pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Jak to możliwe, że formy architektoniczne są w stanie wyrażać określone emocje albo nastroje? ...
2019-12-06 10:00:00

Neurony przejmują władzę

Neurony przejmują władzę

Jak to możliwe, że formy architektoniczne są w stanie wyrażać określone emocje albo nastroje? – pytał szwajcarski historyk sztuki Heinrich Wölfflin. Po niemalże 100 latach odpowiedzi udziela warszawski architekt.

Czyta się 7 minut

Zakodowana empatia

Historia zaczyna się na uniwersytecie w Parmie gdzieś w okolicach 1990 r. Grupa włoskich neurofizjologów bez reszty pochłonięta jest badaniami kory mózgu makaków. Okrągłe elektrody na głowach zwierząt przesyłają do komputerów informacje o pracy poszczególnych grup neuronów, podczas gdy ich właściciele ochoczo sięgają po ostrożnie dawkowane im przez naukowców frykasy. W pewnym momencie badacze zauważają jednak coś dziwnego – obszar mózgu, który zazwyczaj aktywował się w momencie chwytania przez małpkę jedzenia, szaleje też w chwili, kiedy podnosi je obserwowany przez nią człowiek. Co to właściwie może znaczyć? Włosi formułują osobliwą hipotezę: zwierzęta mają neurony lustrzane, które reagują na działanie innych osobników, niekoniecznie tego samego gatunku, tak jakby było ich własnym. Dzisiaj większość naukowców uważa, że podobny system występuje też u ludzi. Kiedy widzimy osobę unoszącą filiżankę herbaty, część naszego mózgu uznaje, że robimy to sami. To coś w rodzaju wrodzonej empatii, pozwalającej nam się uczyć i rozpoznawać emocje u innych. Nie jest w tym przypadku istotne, czy spoglądamy na człowieka, psa czy makaka – liczy się to, czy potrafimy odnieść obserwowaną akcję do własnego doświadczenia i pamięci.

Niektórzy zastanawiają się nawet, czy podobną aktywnością neuronów wykazujemy się w konfrontacji ze światem nieożywionym. Jak dotąd świat nauki odpowiada twierdząco. Spójrzmy na surrealistyczny Obiekt Meret Oppenheim z 1936 r., który jest niczym innym jak tylko owiniętą w futro filiżanką, łyżeczką i spodkiem.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

zdjęcie: Associated Press/East News/John Lindsay
zdjęcie: Associated Press/East News/John Lindsay

Trudno pozostać wobec tego dziwacznego zestawu obojętnym i nie wyobrazić sobie dotyku wilgotnego od herbaty włosia gazeli na własnych ustach, wykrzywiając się przy tym w desperackim akcie samoobrony. Każdy szanujący się mózg musi jednak poddać się w konfrontacji z tak intensywną ilością sprzecznych zmysłowych sygnałów. Tego typu cielesne doświadczanie sztuki jest według części naukowców sprawką wyspecjalizowanych grup neuronów lustrzanych, które po kryjomu odgrywają sekwencję zdarzeń związaną z reagowaniem na znane im cechy określonych przedmiotów. Oglądając obraz Pollocka, automatycznie wyobrażamy sobie ruchy potrzebne do jego wykonania. Niezliczone rzesze komórek nerwowych malują go w równoległej rzeczywistości synaps i dendrytów.

Jackson Pollock, „Odblask Wielkiej Niedźwiedzicy”, 1947 r.; zdjęcie: East News
Jackson Pollock, „Odblask Wielkiej Niedźwiedzicy”, 1947 r.; zdjęcie: East News

Kobieca i męska kolumna

Czy to samo można powiedzieć o naszym doświadczaniu architektury? Taką tezę wysuwa profesor Harry Francis Mallgrave, autor książki The Architect’s Brain. W świetle jego teorii nadawanie budynkom ludzkich cech ma głębokie podstawy kognitywistyczne. Niektóre z nich wydają nam się przyjazne, a inne aroganckie, dowcipne lub niepokojące i nie jest to bynajmniej efekt przypadkowych skojarzeń, ale głęboko zakodowanych w naszych mózgach reakcji na rzeczywistość. Dzisiaj, dzięki metodzie funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, polegającego na „skanowaniu” aktywności poszczególnych grup neuronów podczas wykonywania różnych czynności, powoli otwierają się drzwi do ich zrozumienia. Przyjrzyjmy się na przykład słynnemu złotemu podziałowi, czyli znanemu od czasów starożytnych sposobowi dzielenia dowolnego odcinka na dwie nierówne części tak, aby stosunek długości dłuższej części do krótszej był identyczny jak stosunek całego odcinka do części dłuższej.

zdjęcie: Robert Wallis/Corbis via Getty Images
zdjęcie: Robert Wallis/Corbis via Getty Images

Opierając się na tej zasadzie, zbudowano setki starożytnych świątyń, gotyckich katedr, a nawet modernistycznych willi. Grecy nazwali ten podział boską proporcją, uznając, że na jej podstawie bogowie stworzyli cały znany nam świat. Było w tym myśleniu sporo racji – jeżeli dostatecznie się skupimy, odnajdziemy ją nie tylko w budowie roślin i zwierząt, lecz także człowieka. Jest to też proporcja, którą intuicyjnie uznajemy za najpiękniejszą. Jeżeli ustawimy obok siebie kilka prostokątów, większość z nas za najładniejszy uzna właśnie ten, w którym stosunek boków wyraża się w złotym podziale. Kognitywiści uznają, że mogą mieć na to wpływ sieci neuronów, które aktywują się na widok czegoś, co poniekąd (w tej czy innej formie) dobrze znają. Podobają nam się przedmioty, w których odnajdujemy ludzkie cechy – często nawet rozumiane całkiem dosłownie. Wystarczy spojrzeć na światła samochodów. Niektóre przywodzą na myśl łagodne spojrzenie, inne straszą wzrokiem samuraja. Neuronauka dostarcza nam w ostatnich latach wielu dowodów na to, że za pomocą podobnego systemu skojarzeń, często bez udziału świadomości, odnosimy się do całego otaczającego nas świata. Rozumiał to Witruwiusz, rzymski architekt działający w I w. p.n.e., porównując kolumnę dorycką do mężczyzny, jońską – do dojrzałej kobiety, a koryncką – do dziewczyny. Antyczni twórcy nawet bez rezonansu magnetycznego wiedzieli, że z budynkiem można utożsamić się tylko wtedy, gdy przypomina nam coś, co dobrze znamy. Dzisiaj wiemy, że może to wynikać po części z tego, że schlebia on w ten sposób odpowiednim grupom neuronów.

Agresywna architektura

Nasza wiedza o tym, w jaki sposób doświadczamy przestrzeni, jest jeszcze bardzo ograniczona, ale trop związany z empatią wydaje się jednym z ciekawszych. Jeżeli chcemy chwycić jakiś przedmiot, nasz mózg przeprowadza szereg skomplikowanych operacji: musi wytyczyć tor ruchu dłoni, określić stopień jej otwarcia i dostosować ją do kształtu łapanego obiektu. Neurony lustrzane odtwarzają podobne procesy w przypadku obserwowania otoczenia, co oznacza, że pochylona ściana może wywołać w nich niepokój równoznaczny z uczuciem spadania. Niektórzy architekci w mniej lub bardziej udany i świadomy sposób wykorzystują tego typu reakcje ciała. Ściany Muzeum Żydowskiego w Berlinie, zaprojektowanego przez Daniela Libeskinda, krzywią się we wszystkich kierunkach, generując napięcie i wzbudzając trudny do zdefiniowania lęk.

To budynek, który oddziałuje na człowieka nie tylko na poziomie symbolicznym, ale też czysto fizjologicznym. Mózg odbiera takie formy jako agresywne i wzywa nas do czujności. O ile tego typu strategia doskonale sprawdza się w miejscu tak mocno związanym z historią Holokaustu, to w przypadku luksusowych apartamentowców czy siedzib korporacji może wywoływać tylko zakłopotanie – chyba że autor skrycie przemyca za ich pomocą głębokie przesłanie o opresyjności współczesnego kapitalizmu.

Przedmioty, które mówią

Miłosna relacja mózgu i przestrzeni ma jednak status „to skomplikowane”. Podstawowe bodźce bardzo często są tłumione przez szereg wyuczonych reakcji i zachowań nabywanych w trakcie naszego krótkiego, ale jakże burzliwego istnienia. W końcu nietrudno znaleźć osobę, która uzna, że złoty podział jest jednak brzydki i staromodny. Sposób, w jaki odczuwamy fizyczny świat, kształtuje mnóstwo czynników wewnętrznych i zewnętrznych, a większość z nich dopiero zaczynamy rozpoznawać. Wiemy na przykład, że istnieje obszar w mózgu aktywujący się, kiedy spoglądamy na łagodnie odchylone od pionu krawędzie, lecz nie bardzo wiemy, jak tę wiedzę mądrze wykorzystać. Możemy jednak pomóc naszym neuronom unikać ogromnego stresu związanego z doświadczaniem świata – wystarczy, że materia przestanie nas zwodzić i uformuje się w sposób zgodny z oczekiwaniami zakodowanymi w ludzkim umyśle. Przedmioty i budynki powinny być w końcu projektowane tak, aby przeciętny mózg był w stanie bez kłopotu odczytać ich intencje. W psychologii takie cechy obiektów nazywa się ich afordancjami. Schody sugerują na przykład możliwość wejścia na górę lub zejścia na dół, przycisk prowokuje do naciśnięcia, a ucho filiżanki wydaje się idealnym lądowiskiem dla palca. Rzeczy, których afordancje są zgodne z funkcją, jaką mają pełnić, zazwyczaj nie wymagają skomplikowanej instrukcji obsługi, bo łatwo intuicyjnie zrozumieć, jak należy ich używać. Wszyscy przeżyliśmy momenty zwątpienia w ludzkość podczas otwierania drzwi, kiedy za żadne skarby nie możemy odgadnąć, czy należy je popchnąć czy pociąg­nąć. Teoretycy już dawno wyjaśnili to zjawisko – dzieje się tak dlatego, że zdecydowana większość drzwi na świecie jest źle zaprojektowana. Klamki domagają się pociągnięcia, dlatego z jednej strony powinny być zastępowane płaskimi elementami lub poziomymi uchwytami, które można wyłącznie przycisnąć. Przy takim zróżnicowaniu stron mózg jest w stanie błyskawicznie skoordynować działanie reszty ciała i nie trzeba mu pomagać tabliczkami z napisem „ciągnąć” i „pchać”.

O tym, jak ważne jest projektowanie zgodne z naturalnymi odruchami i skojarzeniami ludzi, dosyć boleś­nie przekonał się Al Gore podczas wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2000 r. W kartach do głosowania na Florydzie nazwiska kandydatów wpisano na przemian po lewej i po prawej stronie tabeli.

zdjęcie: domena publiczna
zdjęcie: domena publiczna

W środku umieszczono z kolei czarne punkty, które należało przedziurawić w miejscu przypisanym do swojego wybrańca. Pech chciał, że setki wyborców chcących zagłosować na kandydata demokratów, drugiego na liście z lewej strony, intuicyjnie wskazały na jego rywala Pata Buchanana, wpisanego na pierwszym miejscu z prawej strony, zaznaczając drugą, a nie trzecią kropkę od góry. Dzięki zamieszaniu z kartami prowokującymi do podejmowania odpowiednich decyzji wybory w tym stanie, przewagą 537 głosów, wygrał George W. Bush. Na nic zdały się protesty głosujących, którzy po fakcie uzmysłowili sobie wagę własnej pomyłki. I niech to będzie nauczką dla nas wszystkich – jeżeli nie wsłuchamy się w potrzeby naszych neuronów, mogą nam kiedyś zrobić na złość.

 

Data publikacji:

Łukasz Stępnik

Absolwent Wydziału Architektury PW. Praktykował w biurach architektonicznych w Polsce i Szwajcarii. Obecnie interesuje go popularyzacja szeroko pojętej teorii projektowania, co stara się realizować poprzez tłumaczenie esejów i manifestów architektury XX i XXI wieku. Redaktor kwartalnika architektonicznego „RZUT”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!