Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Joanna Brych

Oderwij się i zatańcz

"Move! Taniec to życie"/ mat. prasowe
Oderwij się i zatańcz
Oderwij się i zatańcz

Niektórzy akceptują taniec dopiero po osiągnięciu przez niego rangi sztuki wysokiej.

Takie stanowisko zajął już chociażby w Prawach Platon i dlatego podziwiał jedynie „ uroczyste ruchy pięknych ciał”, a wyrażał stanowczy sprzeciw wobec wszelkich zmysłowych i bachicznych form tańca połączonych z magią czy też innymi obrzędami niższego według niego rzędu. Inni wręcz odwrotnie. Traktują taniec w kategorii (często błahej) rozrywki. W istocie jedni i drudzy mają rację. Taniec pojawia się w różnych aspektach życia, a co więcej towarzyszył człowiekowi „od zawsze” i jest przypuszczalnie pierwszą formą sztuki.

Zjawisku tańca postanowili w tym roku przyjrzeć się organizatorzy 14. edycji Millennium Docs Against Gravity Film Festival, inicjując nową sekcję filmową – Doc Dance. Decyzja ta wpisała się w tegoroczne hasło festiwalowe – Oderwij się! I to wcale nie tylko od codziennych przyzwyczajeń i stereotypów, lecz także od sposobów rozumienia i opisywania świata. „Gdy świat zmienia się w szybkim tempie, teraźniejszość w tym samym tempie się kurczy. Rozpędzona przyszłość podmywa istotę teraźniejszości[...] Reżyserzy szukają elementów teraźniejszości, które są poza czasem, które nie będą przeszłością już jutro” – napisał we wstępie do katalogu dyrektor festiwalu Artur Liebhart.

"Move! Taniec to życie"/ mat. prasowe
"Move! Taniec to życie"/ mat. prasowe

„Tańczcie, tańczcie, inaczej wszyscy jesteśmy zgubieni” – to zdanie często powtarzane przez Pinę Bausch, po jej śmierci stało się puentą słynnego filmu Wima Wendersa Pina. Podążając jakby tym samym tropem, Fanny Jean-Noël swój dokument podsumowała słowami Friedricha Nietzschego: „Każdy dzień, w którym nie tańczyliśmy przynajmniej raz, powinniśmy uważać za stracony”.

Wydaje się, że film pt. Move! Taniec to życie francuskiej reżyserki Fanny Jean-Noël doskonale odpowiedział na to wyzwanie i był chyba najlepszym z zaprezentowanych w sekcji Doc Dance. Ten obraz to coś więcej niż zebrane wypowiedzi tancerzy. To mądra i barwna, antropologiczna opowieść, w której słowa zostały zastąpione przez taniec, obrazy natury i malownicze widoki. Noël, zabierając widza w podróż przez kraje i kontynenty, dociera do istoty tańca i ukazuje rolę, jaką odgrywa on w różnych kontekstach życia człowieka, zarówno wśród ludów „prymitywnych”, jak i w społeczeństwach na innych stopniach rozwoju. Jej filmowy zapis dowodzi, że ruch jest podstawowym elementem ludzkiego bytu, począwszy od narodzin (a nawet poczęcia) aż do śmierci.

"La Chana"/ mat. prasowe
"La Chana"/ mat. prasowe

Move! Taniec to życie opowiada o powstawaniu tańca, jego funkcjach i znaczeniu kulturowym. Przekonująco dowodzi, że taniec wywodzi się z emocjonalnego impulsu i improwizacji, jest wyrazem radości, ale i smutku; może być podporą psychologiczną i odprężeniem, a także przybierać bardziej uporządkowane, widowiskowe formy. Przepięknie ilustruje, jak żyje taniec w społeczeństwach zurbanizowanych, wśród ludzi wyrwanych ze swoich pierwotnych kultur.

Pewną kontynuacją tego wątku, choć bardziej intymną, był film La Chana w reżyserii Luciji Stojevic. Tytułowa La Chana, ktoś, kto dużo wie, to pseudonim artystyczny Antoniny Santiago Amador, legendarnej cygańskiej tancerki, w latach 60. i 70. ubiegłego wieku królowej flamenco. „W trudnych czasach ucieka się w marzenia”mówi w jednej z pierwszych scen filmu La Chana. Ona uciekła w świat barw i dźwięków. Taniec był dla niej labiryntem. Wejściem w głąb duszy. Tańcząc, odzyskiwała pewność siebie. Czuła się wolna. U szczytu sławy musiała jednak zrezygnować z dalszej kariery. Po niemal dwóch dekadach nieobecności ponownie zaczęła występować, a w filmie Luciji Stojevic La Chana decyduje się jeszcze raz zatańczyć w teatrze. Choć nie jest już młoda i choruje na cukrzycę, wciąż prowadzą ją wewnętrzny impuls i bezbłędne wyczucie rytmu.

"Reset. Czarny łabędź"/ mat.prasowe
"Reset. Czarny łabędź"/ mat.prasowe

W sekcji Doc Dance pojawił się też Reset. Czarny łabędź. Bohaterem dokumentu, w reżyserii Albana Teurlai i Thierry’ego Demaizière, jest Benjamin Millepied, wybitny tancerz New York City Ballet i choreograf, a prywatnie mąż Natalie Portman. To on był autorem choreografii w filmie Czarny łabędź, a w 2014 r. objął funkcję dyrektora baletu Opery Paryskiej. W filmie śledzimy przygotowania do premiery jego baletu Clear, Loud, Bright, Forward i możemy przekonać się, że proces twórczy nie polega jedynie na intuicji, ale także na zmaganiu się ze zwykłymi, dość przyziemnymi przeszkodami i na praktycznym poszukiwaniu rozwiązań. Kamera zarejestrowała też podejmowane przez Millepieda próby zreformowania francuskiego baletu i problem pogodzenia funkcji administracyjnej z aktywnością artystyczną. To zresztą w jego przypadku okazało się niemożliwe i doprowadziło do rezygnacji na początku 2016 r.

"Opera Paryska"/ mat. prasowe
"Opera Paryska"/ mat. prasowe

A jak trudne to było zadanie, wynika z filmu Opera Paryska w reżyserii Jeana-Stephane’a Brona, który został zaprezentowany w sekcji Miejsca. I słusznie, bo o balecie mało się można z niego dowiedzieć. Trochę więcej o operze, ale przede wszystkim opowiada on o sztuce współpracy i zarządzania ludźmi w tak dużej i konserwatywnej instytucji, jak Opera Paryska. Film, którego głównym bohaterem jest dyrektor generalny tej instytucji Stéphane Lissner, ujawnia też kulisy odejścia Millepieda i tzw. prozę życia, która nie omija teatru i sztuki. Działanie pod presją czasu, związków zawodowych, ataków terrorystycznych, problemów finansowych to codzienność, z którą zarządzający muszą sobie radzić.

Jednym z najbardziej oczekiwanych dokumentów na tegorocznym festiwalu był Strike a pose: Tancerze Madonny. Film powstał ze zwykłej ciekawości: reżysera Reijera Zwaana intrygowało, jak potoczyło się życie artystów towarzyszących Madonnie w teledysku Vogue, trasie koncertowej Blond Ambition i występujących w filmie Truth or Dare. Namówił do współpracy Ester Gould. W ten sposób powstała niezwykła historia intymna o siedmiu tancerzach, dziś już dobiegających pięćdziesiątki, którzy przez kilka miesięcy „przybierali pozę” w sensie dosłownym i przenośnym.

"Strike a Pose. Tancerze Madonny"/ mat. prasowe
"Strike a Pose. Tancerze Madonny"/ mat. prasowe

W roku 1990 Blond Ambition została uznana przez magazyn „Rolling Stone” za najlepszą trasę koncertową. Madonna przełamała wtedy bariery kulturowe i obyczajowe. W purytańskiej Ameryce zainicjowała publiczną dyskusję na temat wolności seksualnej, homoseksualizmu, AIDS i wirusa HIV.

Tancerze, których wybrała ( Luis Camacho, Oliver S. Crumes III, Salim Gauwloos, Jose Gutierez, Kevin Stea, Carlton Wilborn, Gabriel Trupin) w większości byli gejami, niektórzy chorowali już na AIDS. Pamiętna, kultowa wręcz scena pocałunku Gabriela i Salima w Truth or Dare, podczas gry „Prawda czy wyzwanie” dla wielu była wtedy objawieniem, samouświadomieniem i pierwszym gejowskim pocałunkiem, który zobaczyli.

Jednocześnie jednak żaden z tancerzy, choć występowali pod hasłem Express Yourself, nie był gotowy do ujawnienia publicznie swojej tożsamości seksualnej czy przyznania się do nosicielstwa wirusa. Gabriel Trupin zmarł w 1995 r.

Przed śmiercią zdążył jeszcze wytoczyć Madonnie proces przymusowy coming out w Truth or Dare. Salim Gauwloss i Carlton Wilborn opowiedzieli o swojej chorobie dopiero podczas zdjęć do filmu. Wcześniej „przyjmowali pozy“. Znamienna jest scena, kiedy Madonna wspomina, podczas koncertu, zmarłego wskutek powikłań związanych z AIDS Keighta Haringa, a ciało i wzrok Salima zdradzają wstyd i skrępowanie. Bo też jedyną postacią, która w pełni identyfikowała się z ideą trasy była Madonna. W filmie, pomimo zaproszenia, nie wypowiedziała się. Ale i tak jest cały czas obecna we wspomnieniach artystów.

To raczej tancerze, których przyjęła do pracy, nie byli wtedy gotowi na sukces i nie wykorzystali szansy, na razie największej, jaka kiedykolwiek była im dana.
Po zakończeniu trasy rzucili się w wir zabawy, popadli w alkoholizm, uzależnienie od narkotyków, depresję, a w życiu zawodowym musieli konfrontować się z łatką „tancerzy Madonny”.

Film Strike a pose: Tancerze Madonny, oprócz ciekawie opowiedzianej historii, zmusza do refleksji, na ile artysta powinien się identyfikować z odtwarzaną postacią. Zostawia też widzów z pytaniem o cienką linię dzielącą sztukę od życia i o granice prywatności. A dziś to zagadnienie jest ważniejsze niż kiedykolwiek. 

 

 

Data publikacji: