Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Maciej Stroiński

Lowe: Czarnik

„Do Damaszku”, Narodowy Stary Teatr/fot. Przemek Krzakiewicz
Lowe: Czarnik
Lowe: Czarnik

Aktor kompaktowy, drobny, czego na scenie nie widać, bo na scenie wszystko większe, no i jest to wielki aktor, więc tym bardziej nie rejestrujemy, że taki nieduży. Była kiedyś wystawa kostiumów z przedstawień i tam zobaczyłem ten rozmiar XS, który się magicznie zwiększa, kiedy Czarnik go założy. Taka jego cecha, że czego się dotknie, to rośnie nam w oczach, to zyskuje wymiar. Tekst jest nagle mądrzejszy, niż był na papierze, reżyser zdolniejszy, nagle widać scenografię.

K., spektakl z Poznania o przyszłych wyborach, ma jakieś ręce i nogi, bo Marcin Czarnik gra w nim tytułówkę. Byłem na premierze i na secie miesiąc później. Piszę to z ciężkim sercem i z niedowierzaniem, ale spektakl jest niedobry, mimo reżyserii Strzępki. Szybko wszedłem w tryb unplugged, patrząc trochę w głąb siebie, trochę na żyrandol. Nagle daje się zauważyć poruszenie na widowni, ludzie ożyli, coś się dzieje. Lukam na scenę: Czarnik ma monolog. Spektakl dalej jest niedobry, ale teraz to nie szkodzi, aktor tego nie zauważa, gra w trybie „Krystyna Janda”: klasa sama w sobie. Koledzy z obsady grają w żadnym trybie.

W Marcinie Czarniku jest jakaś wielka samotność. Zawsze jest on i reszta obsady, nawet gdy gra z równymi sobie. Zwłaszcza w Bitwie Warszawskiej wypadł bardzo pojedynczo, przedstawienie się zaczyna, a on siedzi sam na scenie i to mu ustawia wykon. Jego śpiew otwiera spektakl (CZARNIK PIĘKNIE ŚPIEWA) i jego monolog kończy. Gra Feliksa Dzierżyńskiego, który „robił im rzeczy straszne korkociągiem w oko/i nie tylko w oko”, więc co tu się dziwić, że jako postać jest lekko osobny i nikt nie chce się z nim bawić. W Polsce jest dwóch takich aktorów – Woronowicz i Czarnik, teraz obaj w jednym teamie – którzy przy całej swojej uroczej energii mają „diabła” w oczach. Obaj wzbudzają pewien lęk w widowni.

Szersza polska widownia zawarła z nim znajomość przez serial Artyści, gdzie Czarnik robi za jednoosobowy pierwszy plan. Łamiąc stereotyp aktora scenicznego na ekranie. Bo podobno ludzie z teatru nie umieją do kamery, a przynajmniej kamera nie trawi ich docisku, ich przesady. No i proszę, serial o teatrze, grany mocno, głośno, Strzępką, a nie zauważyłem, by kamera się krzywiła. Nawet przez szybkę Czarnik sieje postrach, por. Zjednoczone stany miłości.

Patrzę na niego bardziej jak na obraz niż na komedianta. Na przykład Hopper mógłby go malować albo Cranach starszy. Zwłaszcza to spojrzenie. Tylko że Czarnik ma coś jeszcze lepszego, niż dać się namalować (por. Rodzeństwo Bernharda). Dostępuje autoportretu co wieczór na scenie, w zależności od repertuaru. Można nawet siedzieć w ostatnim rzędzie, a i tak się wryje w pamięć. Zobaczyć Czarnika i można umierać.

Data publikacji: