Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Maciej Stroiński

Lowe: Jaśmina

zdjęcie: Nowy Teatr w Warszawie
Lowe: Jaśmina
Lowe: Jaśmina

Tak jak Jaśmina Polak miała tylko Kalina Jędrusik, że wystarczyło wypowiedzieć imię. Jaśmina jest tylko jedna!

Jaśminę wypatrzyłbym w telewizorze, gdybym go miał, więc można powiedzieć, że to było w komputerze. Moralność pani Dulskiej w reżyserii Wrony, Teatr Telewizji. Weszła na ekran jedna bezczelna, i to była ona, w parze z Zosią Wichłacz, taka anty-Zosia. Wtedy myślałem, że dobrze zagrała, że to tylko postać. Ale Jaśmina jest z tej nowej generacji artystów scen polskich, którzy bardziej są, niż grają.

Jaśmina Polak, znana z bycia krejzi, jest krejzi. Nie wiem, czy prywatnie, ale na scenie na pewno. Dlatego jej pojaw w zespole Starego wywołał, nawet we mnie, typowo krakowskie kręcenie noskami. To, co ona wyrabiała, to nie było chyba granie, tylko zachowanie… Ale miała wszystko tak totalnie w d…, że pozostało albo się obrazić, albo ją zaakceptować.

Przyszła do Starego na miejsce po Justynie Wasilewskiej, jako post-Justyna. Długo nie mogliśmy jej tego wybaczyć. Też „dziwnie mówiła”, lecz inną dziwnością. Nie że źle zagrała, tylko po swojemu, a tak nie wypada. Dogadała się z widownią, kiedy dostała już naprawdę swoje, Kordelię i Błazna w Królu Learze Klaty. Jedyna ona w obsadzie, a wystarczyła za cały rodzaj kobiecy.

Kapłan i Błazen, „Król Lear”, reż. Jan Klata, zdjęcie: Magda Hueckel
Kapłan i Błazen, „Król Lear”, reż. Jan Klata, zdjęcie: Magda Hueckel

Jest parę takich scen w historii teatru, w znanej mi historii, które wryły się na zawsze. Spektakl wcale nie musiał być dobry, ale one, te sceny, jakoś odstawały i jakoś zostały. Na przykład trzęsienie luster pod wpływem głębokich basów w Podróży zimowej Mai Kleczewskiej. W Learze była to scena Jaśminy, scena wieszczenia w języku, jak sądzę, arabskim. Gdyby Państwo nie wiedzieli, prorocy nie mówią, prorocy śpiewają. A gdy robią to głosem Jaśminy, wychodzi nieziemsko i ciarki po plecach. Zob. trailer Leara od 01:34.

Miała potem parę równie grubych strzałów: w samochodzie w Hamlecie, w kawie w Podopiecznych, na wózku w Weselu, w dyskursie na Uczcie (to już Warszawa). W tym ostatnim spektaklu mówiła jakiś bardzo skomplikowany tekst teoretyczny, który dosłownie miotał nią o ziemię. Jak ja to rozumiem. Jaśmina woli na scenie wyrażać się ciałem niż otwartym tekstem, co wyznała w wywiadzie do bardzo mądrego, branżowego pisma.

Dobra, a teraz powiem prawdę. Nie jestem Jej fanem. Nie ten vibe, nie ta wibracja, wolę powolniejsze, bardziej skupione aktorstwo, co tak naprawdę uświadamiam sobie dopiero teraz, pisząc w takim razie osobliwe Lowe. Już nie mogę brnąć w lukier, bo byłoby to jak większość krytyki teatralnej, puste i „dostosowane”. Zresztą nie wiem, czy w wypadku takiej aktorki „lubię” to byłby dobry komplement. ONA NIE JEST DO LUBIENIA.

Nie wielbię Jaśminy, ALE wielbię teatr, a teatr polski nie istnieje bez niej, co zaraz wyjaśnię. Za literą „x” także nie przepadam, ale bez niej by nie było mego pseudonimu. Pomyślcie o soli – czystą sól mało kto lubi, ale weź zjedz jajecznicę, jej nie posoliwszy.

Jaśmina jest właśnie solą, solą tej ziemi, niezbędną przyprawą w życiu teatralnym. Zrobiła drugiej dekadzie XXI w. to, co Janda latom 70. Otworzyła zupełnie nową opcję bycia kobietą w filmie i na scenie. Walniętą, inwazyjną, nieprzepraszającą. Coś jak Madonna w Kim jest ta dziewczyna? (1987). Widzę bez problemu aktorkę Jaśminę jak się wbija do niezamówionej przez siebie taksówki albo zasuwa ulicami Manhattanu boso, a za nią dzika pantera.

Za to porównanie nie dostanę Nobla, ale Jaśmina jest siłą natury, jest zwierzem scenicznym. Wszystko dzieje się u niej tak, jakby wiecznie grała czołówkę Chungking Expressu (1994) Wong Kar-waia. Jej środkiem wyrazu jest jej obecność, intensywna jak perfumy linii Nasomatto i tak samo nieodparta.

Moje nabożeństwo do Jaśminy, moje do niej lowe, nie jest na rozsądek, tylko w szerszym planie. Niedocenianie Jaśminy byłoby nieznaniem się na teatrze. Jeśli jest jakaś aktorka, do której mógłbym ją porównać (to z Kaliną dotyczyło tylko imion, heloł), to byłby to aktor, Jonathan Rhys Meyers, zwłaszcza z czasów Velvet Goldmine (1998).

Jaśmina jest mocną, bezpretensjonalną laską, która „nie ma żalu do nikogo”, i przezdolną aktorką. Stanowi tak wyraźną jakość, że nie potrzebuje dodatkowych wyjaśnień i podpórek „dyskursywnych”.

Data publikacji: