Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
2017-04-08 10:00:00
Wisienka na torcie

Niestety, na dworcach po staremu

Joanna Grochocka
Niestety, na dworcach po staremu
Niestety, na dworcach po staremu

Kiedy wczoraj stałem pod budynkiem dworca, byłem naprawdę zły: opóźnienie pociągu przekraczało wszelkie wyobrażalne granice. Kląłem w duchu jak nieprawdopodobnie wpieniony szewc i właśnie miała nastąpić spektakularna kulminacja mojego oburzenia – zamierzałem bowiem poczęstować kopnięciem butelkę plastykową, która leżała na chodniku – lecz spostrzegłem, że oto zbliża się do mnie jakiś lowelasik o obłudnych oczkach, w spodniach do golfa z czystej wełny, żakardowej marynarce z szalowymi klapami i w lakierowanych mokasynach.

– Dobry człowieku – powiedział – Czy mogę zająć chwilkę?

– Daj mi pan spokój – warknąłem.

– A czy mogę mieć prośbę? – spróbował inaczej.

– A w takim razie zamieniam się w słuch – wycedziłem.

– Ja po prostu zbieram na wino.

Obrzuciłem jegomościa najchłodniejszym spojrzeniem, na jakie tylko stać kogoś z reprezentowanej przeze mnie klasy społecznej, kto znajduje się w takim, a nie innym stanie emocjonalnym.

– Czy byłby pan łaskaw coś mi dorzucić? – zapytał, pokazując swoją dłoń, w której na oko znajdowało się jakieś kilkaset złotych i tylekroć euro i dolarów.

– A co pan za sikacza pijesz? – zapytałem nieżyczliwie, krzywiąc się i nie kryjąc pogardy.

– Najchętniej białe ze słynnego regionu winiarskiego w Bordeaux pod warunkiem, że rocznik nie jest późniejszy niż 1989.

– Czyli jest pan komunistą? – zapytałem i wybuchnąłem szatańskim śmiechem.

Ale szybko się uspokoiłem, żeby pokręcić nosem, potem głową, jednocześnie udając, jak robi mi się niedobrze, jak zbiera mi się na wymioty.

– Pomogę, ale to ostatni raz, bo nie znoszę siarki – powiedziałem i dokonałem przeglądu zawartości swych kieszeni. – Pan raczy wybaczyć, ale mam same drobne.

–To chodźmy do bankomatu, mam czas – odpowiedział.

– Ależ pan uprzejmy – zasyczałem.

Wypłaciłem dwa tysiące złotych i wręczyłem mu, mówiąc, żeby się wypchał. Przeklęty elegancik wziął pieniądze, grzecznie dziękując, odwrócił się i zniknął.

Poczułem, że mam dość, naprawdę dość, dlatego pobiegłem do kasy, aby zwrócić bilet, i to właśnie wtedy wyszło na jaw, że popełniłem całą serię fatalnych pomyłek: że wyjazd dopiero jutro; że wyjazd nie stąd, lecz skądinąd; że nie pociągiem, ale autobusem; że nie w tę, lecz w inną stronę; że podróżnym nie mam być ja, ale ktoś inny.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!