Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Historia z okładki
Ewa Pawlik

Modelka jak malowanie

Modelka jak malowanie

Ta okładka jest jedną z dwóch, na których pojawiła się ta sama modelka. Odkrył ją Wojciech Plewiński i w 1979 r. także sfotografował. Za drugim razem, w roku 1983, był akurat zajęty, a fotografować należało prędko – bohaterka została właśnie okrzyknięta „Najmilszą studentką Krakowa”. Zamiast Plewińskiego okładkowy materiał zrealizował Jan Zych. Konkurs nadal się odbywa. W tym roku jego laureatką została Alicja Janczura z Uniwersytetu Rolniczego. Tytuł zdobyła, układając na żywo i śpiewając dla studenckiej braci pieśń do melodii piosenki z serialu Klan. Dodatkowym utrudnieniem była konieczność wplatania do niej słów podpowiadanych przez publiczność. W roku 2017 te słowa to: mama, tata, pralka. Panowie walczyli o tytuł Superstudenta. Ich pieśń, na melodię znaną z Czterech pancernych i psa, nie była o praniu. Wróćmy więc może do lat 70. i 80.

Będzie nowocześniej.

Pod koniec lat 70. Katarzyna jest uczennicą Liceum Plastycznego w Krakowie uwielbiającą długie spacery. Liceum położone jest malowniczo, w okolicach krakowskiego Salwatora. W trakcie spacerów do szkoły i z powrotem Kasia przechodzi pod oknami fotografa. A fotograf zza okna dostrzega to „coś”. Urodę, owszem, ale nie tylko. Wszak niemal każda z jego modelek, odkrywanych często jeszcze w wieku nastoletnim, wyrasta na osobę cenioną za wiele innych niż uroda wartości i talentów. Trudno znaleźć modela lub modelkę Plewińskiego, którzy nie okazaliby się ciekawymi ludźmi, nierzadko powszechnie cenionymi i znanymi. Jakiś młodzieniec tańczący na stole we wczesnych latach 50.? Polański! Półnaga piękność z twarzą dziecka w łanach dojrzewającego zboża? Anna Dymna! Ale tym razem Plewiński zwrócił uwagę na nią. A ona jest uczennicą tej samej szkoły, w której uczy się siostrzenica Wojciecha, Kaja W.

„Mój wujek jest fotografem i chciał- by cię sfotografować” – słyszy Kasia. Zgadza się i ląduje w pracowni Plewińskiego. Inny świat! Studio i zarazem mieszkanie uznanego już wówczas artysty onieśmiela uczennicę: przestronne, białe wnętrze z ciemnymi belkami stropowymi, pełne niezwykłych sukien projektowanych przez ówczesną żonę Plewińskiego. Jedną z nich ma na sobie na pierwszej okładce. Jak sama mówi, Polki znane były wówczas z niezwykłej kreatywności – kroiły, szyły, przerabiały, farbowały i wyglądały zjawiskowo. Zdradzały je tylko… buty. Z reguły brzydkie i brzydsze. 

Kasi już wcześniej zdarzało się pozować do zdjęć znajomych ze szkoły, a później z krakowskiej ASP, gdzie studiowała malarstwo w pracowni prof. Jana Szancenbacha. To przyjaciele z ASP uznali, że Kasia powinna reprezentować uczelnię w wyborach „Najmilszej studentki”, o czym sama zainteresowana dowiedziała się ledwie dzień wcześniej. Obyło się bez śpiewania. Studentom i studentkom zadawano podchwytliwe pytania, także o życie prywatne, i wyzwaniem było uniknięcie odpowiadania na nie, najlepiej z wdziękiem. Nagrodą był rejs po Morzu Czarnym. Z trudnych dziś do zrozumienia powodów Kasi uparcie odmawiano wydania paszportu i rejs ją ominął. W zamian otrzymała komplet biżuterii. Owocem wygranej i bezpośrednio z nią związanej „Przekrojowej” okładki A.D. 1983 była za to inna podróż, pierwsza zagraniczna w życiu Katarzyny. Ta też omal jej nie umknęła, ponieważ „modelka” uznała propozycję za żart i odłożyła słuchawkę. Dzwonił Andrzej Starmach, wówczas pracownik Desy, dziś słynny galerzysta, i proponował wyjazd do Bangkoku. Co za absurd! A jednak! Pan Starmach wybierał się do Tajlandii prezentować kolekcję jedwabnych sukni i luksusowej biżuterii. Agencji modelek wówczas w Krakowie nie było, kojarzył jednak Katarzynę z okładki „Przekroju” i zaproponował jej uczestnictwo w tym przedsięwzięciu.

Okładka tygodnia "Przekrój" nr 1982 (1983)
Okładka tygodnia "Przekrój" nr 1982 (1983)

Podróż niezwykle się udała, ale stygma związana z mianem studenckiej miss zaczęła Katarzynie ciążyć. Nie dla niej przecinanie wstęgi, nie dla niej goździki w celofanie inaugurujące powstające fabryki. Duszno! Do tego krakowska akademia z jej akademickim podejściem do sztuki. Aby móc się rozwijać, Katarzyna musiała wyjechać. We wrześniu 1989 r. udała się do Paryża. Nieco wcześniej Polskę opuściły jej obrazy. Wyjechała z mocnym postanowieniem skoncentrowania się na własnej sztuce oraz słabą znajomością francuskiego. I bez funduszów. Udało się jednak dostać do Academie Des Beaux Arts i od tamtej pory całe dnie upływały jej w pracowni, przed sztalugą. Język nadal stanowił zagadkę, ale chodziło o malowanie, a malowania nie brakowało. Brakowało pieniędzy. 

Z tego braku oraz zachwytu artystami z kręgu arte povera narodziła się nowa technika. Katarzyna Knap-Konopka, która w międzyczasie stała się Kassią Knap, mieszkała przy Ogrodzie Luksemburskim i nadal uwielbiała spacery. Wracała z nich z sianem, ziemią, liśćmi i one stawały się elementami jej prac. Intuicja podpowiadała, by iść tą drogą, życzliwi – by zawrócić. Posłuchała tej pierwszej. A w 1992 r. wygrała prestiżowy konkurs Prix Félix Fénéon i otrzymała potężną porcję franków.

Od tamtej pory maluje, wystawia, żyje sztuką. Nieograniczana akademią, urodą, jakimkolwiek deficytem. Pytana o znak zodiaku odpowiada: mur berliński. Urodziła się w roku jego powstania i być może dlatego nie znosi granic, barier, ograniczeń. Jej prace są wielkie, ciężkie, organiczne. Jest wolna. Nie założyła rodziny, nie ma dzieci. Interesuje się filozofią orientalną, studiuje, niebawem wybiera się w podróż do Indii. Uprawia jogę, naucza jej według metody Iyengara. I tworzy. Galeria Christophe Gaillard, która ją wystawia, wystawia także Katarzynę Kozyrę. W Polsce Knap pozostaje nieznana. Bywa tu czasem, woli jednak zapraszać rodzinę i znajomych do siebie. Pokazywać, że inne, swobodne i wolne życie jest możliwe i warto słuchać intuicji. Wszystko jest jeszcze otwarte.

„Przekrojowe” okładki należą do przeszłości. Brzemię studenckiej miss udało się zrzucić. Piękno trwa.

 

Data publikacji: