i znów minął jakiś czas, krótki lub długi.

– A potem... – podpowiedział jej Diament.

– Sam wiesz – powiedziała Plastikowa Torebka. – Wszystko się skończyło. Nawet czas. Niby wciąż jest, ale nic się nie wydarza, zawsze jest szaro, nieruchomo i tak samo. Ciekawa jestem, czy ludzie kiedyś powrócą.

– Myślisz o tamtej dziewczynce, Luizie, wiem – powiedział Diament. – A ja myślę o moim przyjacielu, staruszku, który wylosował główną wygraną na loterii i kupił na auk­cji w Genewie niebieski diament. Czyli mnie. Oppenheimer Blue. Tak nazywam się ja, bo nazwisko mojego nabywcy nie zostało podane do wiadomości i niech tak zostanie. Najdroższy diament sprzedany na aukcji, ponad 57 milionów dolarów. Wstawiony w platynowy pierścień. On mnie naprawdę kochał. Żyliśmy skromnie, w jednopokojowym mieszkaniu w Brighton Beach. Zawsze gdy szliśmy do Tatiany, mój przyjaciel, aby mnie chronić, zakładał na lewą dłoń białą bawełnianą rękawiczkę. Dlatego bywalcy Tatiany nazywali go Biała Rękawiczka. Tylko w domu mnie nie ukrywał, patrzył na mnie i dotykał. Czytał przeze mnie gazety. Bo przez prawdziwy diament widać litery. Czytaliśmy razem. Aż któregoś dnia przewrócił się w łazience i umarł, a ja zsunąłem się z jego namydlonego palca i schowałem w szparę w podłodze. Też miałem potem różne przygody, zgubiłem platynowy pierścień, ale w pamięci chowam tylko mojego przyjaciela, Białą Rękawiczkę. Wiesz, pomyślałem sobie, że jednak jesteśmy podobni do siebie, ty i ja. Oboje przybyliśmy tu z głębin ziemi, ty z szybu naftowego, ja z kopalni diamentów. I oboje przeżyliśmy miłość. Tęsknisz za Luizą, prawda?

Plastikowa Torebka nie odpowiedziała. Ale ma dużo czasu i może kiedyś odpowie.

 

Data publikacji:

Joanna Rudniańska

Bajkopisarka. Niektóre z jej bajek opowiadają o rzeczach zbyt nieprawdopodobnych, by mogły się wydarzyć, dopóki się nie wydarzą: o wojnie, Zagładzie, o wybuchu bomby atomowej, o zniszczeniu przez ludzi życia na Ziemi. Laureatka Międzynarodowej Nagrody im. Janusza Korczaka. Za „Kotkę Brygidy” otrzymała w 2007 r. główne wyróżnienie Polskiej Sekcji IBBY. Wznowienie książki ukazało się w kwietniu 2018 r. nakładem wydawnictwa Muchomor. Piecze niezrównane chleby.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!