Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Marzena Matuszak

My kontra Oni, czyli polskie „kino protestu”

ilustr. Olaf Brzeski
My kontra Oni, czyli polskie „kino protestu”
My kontra Oni, czyli polskie „kino protestu”

W Polsce protest stał się modny. Kto z nas nie był ostatnio na manifestacji? A co mieliście na sobie, ze sobą i czy jest to udokumentowane na FB? Ja byłam w październiku, cała na czarno i naprawdę czułam solidarność ze wszystkimi kobietami, które szły dookoła mnie. Ale od tego czasu jakoś się jako naród rozchodziliśmy. Wiem, wiem małostkowym jest wypominanie nowego trendu seksownych ubrań zaprojektowanych specjalnie na manifestację i tego, że na urodziny fajnie jest dostać megafon. To co, że teraz wieczory i soboty wypada spędzać pod Sejmem albo Pałacem, a niedzielę w puszczy. Przecież to lepiej, niż wciągać koks albo upijać się na bulwarach. To zresztą można zrobić potem. Tak zwane portale społecznościowe aż huczą od osobistych relacji demonstrantów wynoszonych przez policjantów, czasowych zatrzymań bohaterów z transparentem „Precz z kaczorem” i stawiania czynnego oporu. „Oni” też nie pozostają obojętni. W glorii i chwale obnoszą swoje kategoryczne poglądy, bo wreszcie mogą. Dystans nie jest w cenie, kontemplacja rzeczywistości i próba zrozumienia też nikogo za bardzo nie interesują?Come on baby... – Rzeczywistość nie jest właściwa! Rzeczywistość wymaga stanowczej niezgody! Niezależnie, z której strony barykady jesteś.

„Ja w przeciwieństwie do niektórych twierdzę, że artysta ma obowiązki” – mówiła Joanna Kos-Krauze podczas projekcji filmu Ptaki śpiewają w Kigali opowiadającego o konsekwencjach masakry w Ruandzie. Jednak jej film nie znalazł się w sekcji Kino protestu, choć pewnie by tam pasował. Znalazły się natomiast dwa inne polskie filmy: Opera o Polsce Piotra Stasika i Turyści Marty Wójtowicz-Wcisło oraz Mateusza Romaszkana.

Polska to gorzkie doświadczenie

Opera o Polsce. W pierwszym kadrze ukrzyżowany orzeł. Już wiecie, że będzie źle? Będzie jeszcze gorzej. Symbolicznie i bezlitośnie. Piotr Stasik znęca się nad Polakami jak ja nad protestującymi hipsterami. Obnaża ich pazerność, tandetność, prostactwo, bigoterię. Ustawia ich do zdjęcia uśmiechniętych, nieświadomych, a zza kadru ocenia, huczy i grzmi. Ocenia ich, bo to wszystko o Nich jest – Tamtych. To oni w statystykach nie interesują się kulturą i słuchają Radia Maryja. To oni chcą zarobić za wszelką cenę i sprzedają śmieci na Allegro. Stasik nie pyta, co sądzą, nie wnika, nie jest tu dokumentalistą, nie próbuje zrozumieć. Już nie czy nigdy nie?

To jego tren rozpaczy. Histeryczny i pociągnięty na wysokim C. Nie ma tu miejsca na poczucie humoru, mruganie okiem do widza, współczucie.

Kadr z filmu "Opera o Polsce"/ mat. prasowe
Kadr z filmu "Opera o Polsce"/ mat. prasowe

Sam nie jest z tego zadowolony. Mówi, że to dowód goryczy. Na spotkaniu po projekcji ktoś się dzieli refleksją: „Gdybym tak widziała Polskę, gdybym miała taki stan umysłu, tobym chyba wyjechała”.

Stasik: „Być może, być może powinienem wyjechać”.

Dziewczyna z widowi: „Nic twój film nie wnosi, niczego nie próbuje rozwikłać”.

Stasik: „Być może, być może masz trochę racji, być może to zły film”.

I w tym jest szczery, i tym ujmuje.

Ale podoba się Opera o Polsce starszej pani siedzącej za mną: „Rację ma pan, tacy właśnie jesteśmy. Chamstwo rośnie dookoła, z domu kultury nie wynoszą. Tyle ludzi wchodzi i nikt babie klozetowej dzień dobry nie powie. Dobry film pan zrobił, trzeba o tym mówić, jacy się staliśmy”.

Wielka podróż Janusza i Grażyny

Drugi polski film pokazywany w sekcji Kino protestu to dokument zmontowany w całości z amatorskich nagrań wideo kręconych przez polskich turystów podczas wycieczek zagranicznych. Nagrania skompletowała współreżyserka filmu Marta Wójtowicz-Wcisło, która przez kilka lat pracowała jako pilotka wycieczek. „Proszę sobie wyobrazić, że z pierwszej swojej podróży do Afryki przywiozłam 4 tysiące zdjęć. A była to wycieczka dwutygodniowa” – mówi.

Razem z archetypicznymi Januszem i Grażyną (reżyser przysięga, że autorzy pojawili się jeszcze, zanim te imiona stały się ikoniczną reprezentacją polskiej prowincji) przemierzamy świat obiecany w katalogach firm turystycznych.

Te filmy „z podróży” kręci się po to, by pokazać rodzinie po powrocie, zasiąść spokojnie przed telewizorem po niedzielnym obiedzie i objaśnić, jak wygląda świat. To nie jest estetyzująca kamera operatora, to nie są przemyślane kadry – to kamera szczera. Dzięki niej i komentarzom zza kadru dostajemy więcej, niż moglibyśmy się spodziewać: oto autor i jego wizja świata, oto jego opinie i spostrzeżenia, oto ludzie, którzy w obecności kamery nie udają, że jej nie ma. I jeszcze to, co na obrzeżach zdjęć, w rogach kadru, nieostre, niezoomowane – tam czai się inna opowieść. I to umiejętnie wyłuskuje montażysta.

Na tegorocznym festiwalu Nowe Horyzonty był zresztą w konkursie film Obraz niemożliwy stylizowany na home video i wykorzystujący ten wielki potencjał amatorskich nagrań, który w filmach turystów zauważyli Wcisło i Romaszkan.

A zatem Grażyna i Janusz jadą i patrzą. Oburzają się i naśmiewają, są wstrząśnięci albo zniesmaczeni, zadowoleni albo rozczarowani. Czasami się boją, czasami nie wiedzą, co o tym sądzić. Patrzą na tamtych miejscowych, oni na nich. Nie poznają się, tylko przyglądają się sobie nawzajem. Turyści dadzą miejscowym dolara, miejscowi będą chcieć więcej. Miejscowi ubiorą się w fałszywe ubrania, których nie noszą od pokoleń, i zatańczą, turyści będą gorąco klaskać, zapłacą i pojadą dalej. To międzykulturowe spotkania na określonych zasadach zorganizowane przez przemysł turystyczny. Szybkie, łatwe i przyjemne. A jednak coś się wymyka organizatorom, coś z niezaplanowanego obrazu świata majaczy w rogu kamery. Piękna dziewczynka na zawołanie uśmiecha się do kamery, ale jej zęby przeżarte są szkorbutem. Grupka dzieci cieszy się na widok turystów, ale na tylnym planie można dostrzec wyprostowany środkowy palec chłopca w zrozumiałym geście. Kąpiący się w brudnym Gangesie, a tuż obok palonych zwłok hindus ma na twarzy wyraz wyjątkowej błogości.

ilustr. Olaf Brzeski
ilustr. Olaf Brzeski

W rozmowie po premierze filmu Wcisło i Romaszkan musieli się nieźle nagimnastykować, by nie być posądzonym o naśmiewanie się z konkwisty „nowej polskiej klasy średniej”. Nie pomagała im selekcjonerka sekcji Kino protestu, która bardzo chciała podzielić świat na „tamtych i nas”. Bo wiadomo, że „my” przecież nie jeździmy na takie wycieczki.

„Ja nie wiem, jak bym się zachował na takiej wycieczce. Podejrzewam, że podobnie” – odpowiadał reżyser.

Turyści, których filmy wykorzystano w filmie, byli na premierze i... podobało im się.

„Być może tylko przestanę komentować zza kadru” – powiedział pan Janusz.

Panie Januszu, niech pan dalej komentuje, proszę!

Data publikacji: