Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jarek Westermark

Kuligiem do sądu
(dramat kryminalno-multimedialny)

ilustr. Tomek Domański
Kuligiem do sądu
Kuligiem do sądu

Ta historia wydarzyła się naprawdę – na którejś z małych, prywatnych dróżek w okolicach miasta O. Chociaż być może nie było tam Kmicica.

Dramatis personae:

DORIAN – osoba tajemnicza a poszkodowana;

WIESIEK – organizator dobrej zabawy;

SĘDZIA – okręgowy, niekoniecznie nieomylny;

SĘDZIA APELACYJNA – wie co i jak;

KINGA – pracownica poczty, wypowiada się raz;

KMICIC – we własnej osobie, głos pokolenia;       

CHÓR ŚWIADKÓW – o wielu głosach, wyjątkowo chaotyczny;

oraz PRACOWNICY POCZTY.

Za sceną znajduje się wielki ekran, na którym wyświetlane będą kolejne obrazy.

Scena 1

Szok! Drzwi sali teatralnej otwierają się z łoskotem. Do środka wpada niespodziewanie kulig: na przedzie traktor, za nim duże sanie, a dalej sznur saneczek. Słychać śmiech Pracowników Poczty i ich dzieci. Na przedzie siedzi Kinga z Kmicicem, gdzieś za nimi Dorian. Wiesio prowadzi traktor. Na sali zaczyna padać śnieg (może być sztuczny).

KINGA: Jak się cieszę, że Poczta Polska zorganizowała nam tę wspaniałą i bezpieczną zimową zabawę! Po całym dniu przekładania listów nie ma, jak przejażdżka po śniegu.

KMICIC: Kulig! Hej – ha! Hej – ha! Kulig!

Kulig wjeżdża na scenę i staje, ale wygląda, jakby nadal jechał, dzięki wyświetlanym na  ekranie zaśnieżonym dróżkom i drzewom, które przesuwają się coraz szybciej.

Wtem! Wypadek. Traktor ostro wchodzi w zakręt, największe sanie uderzają w skarpę, jedne z saneczek wywracają się, kilka osób trafia na ziemię. Wszyscy aktorzy zamierają, światło przygasa. Bezruch.

Scena 2

Reflektor punktowy oświetla Doriana, który wstaje, otrzepuje się i kuśtyka w stronę krawędzi sceny. Podnosi wzrok, jakby stał przed niezwykle wysokim sądem.

Uwaga – Doriana widać również na ekranie (w dużym powiększeniu).

DORIAN: Wysoki sędzio! Biedny ja, biedny, nogę mam złamaną, bo Wiesio, organizator i rzekomy spec od dobrej zabawy, za bardzo się rozochocił i rozpędził! Co to za pomysł w ogóle – ciągnąć sanie po oblodzonych drogach... Domagam się sześćdziesięciu tysięcy tytułem zadośćuczynienia za traumę i narażenie zdrowia!

SĘDZIA: (głos dudni z eteru) Kuligów wam się zachciało...? Dorosłym ludziom?

Z leżących wciąż na scenie sań wyskakuje Kmicic. Prowadzi ze sobą Wieśka.

KMICIC: (do Doriana) Czepia się waćpan kuligów, choć zabawa to przednia, a i do białogłów całowania okazja!

DORIAN: Może i tak, jeśli zachować ostrożność...

WIESIEK: Panie szanowny! Kuligi organizuję od zawsze i jest kupa dobrej zabawy!

DORIAN: Słucham?! Spójrzcie tylko! (wskazuje na sanie)

WIESIEK: Ja tam nic nie widzę, zresztą wypadki się zdarzają...  Wysoki sędzio! Przez takich jak ten tutaj krętacz chce się kuligów zakazać w ogóle! Proszę go nie słuchać. Po pierwsze: Dorian nie pracuje dla Poczty i nawet nie zgłosił mi, że bierze udział w zabawie! Szemrany z niego typ! Po drugie: jechaliśmy po drodze niepublicznej, co jest zgodne z prawem. Po trzecie: zgłasza sprawę z opóźnieniem, trzy miesiące od zdarzenia, więc ewidentnie coś mataczy. A po czwarte... widziałem, że dał ostro w palnik w czasie jazdy, więc sam jest sobie winien.

DORIAN: Nieprawda! Pomówienia!

A jednak, wraz z kolejnymi słowami Wieśka wyświetlana na ekranie za sceną postać Doriana przechodzi upiorną metamorfozę: mężczyzna jest teraz zgarbiony, jakby chciał się gdzieś zakraść; ma na twarzy durny uśmieszek, w oku ewidentnie wredny błysk, a w dłoni butelkę.

SĘDZIA: Czemu nie zgłosił pan szkody od razu?

DORIAN: (konsternacja) Nie wiem...

SĘDZIA: A co na to świadkowie?

CHÓR ŚWIADKÓW: (zza sceny, jeden przez drugiego) Wiesiek jechał szybko, ale szybko to fajnie, choć nie za szybko, bo trzeba uważać! Dorian się zgłosił? Może się zgłosił. Chyba nie. Pił coś? A kto by nie pił! Nikt nikomu nie patrzy na ręce, kulig to kulig! Nie wiemy nawet, gdzie Dorian siedział. Albo i wiemy. W których sankach? Obok kogo? Był on z nami w ogóle...? Może się przesiadał...? Może...

KMICIC: Kuligów bronić będę własnym ciałem!

SĘDZIA: Dosyć, dosyć! Wszystko jasne!

Chwila milczenia. Na ekranie kołysze się wstawiony Dorian-złoczyńca.

SĘDZIA: Niezły z pana gagatek... i symulant.

DORIAN: Ale mam nogę złamaną! O, o!

SĘDZIA: Jedna noga wiosny nie czyni – brak dowodów! Oddalam powództwo! Zapłaci pan Wieśkowi trzy tysiące kosztów postępowania. Zamykam posiedzenie!

Gasną światła.

Scena 3

Dorian stoi na podwyższeniu, zadziera głowę coraz bardziej – oto znalazł się bowiem przed jeszcze wyższym Sądem Apelacyjnym! W tle nadal widać traktor i przewrócone sanie, pokrywa je jednak gruba warstwa śniegu... całkiem jakby proces dochodzenia do prawdy ciągnął się już cztery lata.

Odzywa się tubalny glos Sędzi Apelacyjnej.

SĘDZIA APELACYJNA: W jakiej sprawie?

DORIAN: Wysoka Sędzio! Apeluję w sprawie kuligu! Część świadków mnie widziała, potwierdzają moją wersję wydarzeń...!

SĘDZIA APELACYJNA: Doprawdy?

CHÓR ŚWIADKÓW: Może tak, może nie, kulig jedzie jak we śnie!

SĘDZIA APELACYJNA: Nie brzmi to zbyt jednoznacznie... Czemu zatem oddalono powództwo?!

DORIAN: Oj, bo wszyscy mówili jeden przez drugiego i jeszcze ten Kmicic się włączył i jakoś tak wyszło...

SĘDZIA APELACYJNA: Wstyd! Obowiązkiem sądu – kto wie, czy nie najważniejszym – jest ustalenie faktów, które uznał za udowodnione, dowodów, na których się oparł, i przyczyn, dla których innym dowodom odmówił wiarygodności. Słusznie zatem odwołał się pan od wyroku! Kieruję sprawę do ponownego rozpatrzenia! Proszę spojrzeć! Oto zakres mocy mojej...

Rozbłysk światła. Wyświetlany wciąż na ekranie Dorian-złoczyńca staje się na powrót Dorianem.

SĘDZIA APELACYJNA: A z moim kolegą z okręgu to jeszcze sobie porozmawiam pomiędzy scenami...

DORIAN: Dobra nasza! (podskakuje z radości, ale zaraz łapie się za bolącą nogę).

Scena 4

Kulig zmienił się już w jeden wielki kopiec śniegu, co stanowi wymowny komentarz odnośnie sprawności postępowania.

SĘDZIA: (odchrząka) Zdaje się, że trochę się pospieszyłem...

WIESIEK: (do Kmicica) Dorian nie daje za wygraną...

SĘDZIA: No dobrze, łapserdaki chórowe! Mówcie, jak było. Ale co drugie zdanie proszę... i tym razem dokończcie. Wysłucham wszystkiego.

CHÓR ŚWIADKÓW: Wiesiek jechał szybko, za szybko, a trzeba uważać... Dorian może i się zgłosił... Nic nie pił! Nie wiedzieliśmy, gdzie siedział... bo się przesiadał! Zobaczył, że jest groźnie, że dzieci krzyczą ze strachu, więc z dużych sań przeniósł się na ostatnie sanki... żeby mieć je na oku i w razie czego pomóc! A Wiesiek slalomem jechał! Dzikim slalomem!

Fanfary, kolejny rozbłysk światła, trzecia przemiana na ekranie – Dorian? pięknieje z każdym zdaniem Chóru. Staje wyprostowany i wsparty pod boki, wpatrzony czujnie w przyszłość. Na koniec zaczyna za nim powiewać peleryna godna bohatera.

WIESIEK: Ale co to za kulig bez slalomu?! Bez slalomu nie ma kupy zabawy! Prawda, Kmicicu?

Ale Kmicic staje teraz obok Doriana.

KMICIC: A niech mnie! Nie proszon przez nikogo dzieci ruszyłeś strzec? Muszę przyznać, żeś waszmość imię swe oczyścił! Znam ci ja takie historie, oj znam. Swój jesteś! (Z sympatią trzaska Doriana w plecy).

WIESIEK: Panie sędzio, przecież to jakiś spisek!

SĘDZIA: Czemu świadkowie mieliby pomagać Dorianowi? Teraz, gdy – całkiem sam i bez niczyjej pomocy – spojrzałem na sprawę świeżym okiem, widzę, że zeznania są zbieżne z wersją wydarzeń powoda. Nawet Kmicic stoi po jego stronie! Zasądzam zatem na jego korzyść sześćdziesiąt tysięcy zadośćuczynienia oraz jedenaście i pół tysiąca złotych odszkodowania. Plus odsetki! A do tego koszty procesu…

WIESIEK: (z nadzieją) Trzy tysiące?

SĘDZIA: Wolne żarty! Tyle to może pięć lat temu byś pan zapłacił. Ha ha ha! Czternaście i pół! 

Wszyscy (z wyjątkiem Wieśka) śmieją się do rozpuku.

Ogólna sarmacka wesołość.

Kurtyna.

ilustr. Tomek Domański
ilustr. Tomek Domański

Data publikacji:

Jarek Westermark

Skończył studia prawnicze, ale żeby nie zepsuć teorii praktyką, skupił się na pracy translatorskiej, pisaniu opowiadań ("Opowiadania, które napisałem" Nisza 2016) i śpiewaniu piosenek (w zespole królduch).