Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” – poznaj nasze czułe struny!

Ta jesień jest pełna czułości! A już na pewno jest jej pełen jesienny „Przekrój”. W nowym numerze piszemy o tym, jak czułością zmieniać świat, a także o: mądrej edukacji, hologramach, grzybach (też tych, wiadomo których), dojrzałości i Inkach. Zastanawiamy się, czym jest prawda i jak opisać piękno. 196 stron do czytania przez trzy miesiące!

Kup numer na jesień

Jesienny „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Poezja to kosmos! Przedstawiamy wiersz z tomu "Napój cienisty" (1936), którego autorem jest
2021-09-17 09:00:00

Marsjanie

ilustracja: Marek Raczkowski
Marsjanie
Marsjanie

Zagrzmi w niebie okrętów napowietrznych tęt,
Niepokojąc międzygwiezdnych mgieł rozwiewisko.
Zniknie złuda przestrzeni, wyzwolonej z pęt, –
Dość pomyśleć, że daleko, a już jest – blisko.

Na oścież się zasrebrzy księżycowy wstęp
Do bożyzny – daleczyzny, w szmer i otchłanie, –
A dołem – szumy leśne, zgiełk drozdów i ziemb, –
I na ziemię wylądują zwiewni Marsjanie.

Stopą obcą dotknięta – westchnie ziemi twardź,
I na chwilę to, co ziemskie, chętnie się zaćmi.
Po wiekach wyczekiwań i tych z niebem starć
Spokrewnimy się obłocznie z nowymi braćmi.

W ich oczach – wiary w Oddal niegasnący płom,
A w ich piersi – bezmiar żywy, swoisty, rdzenny.
Poczną nam się przyglądać w bezczasie jak snom, –
I na zawsze się ustali ten pogląd senny…

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

A przywiozą nam z nieba – rozmodlone ćmy,
I zwierzęta zadumane – i zgubne baśnie.
I nagle zrozumiemy, że to jeszcze – my, –
Że nie mogło być inaczej – tylko tak właśnie!…

W uczonej złocistości ich wróżebnych ksiąg
Wieszcz, co bogów nie odróżnia od chmur i łątek, –
W czasie przeszłym – dni przyszłych opowiada ciąg
I pośmiertną wiedzą krzepi istnienia wątek…

Jakiś bóg z ich orszaku (złoć się, mrzonko, złoć!)
Zawieruszy się w jeziornem nieba odbiciu
I, malejąc w docześnie srebrniejącą płoć,
Modrą wieczność w tem podwodnem wchłonie przeżyciu.

A ich elfy, co cierpią z dala od swych gwiazd
Na bezsenność wpośród kwiatów (o, gwiezdniej cierpcie!)
W żal pobiegną przez nagle urojony chwast,
Aż w tym chwaście zaszeleszczą ich żwawe kierpcie.

Słyną z czarów Marsjanki!… Niezgadniona płeć
Od ust naszych je przegrodzi – ledwo snu miedzą…
Byle tylko miłować i naglić i chcieć, –
A nauczą nowych pieszczot, bo o czemś wiedzą…

Któż się zdoła domyśleć, jaki strach i szał
Pała w oczach, co się w słońcu mienią na opal!
Czem jest wobec tych niebem nasyconych ciał
Nasze ziemskie dziewuszątko i jego – chłopal?…

Z nich jedna – wiem na pewno, że pokocha mnie,
Ku mnie ciałem – wzbronnem światu – występnie spłonie.
Obczyzno, przyswojona w pieszczocie i śnie!…
Tajemnico, co posiadasz – usta i dłonie!

Za jej sen – w mym uścisku, za pieszczotę nóg,
Za wniknięcie pocałunkiem w jej czary żyzne –
Oddam chętnie, natychmiast – na rozstaju dróg –
Żywot wieczny i tę całą – zagrobowiznę!

W ślad za nią będzie kroczył niewidzialny mops,
Co, podziemne węsząc zmory, wyje w niebiosy,
Lub szczeka głosem czujnie rozśpiewanych kobz,
By odstraszyć złe uroki – złe sny – złe losy.

Jak brzmieć będzie jej imię – nie wiem, ale wiem,
Że wprowadzi mnie w głąb cudów – przez szum i trawę
Tak, że drzewa, roślinny przerywając zdrzem,
Z jednej jawy wejdą w drugą – i w trzecią jawę!…

A wy, coście szarzyzny uprawiali brzydź
I zbiorową w pyskach złudę srożyli dumnie,
Czy zdołacie tem życiem, co was wydrwi, żyć
I w zawrotny przepych słońca wejść bezrozumnie?

Już odtąd – z odwróconym do błękitu łbem,
Z wiarą w nową zaobłoczność, w odkrycia niebne
Pobrniecie niedołężnie – między snem a snem –
Od przydrożnych wierzb przyjmując – guzy chwalebne!…

Guzy, które złagodzą pychę waszych wad
I okupią uporczywość ślepego grzechu…
A my – śmiać się z nich będziem – śmiać się w cały świat!
Jakże tęskno mi już dzisiaj – do tego śmiechu!

 

Z tomu Napój cienisty (1936)

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!