Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Destroix
Maciej Stroiński

Krytyk doktorant

ilustracja: Karyna Piwowarska
Krytyk doktorant
Krytyk doktorant

Teatrologowie wciąż tylko o jednym: co jest opresyjne? Jak pielęgniarki na obchodzie pytają niezmiennie, czy był dzisiaj stolec, tak oni niezmiennie, czy była opresja. Maciej Stroiński przedstawia S01E02 serialu o krytyce teatralnej.

Każdy orze, jak może, i to właśnie robił bohater odcinka jeden: lepił się do wszystkich, nic innego nie miał na swoją obronę, na swoją promocję, zostały mu piękne oczy. Dzisiaj będzie o bogaczach ze świata krytyki, o takich, którzy coś mają, i to coś jest na poważnie, bo to coś to – papier. Krytykantki doktorantki mają dyplom na krytyczność, na teatroznawczość. Mają ponadto, od razu zauważę, pęd korporacyjny: chciałyby, żeby ich studia, wiedza o teatrze, były niczym medycyna: the only way, główną i jedyną bramą do zawodu. Tymczasem tak nie jest, na co jestem żywym, otyłym dowodem!

Najczęstsze, co słyszą, kiedy mówią, co studiują, to: „Co będziesz po tym robić?”. Zostać w zawodzie najczęściej oznacza wylądować w szatni, ale teatralnej, lub pisać recenzje. Jeszcze bardziej najczęściej kończysz jako wolontariusz tej lub innej sprawy, co byłoby wręcz szlachetne, jeślibyś miał wybór. To tyle współczucia dzisiaj, tyle zrozumienia, reszta tego tekstu będzie podśmiechujką.

Jak się mówi na absolwenta wiedzy o teatrze – wiedzący o teatrze? Jasnowiedzący. Statystycznie patrząc, to jasnowiedząca.

Chodzi mi o to, że im nie zazdroszczę, bo oni wiedzą, o co w tym w ogóle chodzi, znają sens teatru. Ja nie wiem, nie znam i nie chcę. Chcę, jak późny Nietzsche, „niejednego nie wiedzieć”. Biorę nawet pod uwagę coś dla nich skandalicznego, dla wiedzących o teatrze – że o nic nie chodzi, a najwyżej o to, żeby było pięknie. Bo co, jeżeli nic tu nie jest do wiedzenia? Może teatr stawia najprostsze pytania, jeśli jakiekolwiek: „Czy się podobało?”; „Który raz oglądasz?”; „Hot or not?”.

Wolę sobie oszczędzić wiedzy o teatrze, która jest wielkim spojlerem. Skąd to wiem, jeżeli nie wiem – jeśli nie posiadam wiedzy o teatrze? Wyczytałem z własnych tekstów, w których często się najeżdża na teatrologię. Jest w nich uprawiany niszowy gatunek o nazwie teatrololo.

Wszystko, co wiem o teatrze, wiem z chodzenia do teatru. A wiedzący o teatrze często wiedzą z niechodzenia. Niektórzy wolą nie chodzić, wolą żywić założenia, taki mają klimat.

Jak się ktoś habilituje z wiedzy o teatrze, to chociażby nie istniała, musi ją wymyślić. Ludzie żyjący z teatru sami muszą wlewać w wymię, żeby mieć co doić. Nie tak było w ponowoczesnej teorii interpretacji, że to wyczytujesz, co sam w tekst uprzednio włożysz? No właśnie. Co innego ludzie żyjący teatrem, oni nic nie muszą, nic wlewać, nic wkładać.

Wiedza zwana „o teatrze”. Za tą wiedzą idą many, po angielsku money, po urzędniczemu granty, rzecz bardzo realna, dużo realniejsza od jakichś teorii i konstrukcji pojęciowych. Wiedza o teatrze samej sobie winna zrobić marksistowski przegląd bazy z nadbudową.

Przelotnie znajomy krytyk powiedział kiedyś o innym krytyku, że „on kooocha teatr”. Było to wyrazem najwyższej pogardy. Znajoma krytyca powiedziała o mnie do mnie, że przeżywam uniesienia jak na drugim roku WOT-u. Tego samego było to wyrazem, a zabrzmiało jak uwaga wysłużonej przedszkolanki, polewającej z młodszej koleżanki, że ta robi to dla sportu.

Tak się kończy znawstwo oraz zawodowstwo, oraz absolwenctwo na terenie sztuki: zmęczeniem, cynizmem, wyjaraniem zawodowym, umysłową rozklapiochą, wałkami na głowie zamiast fałd na mózgu. Jest jak w Mickiewiczu: krytycy fachowcy rozumieją teatr, ale go nie czują, „martwe znają prawdy, nieznane dla ludu”; cała reszta widzów, tak zwani widzowie, ogląda na czuja.

Młodzi idą na tę wiedzę, bo oni jeszcze nie wiedzą… Tego na przykład, że ich obrany kierunek jest rozbudowanym kursem przysposobienia obronnego i jeśli twoje zainteresowania wykraczają poza seksualność i relacje władzy, to możesz się nudzić. Krócej mówiąc, nie polecam. Sam skończyłem filmoznawstwo i się to dla mnie skończyło niechęcią do kina, a miłością do wszystkiego, czego tam nie studiowałem. Wtedy na wiedzy o filmie nie było zajęć z teatru, tadam.

Wychowańcy WOT-u wciąż tylko o jednym: co jest opresyjne? Jak pielęgniarki na obchodzie po oddziale pytają niezmiennie, czy był dzisiaj stolec, tak oni niezmiennie, czy była opresja. Bo do dzieł sztuki również podchodzą jak służba zdrowia do łóżka chorego: dzieło niedomaga, cierpi pewnie na opresję, trzeba je wyleczyć, otoczyć terapią, po to są doktorzy od nauk humanistycznych. Na wiedzy o teatrze opresja jest mantrą, diagnozą zawsze prawdziwą, wglądem ostatecznym, „sługą do wszystkiego” (por. Gombrowicz), kluczem do każdego zamka, jak ten klucz uniwersalny, który ma recepcjonistka, gdy zapomnisz klucza. Na pytanie o opresję – co jest opresyjne? – jest jedna odpowiedź: potencjalnie wszystko.

Kwestie estetyczne to są dla nich kwestie gustu, o nich się nie dyskutuje. Co to jest w ogóle forma? Najpewniej forma opresji. Kontent tak, forma nie. Stąd się biorą koneserzy beznadziejnego, bezforemnego, słusznego teatru.

Wiedza o teatrze to martwy naskórek na ciele teatru. Nie wiedziałem, w który akapit wpakować to zdanie, ale że jest takie boskie i więcej: prawdziwe, pomyślałem sobie, że dam je gdziekolwiek.

Wiedza o teatrze, sądząc po przedstawicielach, to jest smutna sprawa. Oni myślą, że „poważna” lub przynajmniej „ważna” – czyli żartów nie ma. To są, bądź co bądź, doktorzy, od nich zależy stan zdrowia dzieł sztuki! Wszedłeś pomiędzy kujony. Weź kujona na imprezę, to albo tam skiśnie, albo się zeszmaci jak ostatni kujon, czyli nie można powiedzieć, by wytrwał w zabawie.

Podsumowując, wiedza o teatrze – nie.

 

Następny odcinek, który będzie też ostatnim, zapowiada się najśmieszniej: będzie o „krytykach memach”.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!