Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Wisienka na torcie
Tomasz Wiśniewski

Niestety, na dworcach po staremu

Joanna Grochocka
Niestety, na dworcach po staremu
Niestety, na dworcach po staremu

Kiedy wczoraj stałem pod budynkiem dworca, byłem naprawdę zły: opóźnienie pociągu przekraczało wszelkie wyobrażalne granice. Kląłem w duchu jak nieprawdopodobnie wpieniony szewc i właśnie miała nastąpić spektakularna kulminacja mojego oburzenia – zamierzałem bowiem poczęstować kopnięciem butelkę plastykową, która leżała na chodniku – lecz spostrzegłem, że oto zbliża się do mnie jakiś lowelasik o obłudnych oczkach, w spodniach do golfa z czystej wełny, żakardowej marynarce z szalowymi klapami i w lakierowanych mokasynach.

– Dobry człowieku – powiedział – Czy mogę zająć chwilkę?

– Daj mi pan spokój – warknąłem.

– A czy mogę mieć prośbę? – spróbował inaczej.

– A w takim razie zamieniam się w słuch – wycedziłem.

– Ja po prostu zbieram na wino.

Obrzuciłem jegomościa najchłodniejszym spojrzeniem, na jakie tylko stać kogoś z reprezentowanej przeze mnie klasy społecznej, kto znajduje się w takim, a nie innym stanie emocjonalnym.

– Czy byłby pan łaskaw coś mi dorzucić? – zapytał, pokazując swoją dłoń, w której na oko znajdowało się jakieś kilkaset złotych i tylekroć euro i dolarów.

– A co pan za sikacza pijesz? – zapytałem nieżyczliwie, krzywiąc się i nie kryjąc pogardy.

– Najchętniej białe ze słynnego regionu winiarskiego w Bordeaux pod warunkiem, że rocznik nie jest późniejszy niż 1989.

– Czyli jest pan komunistą? – zapytałem i wybuchnąłem szatańskim śmiechem.

Ale szybko się uspokoiłem, żeby pokręcić nosem, potem głową, jednocześnie udając, jak robi mi się niedobrze, jak zbiera mi się na wymioty.

– Pomogę, ale to ostatni raz, bo nie znoszę siarki – powiedziałem i dokonałem przeglądu zawartości swych kieszeni. – Pan raczy wybaczyć, ale mam same drobne.

–To chodźmy do bankomatu, mam czas – odpowiedział.

– Ależ pan uprzejmy – zasyczałem.

Wypłaciłem dwa tysiące złotych i wręczyłem mu, mówiąc, żeby się wypchał. Przeklęty elegancik wziął pieniądze, grzecznie dziękując, odwrócił się i zniknął.

Poczułem, że mam dość, naprawdę dość, dlatego pobiegłem do kasy, aby zwrócić bilet, i to właśnie wtedy wyszło na jaw, że popełniłem całą serię fatalnych pomyłek: że wyjazd dopiero jutro; że wyjazd nie stąd, lecz skądinąd; że nie pociągiem, ale autobusem; że nie w tę, lecz w inną stronę; że podróżnym nie mam być ja, ale ktoś inny.

Data publikacji: