pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Kup sobie letni spokój. Bez wychodzenia z domu i bez kosztów przesyłki na terenie całej Polski.

Kup numer letni

Numer letni (3/2020) dostępny jest także w pakiecie z numerem wiosennym (2/2020) za dodatkową złotówkę, bez dodatkowych kosztów wysyłki na terenie Polski.

Kup numer letni i wiosenny
Przekrój
„Wietrzyk wieje, słońce praży,/Uśmiech pełga mi po twarzy”. Sielanka? Ależ skąd! Nowy dramat, ...
2020-06-19 10:00:00

Okablowani

ilustracja: Daniel De Latour
Okablowani
Okablowani

Ta historia wydarzyła się, wydarza i będzie się wydarzać naprawdę. Zapewniam o tym Państwa! Tym razem było to w Ł.

Czyta się 5 minut

Dramatis personae:

ROMKIN – opiewa elektryczność ciał
ZONON – opiewać również by chciał
ENERGIA – żona ROMKINA
SMARTFON – smartfon Zonona
SĄSIEDZI – świadkowie
SĘDZIA – na kablu
TAJEMNICZY PANOWIE – dwaj

Scena 1

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Scena przedzielona ogrodzeniem na pół, w ogrodzeniu furtka. Po obu stronach domy, ten z prawej w budowie. Przed domem po lewej stoją ROMKIN i ENERGIA.

ROMKIN

Piękny dzionek, moja droga!
Wietrzyk wieje, słońce praży,
Uśmiech pełga mi po twarzy,
Nie mam na tym świecie wroga.

ENERGIA

Nic dziwnego, ukochany.
W sukurs idziesz, komu można.
Mina twoja bywa groźna,
Ale słowa!

ROMKIN

Wciąż te same:
Choćbym musiał brzęknąć trzosem,
Zawsze chętnie pomoc niosę!

Z domu w budowie wychodzi ­ZONON. Zmierza do furtki.

ROMKIN

Witam i o zdrowie pytam!
Co sprowadza dziś sąsiada?

ZONON

Że tak powiem: głupia sprawa.
Dom buduję już od roku,
Lecz na każdym niemal kroku
Życie staje mi okoniem!
Z tej przychodzę dziś przyczyny,
Że potrzeba mi drabiny.
A pan jesteś dusza człowiek.
Ot, to wszystko. Że tak powiem.

ROMKIN

Panie bracie, ani słowa!
Wnet znajdziemy ci drabinę,
Com ją tam, w garażu, schował.
Może jeszcze się nawinie
Coś, co będzie ci potrzebne?
Moje motto znasz już pewnie:
„Choćbym musiał brzęknąć trzosem,
Zawsze chętnie pomoc niosę!”.

ROMKIN i ZONON wchodzą do budynku. ENERGIA zostaje na zewnątrz. Głosy mężczyzn dochodzą ze środka.

ZONON

Cóż to? Kabel wskroś miedziany
Zwisa panu tam ze ściany?

ROMKIN

Mogę go od ręki sprzedać…

ENERGIA
(zagłusza mężczyzn)

Jeden z drugim w chacie siedzi,
Licząc metry kabla z miedzi,
Zamiast w błękit patrzyć nieba!
Co za durnie! Nie pochwalam,
Ja się wolę poopalać.

SCENA 2

Miesiąc później. Wnętrze domu ROMKINA. ENERGIA siedzi na fotelu. Dzwoni telefon.

ENERGIA

Halo? Czy to mój mężulek?

ROMKIN

W rzeczy samej! Witam czule!
Moja duszko, racz wyjawić,
Czy się Zonon już pojawił…
Nie zapłacił mi od razu,
Gdym rozmawiał z nim w garażu.
Czy już oddał, co miał oddać?
Złotych czterysta czterdzieści.
Czekam bardzo na te wieści.
Jest to cena z wszech miar godna!
Z tego część za bezpieczniki,
Com mu dawno ich użyczył,
A trzy setki za mój kabel
Z miedzi, metrów dziewiętnaście
I pół… no, dwadzieścia prawie,
Czy był? Dawno? Jest tam właśnie?

ENERGIA

Nie chcę cię, mężu, rozwścieczyć,
Lecz niestety nic z tych rzeczy.

ROMKIN

Ha! Niezręczne to ogromnie…
Ale pora się upomnieć
I za ogon złapać biesa!
Wnet mu wyślę SMS-a…

SCENA 3

ZONON u siebie w domu. W kieszeni spodni wibruje mu nagle SMARTFON.

SMARTFON

Księciuniu, nowa wiadomość!

ZONON

Zawrzyj gębę, już poczułem!

(czyta)

Co? Że kabel? Brzmi znajomo…
Ponad czterysta ogółem…?
Jakże z tego się wyplączę?

(do SMARTFONA)

Pisz, dyktuję. Słowa rącze
Poślemy wnet do Romkina.
No, dyktuję, pisz. Zaczynam.
Że tak powiem…

SMARTFON

Że tak powiem…

ZONON

Bezpieczniki: się rozumie.
Ale kabel? Tu nie umiem
Stwierdzić, ile mi się przyda
Metrów. Dopiero zaczynam
Montaż. Póki co się wstrzymam,
Że tak powiem, lecz jakby co
Wezmę całość.

(do SMARTFONA ,ostro)

Pokaż lico!

(do publiczności)

„Że tak powiem” cymbał pisze!

SMARTFON:

Jaśnie pana własne słowo…

Przed rozmawiającymi przechodzą niespodziewanie dwaj TAJEMNICZY PANOWIE. ZONON i SMARTFON odprowadzają ich wzrokiem.

SCENA 4

ENERGIA i SĄSIEDZI stoją w ogródku ROMKINA. Do furtki podchodzi ZONON.

ENERGIA

O! A pan tu w jakiej sprawie?

ZONON

Droga pani, ja na chwilę
Tylko! Długo nie zabawię.
Ot, wypłacić się przybyłem.
Mam złociszy sto dla męża.
Proszę.

ENERGIA

Dzięki.

(cicho)

Mózg wytężam,
Ale nie wiem, co za kasa.
Skąd i za co? Nie pamiętam…

ZONON

(cicho)

Chyba jest na całość łasa.

(głośniej)

Pani, widzę, nieugięta!
Cóż, zwyczajnie nie mam więcej.
Proszę spojrzeć: puste ręce!
Resztę oddam jakoś potem…
Hyc!

ENERGIA

I zniknął znów za płotem.

rysunek: Daniel De Latour
rysunek: Daniel De Latour

SCENA 5

ROMKIN stoi w swoim domu, ­ZONON w swoim. Rozmawiają ­przez telefon.

ROMKIN

Drogi panie, dosyć tego!
Byłem wielce przecież miły,
Pomagałem, ile siły…
Ale koniec, mój kolego!
Albo wypłać całą sumę,
Albo oddaj cały kabel.

ZONON

Kiedy tak na dobrą sprawę
Powiedzieć nawet nie umiem,
O co pan się ciągle czepiasz?
Dajże spokój, czekaj, czekaj…
Prąd dopiero podłączyłem!
Słono mnie to kosztowało,
Nic w portfelu nie zostało.
Masz mnie pan za złota żyłę?

ROMKIN

Być nie może! Co za bzdury!
Oddaj kasę, chamie bury!
Żwawo swój opróżnij mieszek,
Bo na kablu cię powieszę!

ZONON

(głośno krzyczy)

O! To groźba! Groźbę słyszę!
Chce się targnąć na me życie!
Sąd! Policja! Zgłaszam sprawę!
Oficjalnie!

ROMKIN

Oddaj kabel!

ZONON

Zgłaszam! Tyle z mojej strony!
Jak mój wniosek?

SĘDZIA

(zza sceny)

Odrzucony!

ROMKIN

Takiś chytry? Też tak umiem.
Na policję sam się zgłoszę.
Z obrzydzeniem im doniosę,
Że pan jesteś zwykłym zbójem.
Niech zwycięży tu rozsądek!
Zobaczymy się przed sądem!

Dwaj TAJEMNICZY PANOWIE przysłuchują się z uwagą.

SCENA 6

Budynek sądu. Dach budynku wspiera się na potężnych kolumnach. SĘDZIA wysłuchuje obu panów.

ZONON

Żadnego kabla nie brałem,
Kiedy skrzynkę montowałem
Budowlaną… że tak powiem…
Mogłem może wspomnieć słowem
Coś o drucie. Jestem pewien,
Że nic więcej o nim nie wiem.
Nie wiem nawet, szczerze prawię,
Jak wyglądał…

ROMKIN

Jak? Jak kabel!

ZONON

Nie pamiętasz, com ci pisał?

ROMKIN

Szczerze mówiąc, mi to zwisa.

ZONON

Napisałem, że się wstrzymam,
Aż nie stwierdzę ostatecznie,
Jaka długość mi się przyda,
Ile metrów tak konkretnie
Tego kabla.

ROMKIN

Co za brednie!

ZONON

(cicho)

Moim zdaniem całkiem przednie.

(głośniej)

Rzeczywiście się wstrzymałem.
Żadnego kabla nie brałem.

SĘDZIA

Czemu zatem pokrzywdzony
Pisał, że czeka na spłatę?

ZONON

Nie wiem! Był mi dotąd bratem.
Zdurniał!

SĘDZIA

Wysłuchajmy żony.

(do ENERGII)

Droga pani, jak to było,
Gdy wam spotkać się zdarzyło?
Czy Zonon mówił o drucie?

ENERGIA

Nie dosłownie, ale rzucił,
Że dopiero później wróci,
Żeby spłacić dług do końca.
Musiał wiedzieć…

ZONON

Co się wtrącasz?!

ENERGIA

Byli z nami też sąsiedzi
I słyszeli, jak się biedził.
Dobrze mówię?

SĄSIEDZI

Nie inaczej!

ENERGIA

Zonon wiedział! A dziś płacze!

ROMKIN

Panie Sędzio, tę wiadomość,
O której już była mowa,
Żem w całości wydrukował.
Tu się liczy każde słowo.
Proszę czytać…

Podaje SĘDZIEMU kartkę.

SĘDZIA

(czyta)

„Że tak powiem”?

ZONON

Samo mi się napisało.
Dajcie spokój…

SĘDZIA

Co za człowiek!
Taki dowód to niemało!

(czyta znów)

Zdania są niejasne wielce,
Ale sądzę, żeś pan wiedział,
Gdyś Energię pan odwiedzał,
Żeś jest winny znacznie więcej!
Świadkom wierzę. Wszystko jasne.
Czemu mieliby mataczyć,
Ryzykować karki własne,
Fałszywe składać zeznania?
Mówią prawdę, a to znaczy,
Że za chwilę skażę pana…

ZONON

Sędzio, pora zdanie zmienić!
Jest tu jeszcze jeden świadek…

SĘDZIA

Gdzie konkretnie?

ZONON

Chętnie wskażę.
Proszę, miałem go w kieszeni.

SMARTFON

Mieszkam z moim właścicielem,
Więc wiem o nim bardzo wiele.
Kabla w domu nie miał! Słowo!
Wiem, bo żyję z nim na co dzień…
No… tyle że w samochodzie
Mnie zostawia okresowo…

ZONON

Cicho!

SMARTFON

Sorry, próbowałem.

(wyłącza się)

ROMKIN

Doskonale!

SĘDZIA

W rzeczy samej.
Smartfon plątał się w zeznaniach,
Więc nie zmieniam swego zdania.
Słyszy pan? Zdania nie zmieniam!

ZONON

Nie chcę trafić do więzienia!

SĘDZIA

Kto by chciał? Ale spokojnie,
W sprawie ewidentnie drobnej
Nie będzie aż tak surowo,
Nikt tu nie odpowie głową.
W ruch pójdą tylko banknoty,
A konkretnie: trzysta złotych.
I już – zadośćuczynienie.
Koniec.

ZONON

Reszta jest milczeniem.
Sędzia, szczęściem, dusza człowiek,
Więc niech będzie. Że tak powiem.

SCENA 7

rysunek: Daniel De Latour
rysunek: Daniel De Latour

Do sądu wchodzą dwaj TAJEMNICZY PANOWIE z młotkami w dłoniach. Zaczynają tłuc młotkami w kolumny podpierające dach.

SĘDZIA

Co to znaczy? Chwila moment!
Skąd się tu wzięli panowie?

PIERWSZY TAJEMNICZY PAN

My bez żadnego didaskalium.

DRUGI TAJEMNICZY PAN

A ten kabel to sędzia pewnie sam ukradł!

SĘDZIA, ROMKIN, ZONON, ENERGIA, SĄSIEDZI

Niby dlaczego?!

PIERWSZY TAJEMNICZY PAN

A dlaczego nie?!

Nadkruszone kolumny pękają. Dach się zawala, sąd upada. Autor dramatu wkracza na scenę, kłania się w pas, zabiera torebkę i wychodzi ze studia. Kurtyna.

 

Data publikacji:

Jarek Westermark

Skończył studia prawnicze, ale żeby nie zepsuć teorii praktyką, skupił się na pracy translatorskiej, pisaniu opowiadań ("Opowiadania, które napisałem" Nisza 2016) i śpiewaniu piosenek (w zespole królduch).

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!