Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Trwa 61. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej "Warszawska Jesień". Z tej okazji przypominamy ...
2018-09-24 12:00:00

Nie ma u nas nawyku słuchania muzyki współczesnej

Nie ma u nas nawyku słuchania muzyki współczesnej

Jest pan dobrze zorientowany w sytuacji muzyki współczesnej na świecie. Jakie są nowe kierunki i eksperymenty? Gdzie jest awangarda? Co się dzieje, co się grywa?

Zygmunt Krauze: Wszystko. Nie wyczuwa się tam w ogóle chęci zdefiniowania co jest współczesne. Poszczególni kompozytorzy koncentrują się na własnych pomysłach, jest wielka różnorodność, wiele grup i indywidualności. W pewnym sensie istnieje – tak silna u nas – tendencja powrotu do estetyki neoromantyzmu. Ale bardzo wielu kompozytorów w Anglii, Skandynawii, Holandii tworzy zupełnie inaczej. I nikt nie zadaje pytań typu „jak należy pisać”. W Polsce natomiast chciano by wiedzieć, co obowiązuje, kogo należy naśladować, co dominuje. Po części taki stan świadomości kształtuje krytyka muzyczna. Współczesna muzyka polska jest bardzo dobra, ale jednolita, monotonna.
A dlaczego tak wąsko patrzeć, dlaczego stanowić jeden tylko wzór? W latach pięćdziesiątych był tylko socrealizm, w sześćdziesiątych — dominacja jednej tylko techniki kompozytorskiej, co wielu naszych twórców w ogóle wyeliminowało z obiegu, z artystyczną i społeczną stratą. Tak samo było i jest w różnych dziedzinach naszego życia. Dopiero teraz toczy się walka o pluralizm. W polityce, gospodarce, kulturze. I w sztuce oczywiście. Więc nie zaspokoję pani ciekawości.

Jednak tkwi pan w przetargu nurtów, stylistyk, pomysłów. Odnoszę zazwyczaj wrażenie, że dla pana wartość samą w sobie ma pomysł, muzykę dopełnia pan później. Pana czteroosobowy zespól „Warsztat muzyczny” na estradach koncertowych poddawał się absurdalnym sytuacjom scenicznym. Szeleścił pan papierem, wykrzykiwał nad klawiaturą, przelewał wodę, tasował karty na strunach otwartego fortepianu, rzucał w nie stalowe kuleczki, gumową piłkę. Ale też dręczył pan struny szczotką, oblepiał plasteliną i w rękawiczkach zasiadał do instrumentu.

Są to przykłady z moich doświadczeń pianisty. (Teraz już powoli wycofuję się z wykonastwa). Otóż zawsze miałem na estradzie ochotę robić jakby nieco więcej niż tylko grać. Znajdowałem te możliwości w utworach innych raczej kompozytorów. Grywałem Andriessena, Schäffera, Stockhausena, Cardew, Szalonka, Cage’a, Serockiego. Niektóre z nich mają w sobie elementy teatru, więc mam może jakieś podświadome zamiłowanie do uprawiania aktorstwa — nie wiem. Wiem natomiast z całą pewnością, że punktem wyjścia takich zabaw jest jednak dźwięk i do dźwięku one dążą. Choćby najdziwniejsze były. I szalone, i śmieszne. Bo przecież mam pełną świadomość, że to ma być śmieszne. I jeśli np. przelewam wodę z absolutną powagą, jest to tym bardziej komiczne. Pamiętam też, w jak głuchej, pełnej napięcia ciszy audytorium wchodziłem pod fortepian... Wytwarza się pewien rodzaj gry między wykonawcą a publicznością. Mamy do czynienia z innym, nowym typem prezentacji nowej muzyki z gatunku teatru instrumentalnego.

Także zbyt łatwą, niestety, okazja do drwin z tej muzyki.

Drwin obosiecznych, uderzających zarazem w zesztywniałą konwencję tradycyjnej sali koncertowej. Chciałbym, aby muzykę można odbierać zgodnie z usposobieniem poszczególnych słuchaczy. Jeden jest niecierpliwy, po pięciu minutach już chce uciekać. Drugi, marzyciel, pragnie siedzieć dwie godziny albo jeszcze dłużej. W ogóle fascynuje mnie idea takiej muzyki, która byłaby bardziej dostępna dla słuchacza. Ma tu duże znaczenie czas i przestrzeń.
W Galerii Współczesnej w Warszawie realizowałem razem z architektem wnętrz kompozycje przestrzenno-muzyczne (1968 i 1970 r.). Na czym to polegało? Dla sześciu warstw muzyki architekt wbudował we wnętrzu galerii sześć paneli, tak izolowanych, że do muzyki w jednym panelu dobiegały cicho dwie sąsiednie, a pozostałe już nie. Ludzie przechodzili, zostawali w panelach dłużej lub krócej. Niektórzy spędzali tam całe dnie, przynosili prowiant! Czynne to było dwa tygodnie. Na Festiwalu Musikprotokoll w Grazu mój utwór Fêtes galantes et pastorale ciągnął się przez pięć dni, cały festiwali; 26 komnat pięknego zamku, w amfiladzie, w co drugiej – muzyka z głośników lub grana przez zespoły kameralne. Nonstop Bogusława Schäffera grywałem na zmianę z innymi pianistami (bądź sam!) w wersjach 7- i 8-godzinnych. W bieżącym sezonie, w ramach działalności Polskiego Towarzystwa Muzyki Współczesnej, będziemy chcieli organizować raz na miesiąc tzw. „długie poniedziałki” obejmujące kilka koncertów, jeden po drugim. I będzie można przyjść na jeden tylko koncert, albo zostać na następnym. Wszystko w Centrum Sztuki…

Czyli u Józefa Szajny w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, gdzie znalazło siedzibę reaktywowane w 1979 r. PTMW, którego został pan prezesem.

Międzynarodowe Towarzystwo Muzyki Współczesnej powstało w 1922 r. Jego polską sekcję w 1927 r. założyli: Zbigniew Drzewiecki, Mateusz Gliński, Felicjan Szopski i Karol Szymanowski. PTMW zadbało o obecność polskiej muzyki już na powojennym festiwalu SIMC w Londynie, w 1946 r.; doprowadziło także do premiery Króla Rogera Szymanowskiego na Sycylii, podczas festiwalu w Palermo, w 1949 r. działalność Towarzystwa zawieszono w 1951 r. Warto podjąć tamte tradycje.

Obecny statut PTMW wyznacza sobie za cel: „popieranie i pobudzanie muzyki współczesnej oraz prowadzenie wszechstronnej akcji wychowawczej mającej za zadanie rozwijanie kultury muzycznej wśród spoieczeń-łtwa PRL”.

Planujemy utworzenie płytoteki światowej współczesnej literatury muzycznej, organizowanie prezentacji nowej muzyki w cyklu koncertów w różnych miastach (odbyły się już w Opolu), Dni Młodych Kompozytorów przywspółudziale innych instytucji (pierwszy taki miał miejsce tego lata we Wzdowie, wykładali Marek Stachowski, Włodzimierz Kotoński, Krzysztof Baculewski, przyjechał też Witold Lutosławski). Uczestniczymy w światowych festiwalach SIMC; tego roku, w październiku, w Brukseli muzyki polskiej było więcej niż uprzednio, a „Warsztat Muzyczny” zaproszony został na cały monograficzny koncert. W kraju zaś — na razie przynajmniej w Warszawie — wreszcie trzeba zacząć regularne koncerty nowej muzyki. Nie ma u nas nawyku słuchania muzyki współczesnej poza okazjami festiwalowymi. Wskutek tego publiczność „Warszawskiej Jesieni” (wychwalana, choć bardzo specyficzna) jest tak zmęczona, że w ogóle nie słucha muzyki, reagując tylko na mniej lub bardziej poważne, byle niezwykłe, zdarzenia.
Na koncertach PTMW chcemy prezentować szereg nieznanych dotąd w Polsce zjawisk, chcemy przywracać życiu utwory raz gdzieś wykonane, a warte tego, by funkcjonowały w repertuarze. Dużo jest naprawdę wspaniałych, należących już do klasyki XX-wiecznej awangardy. Myślę o Cirles Luciano Berio, Drumming Steve Reicha, Kwartecie smyczkowym Mauricio Kagela, ostatnim kwartecie smyczkowym Andrzeja Panufnika, nie granym jeszcze w Polsce.

Koncepcję Centrum Sztuki uważam za Świetną. Tak pracują nowoczesne ośrodki i domy kultury, proponując w hednym miejscu kontakt z teatrem, muzyką, nauka (odczyty), plastyką.

Niestety, zupełnie nam się to nie sprawdziło. Publiczność rozpadała się wyraźnie na grupy. Zainteresowane albo muzyką, albo plastyką, i nie zachodziła integracja, którą zakładaliśmy. Natomiast u mnie obie te sztuki od dawna się łączą. Jeszcze, gdy byłem uczniem Liceum Muzycznego w Łodzi, w 1953 r. otwarto wystawę pośmiertną dzieł Władysława Strzemińskiego, twórcy unizmu. Wtedy, zafascynowany, po raz pierwszy pomyślałem o komponowaniu. Długo to dojrzewało. Po szeregu kompozycji, w utworze Piece for Orchestra No. 1 (1969) dokonałem próby przeniesienia idei unistycznej formy Strzemińskiego na teren muzyki. Inny przykład: w muzeum w Chicago widziałem niedokończony obraz Cezanne’a. Były na nim niezamalowane, puste miejsca. Przez jakiś czas myślałem o skomponowaniu muzyki z „białymi plamami”. Dotąd nie potrafiłem tego zrealizować. Na ogół jednak piszę zwyczajnie, utwory symfoniczne, kwartety smyczkowe, koncert fortepianowy, suitę tańców na klawesyn z orkiestrą, koncert skrzypcowy.

Niezupełnie zwyczajnie, skoro krążą o panu opinie jako autorze błyskotliwych pastiszów i grotesek, ironiście. „Mrożku muzyki”. Komponował pan muzykę statyczną (Polichromie, Voices), „spacerową”, symultaniczną (Fetes...), wprowadzał pan instrumenty i tematy ludowe (Folk Music, Idyll), a także grające mechanizmy (Automatophone).

Ale wydaje mi się, że w tych różnych rodzajach najważniejsza jest dla mnie kontynuacja, pisanie jednej, mojej własnej muzyki. Choć podaję ją w rozmaitych formach. Ostatnio – w formie scenicznej. Kończę właśnie zamówioną przez teatr w Mannheim operę Die Kleider (Suknie) według Gwiazdy Helmuta Kajzara.

Wszystkie pana kompozycje wydaje Universal Edition. Z tą znakomitą wiedeńską firmą podobny kontrakt wiązał niegdyś Karola Szymanowskiego.

Po październikowej „odwilży”, na jednym z pierwszych festiwali „Warszawska Jesień” Universal Edition wystąpiło z ekspozycją książek i partytur. Można było tylko patrzeć, a nic kupić. Patrzyliśmy łakomie, całkiem poważnym ludziom te wydawnictwa kleiły się do rąk. Zachowałem wstępnie, że tak powiem, zdobytą partyturę Weberana i spoglądam na nią teraz z sentymentem. Czyż mogłem przewidzieć, że będę drukowanym tam stale autorem?

Chętniej używa pan określania „nowa muzyka” niż „muzyka współczesna".

Uważam je za bardziej ścisłe. Idzie przecież o taką muzykę współczesną, w której naprawdę jest coś nowego.

Rozmawiała: Małgorzata Komorowska

Tekst pochodzi z archiwalnego, 1909 numeru (45/1981) „Przekroju”.

61. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” odbywa się w tym roku w dniach 21-29 września. Szegółowy program na stronie: warszawska-jesien.pl

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!