Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii.
Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie
zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szanowni Czytelnicy,
dopiero się wprowadziliśmy, więc trochę tu pusto – jak w każdym domu potrzeba czasu, by nasiąknął on naszymi historiami. Mamy nadzieję, że zostaniecie z nami i wkrótce poczujecie się tu u siebie.

Dziękujemy, przepraszamy,
Redakcja
Dla głowy i ciała
Mały reportaż

Nie bez ekscytacji wreszcie udało mi się odwiedzić słynne miasteczko Yrógod, położone na dalekim południu (nie pamiętam którego kraju). Jak wiadomo, jego mieszkańcy mają jedną zasadę: stopą nigdy nie dotykają ziemi. I muszę przyznać, że wszystko, co się o nich mówi, jest prawdą: przeskakują z drzewa na drzewo lub pomiędzy słupami telegraficznymi, sypiają na hamakach, a posiłki jedzą, zwisając z gałęzi jak nietoperze. Zapytałem jednego z tubylców: „Skąd ten upór?”. I usłyszałem: „W ten sposób jesteśmy bliżej Boga”. 

Wracając pociągiem z Yrógod, pomyliłem przystanki i wysiadłem w malowniczej wsi, której nazwy również nie mogę sobie przypomnieć. Panowała tam szokująca grzeczność. Ludzie przepraszali krzesła za to, że na nich siadali. Gdy na drodze dostrzegli brudny kamień, to go czyścili. Rozmowy, jakie tam prowadzono, nie zawierały w sobie niczego innego prócz pozdrowień (z tego powodu, niestety, nie mogłem wysondować za wiele o codzienności tubylców). Widziałem na własne oczy, jak ktoś, wyciągając wiadro wody, wrzucił do studni ogromną sakwę złota. Nocami straszy się tam dzieci starożytną (rzekomo) opowieścią o człowieku, który usiadł na czyimś kapeluszu. Kiedy tylko dowiedziano się o mojej pomyłce, zamówiono specjalną lokomotywę (na koszt gminy), którą powróciłem do domu. 

Po powrocie szybko postrzegłem, że dzielnica, w której mieszkam, zmieniła się nie do poznania. Nastąpiło tu jakieś przekształcenie obyczajów, cudaczne odwrócenie porządków. Ludzie na chodnikach chodzą za rękę albo stoją do siebie przytuleni. Jeśli pada deszcz, pod jedną parasolką trudno znaleźć mniej niż trzy pary zakochanych. Z okien co chwila wylatuje samolot z papieru, w którym znajduje się jakiś intymny liścik. A jednak pomimo tych zabawnych dziwactw, mówię sobie w duchu: „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”, i pewnie mam rację.

Data publikacji: