Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
W Polsce zadebiutowała jako 90-latka, choć za oceanem publikuje od dziesięcioleci. O starości mało ...
2019-09-13 10:00:00
Opowiadanie

Okiem Diane Arbus

ilustracja: Marek Raczkowski
Okiem Diane Arbus
Okiem Diane Arbus

Lore Segal to pisarka mało u nas znana. Dopiero w 2018 r. nakładem Wydawnictwa Ossolineum ukazała się jej pierwsza książka po polsku, powieść Lucinella. Przedstawiamy kolejny utwór tej autorki – opowiadanie o starości.

Czyta się 4 minuty

Wkrótce po Nowym Roku Jack zadzwonił do Hope:

– Chodźmy na lunch – powiedział. – Mam sprawę.

Nie było potrzeby ustalać gdzie: w Ca­fe Provence na górnym Broad­wayu ani kiedy: piętnaście minut przed południem, gdy ich stolik przy oknie na pewno będzie wolny.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Przejrzeli kartę, wysłuchali, jakie jest danie dnia.

– Zawsze chcę zamówić coś nowego – powiedziała Hope, ale zamówiła zupę cebulową. Jack wybrał cas­soulet, mówiąc:

– Należało wziąć rybę.

– I butelkę waszego merlota – zwrócił się do ponurej właścicielki. – Poprosimy ją od razu.

– I sałatkę na spółkę – dodała Hope. Zauważyła, że Jack przygląda się idącej w stronę baru właścicielce, która jak na kobietę po pięćdziesiątce miała wyjątkowo krótką spódnicę. Popatrzyła na te długie, opalone, muskularne nogi, nagie nawet w styczniu, oczami Jacka. Jack, postawny mężczyzna o dużej, ciemnej twarzy, zwrócił się do Hope:

– Jak tam?

– Całkiem nieźle. A u ciebie?

– Pytanie: gdybyśmy nadal robili postanowienia, co byś wybrała?

Hope od razu się ożywiła.

– Muszę pomyśleć. Ty pierwszy.

– Będę uważał, co jem – powiedział Jack. – Nie chodzi o wagę, ale o ciągłe myślenie o jedzeniu. Normalne rzeczy jadam tylko, kiedy przychodzi Jeremy. – Jeremy to syn Jacka.

– Będę uważała na to, co oglądam, a potem wyłączę telewizor. Nie ma nic gorszego: budzić się rano, kiedy toto miga ci przed oczami, czysta deprawacja!

– Nie będę zamawiał nowych książek z Amazona, dopóki nie przeczytam tych, które mam na półkach.

– Będę wkładała ubrania do szafy, nawet jeśli nikogo się nie spodziewam. Nora nie ma dla mnie litości. – Nora to córka Hope.

Przyszło wino. Jack dopełnił spraw­dzania etykiety, wąchania korka, sma­kowania i kiwania głową. Przyszła sałatka. Hope nałożyła im na talerze. Jack wskazał na włosy Hope, dziś wysoko upięte.

– Dobrze ci tak – skwitował.

– Dziękuję. Mam dla ciebie staro-nowe postanowienie. Nauczę się francuskiego. Jak się nazywała ta kobieta, u której się uczyłam, kiedy wróciliśmy z Paryża? Kiedyś wyliczyłam, że w szkole uczyłam się francuskiego jedenaście lat, a i tak zawsze to ty musiałeś się dogadywać.

– Chciałbym nauczyć się modlić – powiedział Jack.

Hope zmierzyła go wzrokiem, sprawdzając, czy sobie nie żartuje. Jack był zaabsorbowany wpychaniem całego liścia sałaty do ust.

– Nigdy nie zrozumiem, dlaczego nie mogą ich pokroić na mniejsze kawałki – powiedziała Hope.

Przyszła zupa cebulowa, przyszedł cassoulet. Jack spytał Hope, czy chciałaby wrócić.

– Wrócić? Do Paryża? – Jack i Hope byli parą, zanim każde z nich poślubiło kogoś innego. Jack następnie rozwiódł się z żoną, która potem zmarła. Hope była wdową.

– Do Paryża. Do Aix – powiedział Jack.

– Od dawna chciałam cię zapytać – powiedziała Hope. – Czy byliśmy kiedyś razem w takim bardzo starym ogrodzie? Chodziliśmy pod stuletnimi drzewami? Leżeliśmy na trawie i patrzyliśmy w korony drzew… To było we Francji czy w Anglii? Pamiętam angielski ogród czy coś z książki?

– Co nas powstrzymuje? – spytał Jack.

Przeszkód było, oczywiście, całkiem sporo. Dwie najmniejsze z nich właśnie w tym momencie przyklejały nosy do okna restauracji. Dziesięcioletni Benjamin wepchnął kciuki do uszu i pomachał do dziadka. Hope udała, że chce przez szybę złapać swoją wnuczkę za rękę. To rozśmieszyło małą Mirandę. Na chodniku stali jeszcze córka Hope, Nora, z małą Julie w wózku, i syn Jacka, Jeremy.

Hope zwróciła się do córki i bezgłośnie powiedziała:

– Skoczę do toalety.

– Co? – w ten sam sposób odparła wyraźnie poirytowana Nora. Dziecko płakało.

– Przecież wie, że nie słyszę jej przez szybę – powiedziała do Jeremy’ego.

– Zostań z dzieciakami, a ja pójdę go zgarnąć – powiedział Jeremy. – Dowiem się, o co chodzi twojej matce.

Jeremy wszedł do restauracji, minął Jacka i Hope, a następnie skierował się do kąta, w którym godzinę temu zostawił złożony wózek inwalidzki ojca. Hope wstała i podeszła do Jacka, żeby pocałować się z nim na pożegnanie.

– Ruchy, tato – powiedział Jeremy. – Muszę wrócić do biura.

– Zadzwonię – obiecał Hope Jack. – Pójdziemy na lunch.

Hope znów spróbowała porozumieć się z córką przez okno.

– Błagam, Julie, zamknij się – powiedziała Nora. – Co, mamo? – Dziecko zaczęło wyć.

Hope wskazała w kierunku damskiej toalety. Nora dała znak: mam iść z tobą? Hope pokręciła głową. Jedną z zalet Cafe Provence było to, że łazienki miała na parterze, nie w piwnicy, w dół po stromych schodach.

Hope wzięła płaszcz i torbę, otworzyła drzwi do damskiej toalety i w lustrze nad umywalką zobaczyła, że część włosów wymknęła jej się spod spinek. Odpięła je i wpatrzyła się w tę wiedźmę z sięgającymi ramion siwymi włosami, teraz rozpuszczonymi jak u dziewczynki. Zobaczyła to, co mogłaby dostrzec Diane Arbus, i poczuła obrzydzenie, a obrzydzenie od razu rozbudziło jej zainteresowanie.

– To dopiero temat: starość okiem Diane Arbus – Hope nie mogła się doczekać, żeby powtórzyć to Jackowi następnym razem, kiedy Jeremy i Nora znajdą czas, żeby umówić im lunch w Cafe Provence.

Tłumaczyła Olga Gicala

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!