Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Była jego ideałem, muzą, natchnieniem przez kilkadziesiąt lat. Mimo że nigdy się nie spotkali, ...
2018-05-12 12:00:00

Najpiękniejsza. Dziwne przypadki Liny Cavalieri

Najpiękniejsza. Dziwne przypadki Liny Cavalieri

Była jego ideałem, muzą, natchnieniem przez kilkadziesiąt lat. Mimo że nigdy się nie spotkali, nawet nie podali sobie ręki, nie popatrzyli w oczy… Piero Fornasetti rysował obsesyjnie Linę Cavalieri aż do śmierci. Stworzył ich wspólną legendę. Cavalieri hipnotyzuje spojrzeniem z tysięcy talerzy, tapet, poduszek. Tylko… czy to naprawdę ona? 

Cieszący się sławą jednego z najpopularniejszych projektantów XX w. Piero Fornasetti (1913–1988) był przede wszystkim grafikiem, malarzem, ilustratorem. Projektantem bywał tylko przy okazji, a i wtedy wolał mówić o sobie „dekorator”. Nie interesowały go bowiem kształt czy funkcja przedmiotu, w każdym razie niespecjalnie. Liczyła się powierzchnia. Tworzył motywy zdobnicze, forma stanowiła przede wszystkim miejsce na dekorację. Stąd im prostsza, tym lepsza. Dlatego też nie miał nic przeciwko, by powtarzać ją w wielu projektach. Mimo to został doceniony za fascynującą oryginalność swoich dzieł. Na popularność musiał jednak poczekać aż do lat 80. XX w. Tworzył bowiem pod prąd, w epoce, gdy większość projektantów podzielała idee modernizmu. Tymczasem Fornasetti kochał włoską tradycję artystyczną, szczególnie klasycyzującą architekturę, lubił klimaty teatralne, a jeszcze bardziej – surrealistyczne. Nie przejmował się, gdy zarzucano mu zmanierowanie, ekscentryczność, gonienie za powierzchownymi efektami, wtórność (bo chętnie wykorzystywał motywy historyczne), mieszczańskość i coś, co obrażało same założenia modernizmu, czyli bezsensowną, niefunkcjonalną dekoracyjność. Nie zważał na krytykę, nie zwracał uwagi na mody i trendy. Szedł własną drogą, zapatrzony w swoją muzę, pogrążony w fantastycznym świecie, w którym królowała Lina Cavalieri, diwa operowa z przełomu XIX i XX stulecia. Podobno odnalazł ów ideał piękna na fotografii w starej gazecie, natychmiast uległ jej urokowi. Ta wersja historii rozeszła się po całym świecie, a puścił ją w obieg prawdopodobnie sam Fornasetti, budując w ten sposób romantyczną legendę. Można mieć jednak wątpliwości: czy twarz, którą widzimy teraz na kubkach, wazonach czy poduszkach, to na pewno prawdziwa Lina?

Lina (a właściwie – Natalina) Cavalieri urodziła się w 1874 r. w ubogiej rodzinie włoskiej. Obdarzona wielką urodą i pięknym sopranem wybrała popularną – wśród pochodzących z niższych klas społecznych piękności owych czasów – drogę kariery. Została artystką rewiową i wielką damą półświatka za jednym zamachem. Jak na takową przystało, szybko zdobyła bogatego protektora. Był nim egzotyczny książę z krańców Europy Aleksander Bariatinski, trofeum szczególnie cenione w środowisku. Lina utrzymywała potem, że książę został jej pierwszym mężem. Dla podkręcenia atmosfery, Cavalieri wymyśliła też alternatywną wersję swego dzieciństwa. Wszem wobec opowiadała historię o małej buntowniczce, która po śmierci rodziców trafiła do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne i nie mogąc znieść panującego tam rygoru, uciekła do trupy teatralnej.

Początki jej kariery miały jednak wyglądać zupełnie inaczej. Nastolatka z ubogiej rodziny została wysłana do pracy jako szwaczka, nie miała jednak do igły ani zamiłowania, ani talentu. Zaczęła więc sprzedawać kwiaty i śpiewać dla zarobku na ulicach Rzymu. Proponowano jej występy w rzymskich kawiarniach, i szybko okazało się, że bardzo podoba się publiczności. Złapała zatem byka za rogi i wyruszyła do Paryża z zamiarem zdobycia angażu w którejś z tamtejszych, słynnych na całą Europę, rewii. Udało się i jej kariera nabrała rozpędu. Wtedy też Lina zaczęła szkolić głos, by móc występować w operze. Była to wielka –jak na śpiewaczkę rewiową – śmiałość, ale odwaga opłaciła się. Po początkowych niepowodzeniach Cavalieri odniosła wielki sukces. Zaśpiewała nawet w duecie ze słynnym Enrica Carusa, w operze Umberta Giordano FedoraManon Lescaut Pucciniego.

W 1906 r. zadebiutowała na deskach prestiżowej Metropolitan Opera w Nowym Jorku i występowała tam przez dwa sezony. Jak przystało na jedną z najsławniejszych artystek belle époque kochanków miała wielu, a mężów kilku (konkretnie: pięciu). Otworzyła też salon piękności w Nowym Jorku, a potem w Paryżu, rozkręciła firmę kosmetyczną, grała w niemych filmach. Zginęli wraz z mężem numer pięć podczas bombardowania Florencji w 1944 r. Nie zdążyli na czas do schronu, ponieważ próbowali jeszcze zabrać ze sobą biżuterię Liny i inne cenne przedmioty.

Po Cavalieri pozostały filmy, nagrania, cała masa fotografii (uwielbiała się fotografować) oraz tytuł najpiękniejszej kobiety świata. Z czasem jednak pamięć o utalentowanej piękności belle époque mocno przygasła, Lina popadła w zapomnienie. Dzięki Piero Fornasettiemu zrobiła – po raz drugi – oszałamiającą światową karierę. Tym razem jako sama twarz o idealnie regularnych rysach i hipnotyzującym spojrzeniu wielkich czarnych oczu. Fornasetti stworzył ponad 350 jej wariantów w surrealistycznym duchu. Ubierał ją w różne kostiumy (np. nurka głębinowego) i uzbrajał w rozmaite atrybuty (jak choćby w wąsy à la Salvador Dalí). Pokazywał ją to niewzruszoną, to mrużącą oko albo pokazującą język. Lina – jako motyw dekoracyjny – zadebiutowała na talerzu. Pierwsza partia cyklu Tema e Variazioni składała się z 30 projektów i powstała z myślą o wystawie organizowanej w Mediolanie w 1947 r. przez przyjaciela Fornasettiego, innego słynnego artystę Gio Pontiego. Potem wzory te reprodukowano nie tylko na ceramice, ale i na tapetach, meblach, dodatkach. Gdy na początku lat 60. Fornasetti otwierał swój showroom w Mediolanie, pokazał tam już kilkaset wariacji na temat twarzy Liny. I cały czas tworzył nowe, aż do śmierci w 1988 r. A jego syn Barnaba przejął dziedzictwo i przekłada wzory Fornasettiego na kolejne przedmioty.

Cykl Tema e Variazioni to dziś najbardziej znana część twórczości Fornasettiego – i najbardziej demokratyczna. Lina może patrzeć na nas z talerza czy z wazonu, możemy ją mieć na tapecie, kubku, pojemniku na świeczkę, poduszce, nawet na krześle. Jej oko odkrywamy na czajniczku, usta na talerzu, twarz na stole – świat zapełnił się Liną. Tylko czy to naprawdę ona? Jeśli przyjrzymy się uważnie – zobaczymy twarz wyidealizowanej piękności typowej dla żurnalowych rycin wykonywanych techniką stalorytu w latach 60. i 70. XIX w. Wskazuje na to choćby typ urody i sposób modelowania twarzy. W czasach świetności Liny Cavalieri (przełom XIX i XX stulecia) staloryty nie cieszyły się już taką popularnością, zastąpiła je bowiem fotografia. Diwa bardzo chętnie pozowała do zdjęć i na jej podobizny można się było natknąć w wielu magazynach, ale nie są znane żadne oryginalne, graficzne wizerunki Cavalieri, zwłaszcza wykonywane w technice stalorytu. Fornasetti tworząc swoją słynną kolekcję, owszem, mógłby inspirować się fotografią Cavalieri, ale też, co najmniej w równym stopniu, ryciną z żurnala. A może w ogóle pierwszym impulsem do stworzenia kolekcji stał się wizerunek nieistniejącej w rzeczywistości perfekcyjnej żurnalowej piękności, na widok której Fornasetti pomyślał: „O, podobna do Cavalieri, więc nazwę ją Liną”?

Inna sprawa, że wersja przypadkowego spotkania muzy na łamach starej gazety i obsesyjnego zauroczenia śpiewaczką z minionej epoki znacznie lepiej przekłada się na sprzedaż kolekcji. Dodaje jej romantyzmu. A jak było naprawdę – tego zapewne nigdy się nie dowiemy.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!