Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Destroix
Maciej Stroiński

Lowe: Chrząstowski

Narodowy Stary Teatr, „Wróg ludu” / fot. Magda Hueckel
Lowe: Chrząstowski
Lowe: Chrząstowski

Leading man zespołu, czyli po polsku: człowiek przewodzący. Wielki aktor – metr dziewięćdziesiąt. Gra u Klaty i u Strzępki, i na nim się opierają ich krakowskie przedstawienia, natomiast nie myślę, że „gra u Rubina”, bo to było dawno i nieprawda. Dobrze Jan Klata powiedział w wywiadzie, że „wyżej niż Chrząstowski podskoczyć się nie da”. Też miał na myśli „w sensie artystycznym”. Te 2500 znaków ze spacjami będzie totalnym lukrem na cześć Chrząstowskiego, takim, że porzyga się całe przedszkole.

Co on w sobie ma takiego, co nie daje spać kolegom? Muszę uważać z przymiotnikami, żeby mi starczyło na dwanaście tekstów o aktorach Starego Teatru, bo język polski nie zawiera aż tylu pozytywnych. Juliusz Chrząstowski ma talent, i to tylko brzmi banalnie. „Talent” najczęściej znaczy, że się nie wie, co powiedzieć, że się wzywa nadaremno. Ale w tym wypadku wszyscy bardzo dobrze wiemy, jakie jest znaczenie słowa i że znajduje zastosowanie.

Wiedziałem, że jest wielki, zanim to było wiedziane. W Orestei Klaty zagrał Ajgistosa, czyli wszedł i zaraz zginął. Krótka rola, więc można było nie zdążyć docenić. Ale „nie o to chodzi/jak długo aktor jest na scenie/chodzi o to jak/dwie trzy minuty wspaniałego teatru” (Thomas Bernhard, Rodzeństwo). Nie wiem, skąd to wiem, że wielki występ, albo inaczej: ja tego nie wiem, ale czuję, mam pewność. Jeśli po spektaklu nie dziwisz się Klitajmestrze i nie zastanawiasz, co ona w nim zobaczyła, że aż męża dla niego własnoręcznie zarąbała, to znaczy, że postać, choć negatywna, jest obroniona.

To był dobry pomysł, żeby właśnie on, aktor lubiany i w ogóle blond, zagrał „wroga ludu”. Ulubieniec widzów – wrogiem. To jak u Ibsena, że główna postać nie od razu jest tytułowa, zaczyna na słodko, jako „pierwsza osobistość w mieście”, szanowany doktor Stockmann. I jego zadaniem jest dostać po głowie, co się czasem udaje aktorowi doktorowi podczas tak zwanej wielkiej improwizacji. Zresztą nie powiemy o Stockmannie, że jest czarnym charakterem. Nie dość, że chce dobrze, to jeszcze ma rację, i właśnie tego nikt mu nie wybaczy.

Strzępka też zauważyła w Juliuszu Chrząstowskim, że w nim nie ma mroku. Chyba że czegoś nie wiem. Ale serio, nie ma, granie na przykład Feliksa Dzierżyńskiego byłoby nie po warunkach. Więc jest Broniewskim, Orciem, górnictwem walijskim, którzy za uszami mają tylko tyle, że na przykład facet pije albo nie widzi, albo jest górnikiem.

Spędzam w jego towarzystwie parę dni w tygodniu, lampiąc się z widowni, i mogę powiedzieć po amerykańsku, że jest to quality time. Chyba lubi być aktorem, że my lubimy być przy nim widzami. Bije z faceta daleko posunięte niewypalenie zawodowe.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!