Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Destroix
Maciej Stroiński

Krytyk kotleciarz

ilustracja: Karyna Piwowarska
Krytyk kotleciarz
Krytyk kotleciarz

„Motto: „Co się z tobą porobiło? Gdzie twoja czysta dusza, szczerość, prawdziwość, odwaga? Gdzie zdrowie? Gdzie je podziałaś? Co zrobiło z ciebie taką pretensjonalną, rozleniwioną frazesowiczkę? Kto cię nauczył kłamać?” (Anton Czechow, Płatonow, tłum. Agnieszka Lubomira Piotrowska)

 

Moim zadaniem pracowym jest jeździć na przedstawienia i jeździć po przedstawieniach. Tylko czasem bywa, że centralny spektakl dzieje się, lecz nie na scenie – raczej na widowni albo na bankiecie, albo na Facebooku! Bowiem teatr polski jest wielkim kurnikiem, albo raczej małym, gdzie wszyscy się znają, wszyscy wszystko już widzieli i czasem się nie chce kolejnego przedstawienia, kolejnej transgresji i kolejnego tego samego. Na przykład w Powszechnym reżyser aspirant chce wreszcie doaspirować, dał na zapowiedzi premiery według Mein Kampfu, i ja już zasypiam na tym przedstawieniu, chociaż jeszcze nie powstało. Zresztą od kiedy to chodzi o sztukę? Spektakl można co najwyżej przykro zrecenzować, a znajomych z towarzystwa – ich można obrobić! „W Krakowie widownia przychodzi na siebie” (Agata Duda-Gracz).

Proponuję dzisiaj Państwu magiel w gronie własnym, miniserial o krytyce. Będzie o kolegach, którzy wcale nie są żadnymi moimi kolegami, ale tak się mówi. Za te wszystkie zniewagi trafię po śmierci do piekła, na wieczny bankiet zamiast przedstawienia, żeby chlać i smalltalkować. Dla wielu „kolegów” tak wygląda niebo.

Czy to jest critique à clef, czepianie się z kluczem, tak zwany portret z natury? Powiem tak: z tyłka tego nie dobywam. Choćbym nie wiem ile myślał, sam bym tego nie wymyślił. Samo tylko życie jest w stanie wytworzyć tyle wszelkiego skrzywienia. „Jesteś piękne! – mówię życiu – / bujniej już nie można było” (Wisława Szymborska, Allegro ma non tropo). Widzę i opisuję… Nie będzie po nazwiskach, będzie gorzej: po przywarach. Wszelkie podobieństwo do konkretnych osób i ich brudów za uszami jest nieprzypadkowe, przez nie zawinione. Cykl inspirowany tym samym, co nowa Strzępka, Opisem obyczajów by Jędrzej Kitowicz.

Dzisiaj będzie o typiarzu (pot. „typiara”), który w supermarkecie z krytyką teatru robi na dziale „krytyka towarzysząca”. Tam to on jest ktoś, tam jest panem z towarzystwa, na tamtej alejce. Zaraz będzie wyjaśnione, czym tam się handluje, ponieważ czymś gorszym, niżby sugerowała sympatyczna nazwa.

Istotą jego misji jest towarzyszenie, zapewnianie towarzystwa: sobie towarzystwa innych, innym towarzystwa siebie, żeby móc być z towarzystwa. Jego ambicją jest nigdy „nie utracić kontaktu z ludźmi teatru” (Thomas Bernhard, Rodzeństwo). Gdyby nawet był sam jeden, gdyby się ostał ostatnim człowiekiem jak w filmie 28 dni później lub jedynym we wsi jak Robinson sam na wyspie, lub jak w Little Britain: the only gay in the village – starczyłby za wszystkich, jeden za wszystkich, za to całe towarzystwo. Byłby sam sobie salonem jak Gollum w jaskini. Miałby swoje sympatie, swoje układy i swoich, których nie lubi, jak w tym dowcipie o dwóch synagogach na bezludnej wyspie. – Po co dwie zbudowałeś? – Bo do jednej chodzę, a w drugiej moja noga nigdy nie postanie!

Towarzyskość krytyka towarzyszącego jest tym, czym jest, po prostu umową. To, że z kimś pozostajesz w poprawnych relacjach, nie znaczy, że ty go lubisz. Ten typ krytyka nie jest od tego, żeby lubić ludzi, lecz żeby się z nimi lubić.

Ale inaczej, bo mniej sympatycznie nazywamy tę odmianę recenzenta w tytule portretu. „Kotleciarz” to pojęcie z zakresu showbizu, oznacza fotografa robiącego na zlecenie zdjęcia użytkowe z imprez, zdjęcia do kotleta, zdjęcia przy kotlecie. Ale wiecie, takie grzeczne, żeby było zapłacone. Dama z łasiczką, laska z sałatką. Klient płaci i wymaga. Kotleciarz to nie paparuch! – mówi mi Michał Witkowski, którego się zapytałem, bo od niego usłyszałem pierwszy raz to pierwsze słowo.

Krytyk kotleciarz ma swój określony target i nie są to czytelnicy, bo nie ma czegoś takiego jak „czytelnik recenzenta” – nikt tego nie czyta, z wyjątkiem artystów. I on wie, dla kogo pisze, przecież nie dla siebie, nie dla czytelnika, który nie istnieje, on pisze dla środowiska. Jest mentalnie pokumany z twórcami spektakli, jest critic at large, promotorem dochodzącym. Robi to, co dział PR, ale niezależnie.

„Jest takie powiedzenie: dobrze żyjcie, to najlepsza zemsta” (Paweł Demirski, Wszystko powiem Bogu!). To jest motto kotleciarza tak zwane całożyciowe: dobrze żyć w sensie statusu, a drogą na dobre życie, tak przynajmniej rozumiane, jest żyć dobrze ze wszystkimi. To by go ograniczało w pracy, bądź co bądź, krytyka, jeśli byłby innym typem, ale to jest właśnie sekret, samo sedno sprawy, geniusz tego typu: krytyk znaczy krytykuje, a krytyk kotleciarz tak to umie robić, tę całą „krytykę”, żeby dla picu naszczekać i nie zrobić krzywdy, zwłaszcza krzywdy sobie. Tak obsmarowuje, żeby było odhaczone, lecz niezawalone. To jak najczęściej z recenzjami doktoratów, gdzie recenzentowi wypada trochę się doczepić, więc zazwyczaj daje trzy jakieś słodkie zarzuty.

Krytyk kotleciarz to krytyk kolega, krytyk łata, krytyk genialna przyjaciółka, krytyk były chłopak. Dobry na każdą okazję, „nieskrępowany własnym zdaniem” (Stefan Zweig, Joseph Fouché), do tańca i do różańca. Nie trzeba go wkręcać, wpuszczać i ogrywać, bo on sam się wpuszcza, dobrze wie, co robi. Umie się odnaleźć, nie robi przypałów, wie, o co tu chodzi, wie, gdzie jego miejsce, i że się nie gryzie dłoni chlebodawcy. Krytyk maskotka, zapomniałem dodać. On przecież tylko pragnie, aby go kochano (por. film Fassbindera). Czyli jak Helena we Śnie nocy letniej, jak zrobiła ją Kleczewska: „Będę twoim psem!!!”.

W ramach tego ogólnego typu występuje podtyp wróżka, który recenzuje wyłącznie spektakle, które jeszcze nie powstały, aby opinia się zaczęła tworzyć tydzień przed premierą. Sypnąłbym anegdotkami, ale musiałbym w dark webie.

Krytyk do kotleta dobrze się znajduje w stosunkach cywilnoprawnych: jest zleceniodawca, jest zleceniobiorca, to i jest zlecenie. On bierze, bo dają, a dyspozycyjność nie szkaluje mu opinii, bo jest jego kręgosłupem, on to ma na wizytówce, nikt niczego innego już po nim nie oczekuje. Można go spokojnie mieć, on jest szeroko otwarty, „chcę byś mnie miał, chcę byś mnie miał!” (Agnieszka Chylińska, Nie mogę cię zapomnieć). Takie dusze są potrzebne i robię im sekcję żywcem nie tylko dlatego, że się czuję od nich lepszy, ale też dlatego, że się czuję gorszy. Ja tak nie potrafię!

Sam jestem krytykiem typu teatralnym i jak się w tym widzę, który typ reprezentuję? Powiem bucersko, że typ Destroix, typ krytyk demolka, celowo niegrzeczny. Jestem pajacem tego środowiska, zawsze coś odwinę. Jeśli byłbym fotografem, byłbym paparuchem. Zresztą nie muszę wyjeżdżać z autoportretem, Łukasz Drewniak mnie malował, chociaż nie powiem, żebym „dał się namalować” (Thomas Bernhard, Rodzeństwo). Ja mam prosty sposób na problemy towarzyskie: trolluję znajomych. Kto nie przeżyje próby trollowania, i tak nie jest godny bycia koleżanką. Jeśli koleżanka, to na złe i dobre.

W następnym odcinku: „Krytyk doktorant”. O tych, którzy wiedzą.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!