Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Maciej Stroiński

Lowe: Pusia

„Paw królowej” w reż. Pawła Świątka, Narodowy Stary Teatr w Krakowie / zdjęcie: Joanna Gałuszka
Lowe: Pusia
Lowe: Pusia

Paulina Puślednik, aktorka Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej i wykładowczyni w Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego, jest jak pogoda, którą wszyscy chwalą – boska i rzadko się zdarza. Gra niedużo, a jak już, to Boże!

Kiedyś właśnie o nią poszło z Łukaszem Drewniakiem, poprzednim recenzentem teatralnym „Przekroju”. Napisałem w tekście „Paulina Puślednik <3” i tyle wystarczyło, by go uruchomić. Była dyskusja, kto ją bardziej lowe i czemu takimi znaczkami. Jeszcze nie wiedziałem, że to odbywa się jakby pierwszy odcinek niniejszego cyklu.

Właśnie od pani Pauliny powinienem zacząć, skoro właśnie od niej zaczęło mi się kochanie teatru. Drugie wyjście na Pawia królowej, rusza monolog Anny Przesik, a ja już wiem, że zostaję do środy, w tej sekundzie zrozumiałem, że się urodziłem do gapienia się na teatr. Wtedy to oznaczało gapienie na Pawia.

„Paw królowej”, Stary Teatr / zdjęcie: Ryszard Kornecki
„Paw królowej”, Stary Teatr / zdjęcie: Ryszard Kornecki

O aktorach hollywoodzkich, o Merylach Streepach, Heathach Ledgerach, Philipach Seymourach Hoffmanach, mówi się larger than life. O Paulinie Puślednik powiemy coś więcej: większa jest NIŻ TEATR. Zawsze ponad rolą. Ona nie potrafi „zagrać się jak szmata”, bo do tego trzeba nie wykraczać głową poza pewne ramy, z tym się trzeba po prostu urodzić.

Ma coś w sobie z Hai i trochę z Czarnika. Jej niedostępność i jego samotność. Może sobie pajacować w Pawiu królowej albo w Królu Ubu – i nie być pajacem. Może nawet się ubrać w obraz Matki Boskiej, co się nawet zgadza, skoro MB Częstochowska co sezon w innej SUKIENCE.

Ma poczucie humoru, a humor ma jej poczucie, co nie zmienia faktu, że aktorka bardziej dramatyczna. W Anatomii Tytusa zagrała Lawinię, z obciętymi rękami, z obciętym językiem, niemą, bezsilną tragedię, i na widowni robiło się dziwnie. Paulina Puślednik jest jednym z tych aktorów, których nie tylko uwielbiam, ale też szanuję.

„Anatomia Tytusa” w reż. Wojtka Klemma / zdjęcie: Bartłomiej Sowa
„Anatomia Tytusa” w reż. Wojtka Klemma / zdjęcie: Bartłomiej Sowa

Tego spektaklu, Dekalog, nikt jakoś nie lubił, mimo że Puślednik zagrała w nim naga. Leżała na stole, mówiąc tekstem Mao. Piękne to było, i co Wy chcecie? Gyubala Wahazara byście zobaczyli, to wiedzielibyście, co to znaczy „słabe”.

Pani Paulina jest częścią zespołu, co oznacza, że jest nie tylko od grania, ale też od grania za koleżanki, gdy one nie mogą. Za Hajewską weszła do Płatonowa, a do Triumfu woli za Martę Nieradkiewicz. Zastępstwo to jeden z trudniejszych egzaminów aktorskich – czy stała widownia ci na to pozwoli. Bo na przykład nigdy nie będziesz Anną Radwan, ale czy masz prawo być Katarzyną Krzanowską? (Nagła podmianka w Bitwie Warszawskiej). Hają nie będziesz, ale czy Pusią wystarczy? Zastępstwa Pauliny Puślednik nie są zastępstwami, tylko nowym odpaleniem roli. Mongolski Chłopiec nie wykona „iksa” swymi kolanami, ale da wzruszenie jako dziecko pod kroplówką.

Ciekawe, co ją teraz czeka, za nowej dyrekcji. Częstsze granie? Wystąpiła w Masarze, ratując ten teatr, bo jest aktorką na dobre i na złe. Właśnie w tym spektaklu dokonała coming outu w sprawie swego pseudonimu.

Data publikacji: