Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Stach Szabłowski

Mr. Czułość, czyli wyzwalanie fotografii

fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"
Mr. Czułość, czyli wyzwalanie fotografii
Mr. Czułość, czyli wyzwalanie fotografii

Zderzenia nie są jednak takie złe: wyzwalają energię. Bez niej fotografia i w ogóle sztuka popada w bezruch i stagnacje; czyli w żywioły, którym Zamoyski od lat przeciwstawia się z całą stanowczością. I z Czułością.

Właśnie, Czułość. Bez niej da się do końca złapać kontekstu, w którym Zamoyski umieszcza swoją dziwną wystawę. Czułość narodziła się w 2010 r. jako projekt Janka Zamoyskiego, Witka Orskiego i kręgu młodych, poszukujących fotografów. Inicjatorzy starali się, aby Czułość nie mieściła się w prostych kategoriach. Czy była kolektywem? Środowiskiem? Manifestem? Galerią? Była wszystkim po trochu i żadną z tych rzeczy do końca. Zamoyski interesuje się historią beatników, dziejami dada. Fascynuje się tymi momentami w historycznej czasoprzestrzeni sztuki, w których doszło do przekroczenia masy krytycznej skupionych w jednym kręgu indywidualności, pomysłów, kontrkulturowych energii. Znalezienie się w takim momencie było zawsze jeżeli nie celem to przynajmniej orientacyjnym punktem na horyzoncie Czułości.

fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"
fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"

W ciągu siedmiu lat działalności Czułość pięć razy zmieniała siedzibę. Przez ten czas wiele się pod tym szyldem zdarzyło. Powstało blisko trzydzieści wystaw w Polsce, Hiszpanii, Japonii i Ukrainie, odbyło się ponad pół setki koncertów; legendarnych „czułościowych” imprez nikt nie jest w stanie policzyć. Ukazało się siedem publikacji. Z offowej spontanicznej improwizacji Czułość wyewoluowała w fundację i galerię, która jeździ na targi sztuki i należy do Warsaw Gallery Weekend – swego rodzaju konsorcjum tworzonego przez dwie dziesiątki najbardziej progresywnych niezależnych graczy w stolicy. Czułość się zinstytucjonalizowała – ale pozostała instytucją romantyczną, która działa wewnątrz systemu, ale walczy, by nie stać się do końca jego częścią.

Ideą napędzającą Czułość jest wiara w fotografię – a także, wiara w to, „że inna fotografia jest możliwa”. Dzieje galerii to kronika poszukiwania alternatywy do sposobu, w jaki fotografia wygląda i w jaki sposób jest opowiadana w instytucjach. Ta agenda jest wciąż aktualna. Na początku realizowali ją przede wszystkim młodzi fotografowie z Warszawy. Dziś Czułość skupia głównie artystów międzynarodowych, a z oryginalnego składu pozostał tylko Janek Zamoyski i Stanisław Legus. Zamoyski jest nie tylko szefem galerii, ale też osobą, która świadczy o ciągłości całego projektu. W konsekwencji jego wystawy mają w sobie zawsze coś z praktycznego manifestu Czułości.

Widz chce uciekać

Jaką Czułość manifestuje Zamoyski na wystawie „Bez tytułu”?

Jeżeli na pierwszy rzut oka nie wiadomo, o co chodzi na zdjęciach, to jest to dobry znak – a na pewno dobry powód, żeby im się dokładniej przyjrzeć. Na co dzień fotograficzne obrazy zalewają nas jak powódź, ale niewiele w tej rzece jest zdjęć, które stawiałby widzowi jakikolwiek opór. Fotografie Janka Zamoyskiego bronią się zacięcie.

fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"
fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"

Najprościej byłoby powiedzieć, że Zamoyski pokazuje widoki miast – sfotografowane w kilku metropoliach w Europie, od Warszawy, przez Kijów i Berlin, po Ateny. A dokładniej mówiąc, pokazuje te fragmenty miast, które znajdują się w pomiędzy obszarami, w którym miasto nabiera sensu, znaczenia i tożsamości. W przeładowanych kompozycjach Zamoyskiego, pełnych nakładających się na siebie fasad, szyldów, płotów, murków, samochodów, słupów i przypadkowych elementów architektonicznych, brak sensu jest opowieścią samą w sobie. Te fragmenty miejskich pejzaży, drażniące dysharmonią i estetycznym chaosem, w nic się nie układają. Fotograf pokazuje „złe” fotografie, takie, które w innym kontekście byłoby odrzutami, nieudanymi dziećmi migawki naciśniętej przypadkowo i w niewłaściwej chwili, w drodze od jednej interesującej sytuacji do drugiej. Istnieją w fotografii zdjęcia, których atutem jest ich brzydota, ale to nie ten case. Prace z „Bez tytułu” nie są brzydkie. Chodzi raczej o to że, choć są pełne motywów, to „nic” na nich nie ma.

W pierwszej chwili widz (w tym niżej podpisany) chce uciekać od tych fotografii, w osobliwy sposób nieprzyjemnych w odbiorze – tak jak pośpieszenie mija się różne „nie-miejsca”, fragmenty miejskiej tkanki opanowane przez przypadek i brak formy. 

Skoro na zdjęciach „nie ma nic”, to co jest? Oczywiście pozostają same fotografie. I Zamoyski podkreśla ich obecność, naprowadzając widza na właściwy trop. Uważny, ale to naprawdę uważny widz, zauważy, że niewielkie fragmenty, tych „niedobrych” zdjęć, zostały namalowane. Zaraz po wyprodukowaniu każda z fotografii została poddana konserwacji. Ubytki w fotograficznej powierzchni uzupełnił ręcznie kurator, projektant i konserwator dzieł sztuki Piotr Matosek. Jego interwencje są niemal niezauważalne, a jednak zmieniają wiele.

fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"
fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"

Zamoyskiego zawsze interesowała kwestia relacji obrazu fotograficznego i obrazu malarskiego – a także (nie)możliwość abstrakcji w fotografii. Zdjęcia zawsze były dla niego bardziej istniejącymi tu i teraz obiektami wizualnymi niż przedstawieniami czegoś, co było „tam i kiedyś”. Uzupełnione przez malarza-konserwatora prace z „Bez tytułu” wydają się przyłapane w momencie przemiany, w procesie której fotografia staje się czymś zupełnie innym. W co się zmienia? W post-fotografię? W sztukę? Na to pytanie sam Zamoyski nie ma jeszcze odpowiedzi: proces trwa, jego rezultat jest nieznany. Artysta tymczasem, eksperymentuje nie tylko z powierzchnią, lecz również z geometrią swojej fotografii. Niektóre zdjęcia, oprawione w surowe aluminiowe profile, zamykają się w klasycznym prostokątnym kadrze. Inne podwieszone są pod sufitem, jeszcze inne wystają zza załomów ścian galerii, jakby się na tych ścianach nie zmieściły. Są i takie, które zamiast prostokąta, mają kształt zdeformowanych trapezów. Sens tych osobliwych, z pozoru manierycznych zabiegów pozostaje dla widza nieprzenikniony, dopóki nie stanie się w jedynym punkcie galerii, z którego cała wystawa odsłania inne oblicze. Z tej perspektywy wszystkie znajdujące się w polu widzenia prace – większe i mniejsze, bliższe i dalsze – wydają się mieć jednakowe rozmiary i układać w jeden równy szereg. Złudzenie optyczne jest przemożne: cała wystawa – dwa pomieszczania galerii i wiszące na różnych ścianach fotografie – wszystko zmienia się w oku widza w jedną powierzchnię, w iluzję płaskiego obrazu, do złudzenia przypominającego...fotografię.

fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"
fot. Janek Zamoyski/ Wystawa "Bez tytułu"

„Продукти, Uvex molten, RAL, VIRIL STEADY, No Entry, СБЕРБАНК РОСІІ, ΟΡΝΙΘΕΣ, STOP, KAPEN TILLY, Neueröffnet in Berlin-Friedric, Bow Church, Uber EATS, Zabrania się przebywania podczas burzy, Αηογορευεται, MAKAMAS!, beach volley, TEERO1, WAR, 16-25 ВЕРЕСНЯ, Parking, Bahnhof ZOO, NR4T, Tesco Metro, Gib’s mir!, C&A, GARAGE, MOV, TARANTINO, MOTO, Powerleague, Ford, SKENGRE, ГОГОЛЬ FEST, SV, JDK, FXCПродукти, Uvex molten, RAL, VIRIL STEADY, No Entry, СБЕРБАНК РОСІІ, ΟΡΝΙΘΕΣ, STOP, KAPEN TILLY, Neueröffnet in Berlin-Friedric, Bow Church, Uber EATS, Zabrania się przebywania podczas burzy, Αηογορευεται, MAKAMAS!, beach volley, TEERO1, WAR, 16-25 ВЕРЕСНЯ, Parking, Bahnhof ZOO, NR4T, Tesco Metro, Gib’s mir!, C&A, GARAGE, MOV, TARANTINO, MOTO, Powerleague, Ford, SKENGRE, ГОГОЛЬ FEST, SV, JDK, FXC” – to fragment tekstu kuratorskiego czy też autokomentarza do wystawy, który Zamoyski zostawia widzom na wystawie „Bez tytułu”. Ta litania ciągnie się jeszcze długo. Zamiast tłumaczyć się z tego, co zrobił, artysta spisał wszystkie komunikaty tekstowe, które pojawiają się na jego miejskich pejzażach pokazanych na wystawie. Ten antytekst nie jest interpretacją lecz echem fotografii. Na nich też jest mnóstwo wizualnych komunikatów, które nie układają się w żaden dyskurs, żadną metaforę.

*

„Bez tytułu” jest owocem katorżniczej pracy; to widać na pierwszy rzut oka. Geometria, matematyka, precyzyjnie wyliczone złudzenie optyczne, w którym trójwymiarowa wystawa zmienia się w jeden płaski obraz, inżynieryjne ramy, benedyktyńska robota z malarskim konserwowaniem fotograficznych powierzchni, wreszcie selekcja, bo przecież nie łatwo jest znaleźć we własnych archiwach zdjęcia, w które naprawdę nie zaplatałby się jakiś sens przekaz, piękno, czy narracja. To wszystko jest częścią złożonego i wykonanego z żelazną konsekwencją planu.

Tyle pracy po to, aby wyprać fotografie z znaczenia? Janek Zamoyski mówił mi, że chciał się od niego uwolnić. Wyplatać fotografię z uwikłania w narodowe tożsamości, politykę, symbolikę, ideologię i narracje. Ja pomyślałem, że jest to także próba wyplątania fotografii z bycia zdjęciem. Czy takie wyzwolenie jest w ogóle możliwe? I czy jest potrzebne? Oglądając wystawę Zamoyskiego nie jestem tego pewien. Ta wystawa niedobrych zdjęć w ogóle nie chce się podobać, nie chce uwodzić odbiorcy, ani też go wychowywać czy ideologizować. Chce jednak interesować widza i chce być eksperymentem, alternatywą, która zawsze była przedmiotem ambicji w Czułości. Ja sobie za to wystawę Zamoyskiego bardzo cenię; wbrew pozorom sztuka eksperymentalna to dziś deficytowy towar.

Paradoksalnie, łatwiej trafić dziś w sztuce na naprawdę radykalne wypowiedzi polityczne, niż na kogoś, kto ryzykowałby majstrowanie przy samej formie. Zamoyski z Czułością i swoimi eksperymentami jak zwykle porusza się niezgodnie z generalną organizacją artystycznego ruchu; nie tyle wiosłuje pod prąd, ile chce płynąć gdzie indziej niż wszyscy, choćby miała to być wycieczka w nieznane. Spełnione wystawy bywają świetne, ale wolność jest lepsza!

 

Janek Zamoyski

Bez tytułu

Czułość, Warszawa

Wystawę mozna oglądać do połowy września 2017 r. 

Data publikacji: