Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Wdech, wydech. Odetchnijmy z ulgą: pneuma sprawia, że i my, i kosmos jesteśmy całością i w dodatku ...
2019-03-22 10:00:00

Oddech wszechświata

ilustracja: Kazimierz Wiśniak (fragment)
Oddech wszechświata
Oddech wszechświata

Wdech, wydech. Odetchnijmy z ulgą: pneuma sprawia, że i my, i kosmos jesteśmy całością i w dodatku rozumnie nami kieruje. Oczywiście jeśli wierzyć starożytnym filozofom.

U początków filozoficznej refleksji naszego kręgu kulturowego majaczą niewyraźne postacie kilku na poły legendarnych wielkich myślicieli, którzy działali w VI w. p.n.e. w greckich miastach położnych na egejskich wybrzeżach Azji Mniejszej. Tales, Anaksymander, Anaksymenes – wszyscy trzej z Miletu – oraz Ksenofanes z Kolofonu i Heraklit z Efezu dali początki rozumnej refleksji nad światem i człowiekiem. Łączy ich również poszukiwanie podstawowego elementu, tzw. arche, z którego wszystko powstało i który jest obecny we wszystkim. Upraszczając nieco, aby nie wchodzić w zawiłe dyskusje, np. dla Talesa była to woda, dla Heraklita zaś ogień. W tym miejscu interesuje nas jednak Anaksymenes, o którym prawie nic nie wiemy ponad to, że był zapewne uczniem Anaksymandra i działał w Milecie. Napisał jakieś dzieło filozoficzne, chwalone za jasność i prostotę wykładu, ale niestety tekst ów zaginął. Poglądy Anaksymenesa znamy więc tylko z drugiej ręki, czyli z tego, co przekazali inni antyczni autorzy. Pół biedy, jeśli jest to Arystoteles czy Cyceron. Gorzej, jeżeli musimy korzystać z przekazów pisarzy chrześcijańskich (chociażby Augustyna), którzy wyraźnie z zamiarem wyszydzenia dawnych nauk niemiłosiernie je upraszczają i prymitywizują. Wiele więc jest niejasności, ale pewne wydaje się jedno: Anaksymenes uznał, że elementarnym prapierwiastkiem jest powietrze. W stanie idealnego rozproszenia, niewidzialne, rozrzedzając się, przechodzi ono w ogień, gęstniejąc zaś staje się mgłą, chmurami, wodą… itd. aż do stanu ciała stałego. W tych ostatnich postaciach jest już dostrzegalne zmysłami. Na stan skupienia materii wpływ miały też – zdaniem naszego filozofa – temperatura i wilgotność. Za mechanizmy twórcze odpowiadał natomiast ruch. Jak genialne są to intuicje, można zrozumieć, gdy zamiast „powietrze” pomyślimy „gaz” i uświadomimy sobie, że Milezyjczyk odkrył jego mechanikę. Używając współczesnej nam terminologii, powiedzielibyśmy, że Anaksymenes sądził, iż stan skupienia materii zależy od ciśnienia, temperatury, wilgotności i ruchu, czyli zmieszania różnych składników.

Anaksymenes szedł jednak dalej w swoich spekulacjach. Jego zdaniem powietrze, czyli elementarny pierwiastek, ma boskie cechy, jest wszak wieczne, nieskończone, zawsze w stwórczym ruchu, wszystko tworzące. Powstali z niego nawet bogowie greckiego panteonu!

Tchnienie kosmosu

Nie jest do końca jasne, jakim terminem filozof określał swój superskładnik wszechrzeczy, być może nawet dwoma: aerpneuma. Pierwszego używał – zdaje się – w odniesieniu do elementarnej, niewidzialnej, twórczej zasady wszystkiego, drugiego zaś do nazwania pewnej postaci nieco już zagęszczonego powietrza, która zespala świat. Jeden z antycznych autorów przekazał takie niejednoznaczne zdanie Anaksymenesa: „Jak nasza dusza [psyche], będąc powietrzem [aer], trzyma nas razem i kieruje nami, tak cały świat otaczają powietrze [aer] i tchnienie [pneumna]”. Od wieków uczeni łamią sobie głowy, aby właściwie zinterpretować myśl zawartą w tych słowach. Być może filozof chciał w ten sposób powiedzieć, że człowiek i świat są odpowiednio mikro- i makrokosmosem powstałymi z tego samego praelementu (powietrza) i rządzonymi tymi samymi prawami. W przypadku człowieka zespala go i podtrzymuje przy życiu dusza (psyche), w przypadku świata – tchnienie (pneuma). W ten sposób w naszym kręgu kulturowym pojawiła się idea kosmicznej mocy przenikającej wszechświat jako tchnienie, któremu odpowiada podobna mu co do natury ludzka dusza. Świat żyje i „oddycha” dzięki pneumie, my z kolei dzięki duszy. Zostawmy jednak duszę, które to pojęcie miało potem własne, odrębne drogi rozwoju w myśli antycznej. Zostańmy przy pneumie.

Kolejny z wielkich mędrców, Heraklit z Efezu, wykorzystał elementy teorii Anaksymenesa, pisząc o ognistym Logosie, Rozumie, przenikającym wszechświat i nim kierującym. Co w zasadzie jest ideą pneumy, tyle że nadano temu czynnikowi ognistą postać i bardziej „rozumne” działanie. Ideę tę rozwinie potem filozofia stoicka, wracając jednak do pierwszego pojęcia. Przedstawiciel tej szkoły, żyjący w III w. p.n.e. Chryzyp z Soloi, miał bowiem uważać, że „całą rzeczywistość jednoczy pneuma, która całą ją przenika i przez którą wszystko jest trzymane razem, trwa i zgadza się ze sobą”. Tyle jeśli chodzi o wymiar kosmiczny, a co w przypadku człowieka?

Największy antyczny autorytet w dziedzinie badań przyrodniczych, czyli Arystoteles, posłużył się ideą pneumy, aby wyjaśnić funkcjonowanie organizmów żywych, z człowiekiem włącznie. W traktacie O rodzeniu się zwierząt pisał, że „przewody wszystkich organów zmysłów”, czyli dotyku, wzroku, smaku, słuchu i węchu, „zdążają do serca, a u zwierząt, które go nie mają, do organu analogicznego”. Powtórzył to kilka razy w różnych innych swoich pracach (O zmysłach, O młodości). To w okolicach serca, nie w mózgu, lokalizuje Arystoteles centrum zarządzania. Tam jest coś, o czym w wymienionym już wyżej tekście filozof pisze: „wrodzone tchnienie (pneuma) wywołuje u jednych puls, u innych oddychanie i wydalanie”. To tylko wybrane przykłady działania, bo „wrodzone tchnienie” jest przyczyną wszelkiego ruchu i innych poruszeń w organizmach, np. pożądania seksualnego. Na pytanie, skąd pneuma pochodzi, Stagiryta odpowiada: otrzymuje się ją w momencie narodzin i wraz ze śmiercią ustaje jej działanie. W traktacie O ruchu zwierząt Arystoteles wyraźnie też odróżnia „wrodzone tchnienie” od „zewnętrznego tchnienia”, czyli po prostu powietrza wprowadzanego do organizmu podczas oddychania. W tym także tekście filozof dodaje: „Funkcje ruchu sprowadzają się do popychania i przyciągania. Konsekwentnie organ ruchu musi być w stanie powiększać się i kurczyć. Otóż to właśnie stanowi cechę charakterystyczną tchnienia: gdy się kurczy, staje się bezsilne; nabiera sił i zdolności do pchania dla tej samej przyczyny; jest ciężkie, gdy je porównamy z elementem ognistym; jest lekkie, gdy je zestawimy z elementem przeciwnym ogniu”. Pneuma w ciałach żywych kurczy się zatem i rozkurcza, napędzając wszystko, ma zaś postać tchnienia, cięższego nieco od ognia, ale o wiele lżejszego od „przeciwnej mu” ziemi.

Co się unosiło nad wodami chaosu

Przekonanie, że tchnienie życia przenika i kieruje światem oraz człowiekiem, daje światu, jak również człowiekowi, życie, było w starożytności (i długo potem) powszechne. Nawet upadek starych bogów i powolny triumf chrześcijaństwa nie zaszkodziły tej koncepcji. Wystarczyło bowiem uznać, że cudowne tchnienie pochodzi od „naszego” Boga. Wszak w Biblii mamy niezliczone wzmianki o „duchu Bożym”, który na przykład według Księgi Rodzaju jeszcze przed aktem kreacji „unosił się nad wodami”. To on potem zstępuje na ziemię czy też na wybranych ludzi, aby kierować losami ziemi. Gdy więc dokonano przekładu hebrajskiej Biblii na grekę, na określenie owego Ducha Bożego użyto słowa „pneuma”. Stąd i w przywołanym passusie Księgi Rodzaju nad wodami chaosu unosi się pneuma Theou.

Chrześcijaństwo, które narodziło się jako sekta w łonie judaizmu, bez wahania przejęło koncepcję pneumy. W scenie zesłania Ducha Świętego z Dziejów Apostolskich czytamy: „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”. Pneuma, z głoś­nym niczym powiew wiatru szumem, zstępuje zatem na apostołów pod ognistą postacią. Ten Duch Boży będzie potem przekazywany w drodze sukcesji na ich następców i dalej, aż po dziś dzień na cały Kościół.

Jest jednak pewne „ale”. Hebrajskie słowo „duch” (ruah) ma rodzaj żeński, greckie zaś pneuma – nijaki. Pierwsi chrześcijanie byli Żydami, posługiwali się językiem aramejskim, Biblię Starego Testamentu czytali po hebrajsku. Stopniowy napływ elementu zhellenizowanego oraz samych Greków spowodował jednak konieczność posługiwania się greką. Co zatem z żeńską ruah? W przywołanej wyżej scenie zesłania Ducha Świętego nie widać problemu, ale już w wypadku fundamentalnej kwestii poczęcia Jezusa niezgodność hebrajskiego i greckiego rodzaju słowa ma duże konsekwencje. Oto w opisie zwiastowania z Ewangelii św. Łukasza anioł Gabriel powiada do Marii: „Duch Święty [Pneuma hagion] zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym”. Wielu pierwszych chrześcijan miało świadomość problemu, jaki przekaz ten niesie ze sobą: jak Maria może począć Chrystusa za sprawą kobiecego pierwiastka? We fragmentach zaginionej dziś tzw. Ewangelii Hebrajczyków, napisanej po aramejsku w drugiej połowie I w. i reprezentującej poglądy żydowskich wyznawców nowej religii, sam Jezus nazywa Ducha Świętego swoją matką (gr. meter). Nie wszystkim się to podobało. W innym apokryficznym tekście, czyli Ewangelii Filipa, jej autor odrzuca więc poczęcie z Ducha Świętego, pisząc: „niektórzy mówią: »Maria poczęła z Ducha Świętego«. Mylą się. Nie wiedzą, co mówią. Kiedy to jakaś kobieta poczęła z kobiety?”. Dlatego znaczna część pierwszych chrześcijan była przekonana, że Jezus urodził się jak zwykły człowiek ze związku Józefa i Marii, dopiero później zstąpił na niego Duch Boży. Na szczęście chrześ­cijaństwo szybko stało się religią świata grecko­języcznego, następnie zaś łacina i języki narodowe, w których słowo „duch” jest rodzaju męskiego, rozwiązały problem.

Niezależnie od wszystkich opisanych wyżej meandrów ludzkiej myśli jednym z najbardziej stałych elementów w owych spekulacjach pozostaje przekonanie o istnieniu ożywczej mocy, która przenika jednakowo wszechświat i człowieka. W zasadzie myśl ta jest wciąż aktua­l­na. Nadal w materialnej strukturze uniwersum szukamy sprawczego czynnika. Mogą nim być choćby prawa fizyki.

 

ilustracja: Kazimierz Wiśniak
ilustracja: Kazimierz Wiśniak

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!