Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
W Dniu Włóczykija zapraszamy do przeczytania fragmentu książki "Kometa nad Doliną Muminków", której ...
2019-07-22 23:59:00
archiwum

Kometa nad Doliną Muminków

rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.
Kometa nad Doliną Muminków
Kometa nad Doliną Muminków
Czyta się 7 minut

Mama Muminka siedziała w kuchni i ozdabiała różowym kremem ogromny tort w kształcie piramidy. Na bokach tortu ciągnął się pięknymi zakrętasami napis z czekolady: „Dla mojego najdroższego Muminka”. W samym szczycie piramidy sterczała gwiazda z palonego cukru.

Mama pogwizdywała sobie cichutko i raz po raz spoglądała w okno. Tatuś Muminka, bardzo zmartwiony, chodził po mieszkaniu i przeszkadzał.

— Dlaczego oni nie wracają? — niepokoił się. — Już prawie wpół do drugiej.

— Wrócą z pewnością, nie martw się — powiedziała Mama Muminka. — Czy mógłbyś unieść nieco ten tort? Chciałabym podłożyć serwetkę papierową. Ryjek będzie mógł wylizać półmisek, on to bardzo lubi...

rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.
rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.

Tatuś Muminka westchnął i podniósł tort.

— Nie trzeba było pozwolić im jechać — rzekł. – Ale nie wiedzieliśmy, że...

W tym momencie wszedł Piżmowiec i usiadł na skrzyni z drzewem.

— No i co z tą kometą? — spytała Mama Muminka.

— Zbliża się, zbliża. I to prędko — odparł Piżmowiec z irytacją. — Akurat odpowiedni moment na pieczenie ciastek!

— Czy mogę poczęstować pana piernikami? — zapytała Mama Muminka.

— No, dobrze — odparł Piżmowiec — niech będzie jeden, skoro czekamy.

Kiedy już zjadł trzy pierniki, nagle powiedział:

— To chyba pani synek tam biegnie przez most. W jakimś bardzo mieszanym towarzystwie.

— Muminek?! — wykrzyknęła Mama upuszczając nóż do wiadra z pomyjami. — I pan to mówi dopiero teraz!

rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.
rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.

Wybiegła pędem do ogrodu, a Tatuś za nią.

To był rzeczywiście Muminek! Za nim Ryjek... A potem całe mnóstwo różnych postaci, których Tatuś i Mama nigdy przedtem nie widzieli.

— Ach, jak ja na was czekałam! — zawołała Mama Muminka. — Chodźcie, niech was uściskam! Jacy jesteście brudni i chudzi! Ach, jak cudownie... Czy to aby na pewno prawda?

Mamusiu! Tatusiu! — krzyczał Muminek. — Brałem udział w bitwie! Biłem się z trującym krzakiem i zwyciężyłem! Ciach, mach — i odlatywały mu ramiona, aż w końcu został tylko pień.

— Że też się odważyłeś! — zawołała z zachwytem Mama Muminka.

— A to jest kto?

— To Panna Migotka — odparł Muminek.

— Ją właśnie uratowałem przed trującym krzakiem. To Migotek. A to jest Włóczykij, mój najlepszy przyjaciel. No i Paszczak, który zbiera znaczki.

Wszyscy podali sobie łapki.

— Ogromnie mnie ta rzecz interesuje — powiedział Tatuś Muminka. — Zbieranie znaczków jest bardzo dystyngowanym hobby.

— To nie żadne hobby, to mój zawód — odparł Paszczak opryskliwie, bo był bardzo niewyspany.

— Ach, tak — rzekł Tatuś Muminka. — W takim razie będzie pan miał zapewne ochotę zobaczyć album ze znaczkami, który przyleciał tu wczoraj z wiatrem.

— Co! — wrzasnął Paszczak.

— Tak jest — powiedziała Mama Muminka. — Wystawiłam na dwór ciasto, żeby rosło przez noc, a rano pełno w nim było paskudnych, lepkich papierków.

— Lepkich papierków? — powtórzył Paszczak blednąc. — Na litość boską! Gdzie one są? Gdzie? Chyba ich pani nie wyrzuciła?

— Suszą się — odparła Mama Muminka, wskazując na sznur do bielizny zawieszony między krzakami bzu.

Paszczak spojrzał na swój ukochany czerwony klaser, krzyknął z radości i pobiegł, jak tylko mógł najszybciej, potykając się o podarte falbanki, które plątały mu się przy nogach.

rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.
rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.

— Jak to niektórym szczęście sprzyja — powiedział Ryjek gorzko. Bo kotek nie wyszedł na jego powitanie. Ryjek popatrzył z wyrzutem na miseczkę, stojącą na schodach od werandy.

— Mleko wygląda na kwaśne — powiedział.

— To z powodu upału — odparła Mama Muminka. — Wszystko się psuje w taki upał. Ale on bardzo rzadko przychodzi się napić... Dzieci kochane, zjemy teraz śniadanie. Wejdźcie i przywitajcie się z Piżmowcem.

Ale Ryjek został w ogrodzie. Wczołgał się pod krzaki i wabił kotka. Szukał go też w drewutni. Szukał go wszędzie, wołał i wołał. Lecz kotek nie przyszedł.

Więc Ryjek wrócił na werandę, gdzie wszyscy jedli śniadanie i mówili o komecie.

— Piżmowiec powiedział, że ona spadnie dziś wieczór do ogródka warzywnego — rzekła Mama Muminka. — I to właśnie teraz, kiedy nareszcie wiatr wydmuchał z warzyw ten paskudny, szary kurz... No tak. Więc nie zawracam sobie już głowy plewieniem... i pomyśleć, że wszechświat naprawdę jest czarny! To ty, zdaje się, to zbadałeś?

— Tak, to ja — odparł Ryjek i trochę poweselał. — Wszystko dla was zbadałem. Będziecie mogli schować się przed kometą w mojej grocie.

— Zaczekajcie! — zawołał Migotek. — Musimy odbyć zebranie na ten temat. Wielkie zebranie. Nie wolno podejmować decyzji ot tak sobie, bez zastanowienia.

— Dlaczego nie? — powiedziała Panna Migotka. — Przecież nie możemy się decydować powoli! Przeniesiemy się do groty i weźmiemy z sobą to, co mamy najcenniejszego.

— Właśnie! — ucieszył się Ryjek. — Czy ktoś widział mój sztylet?

— A może zjemy uroczysty obiad w jaskini? — zaproponował Muminek. — To będzie jak na wycieczce.

Wszyscy przekrzykiwali się wzajemnie i machali łapkami, a Ryjek wylał całą szklankę mleka na obrus.

rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.
rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.

Piżmowiec wstał i powiedział:

— Jesteście coraz bardziej nieznośni. I całe to gadanie jest zbyteczne, bo i tak będzie z was marmolada. Idę teraz położyć się w hamaku i będę rozmyślał. Żegnajcie tymczasem, bo może nigdy więcej się nie zobaczymy.

I mówiąc to odszedł.

Zrobiło się cicho, Tatuś Muminka głęboko westchnął.

— Nie rozumiem, dlaczego ten Piżmowiec działa na mnie tak przygnębiająco — powiedział. Jest trzecia godzina... Może byśmy zaczęli się pakować. Ile mamy miejsca w jaskini?

Popatrzył na Migotka i zapytał:

— Czy możesz zorganizować nam tę przeprowadzkę?

Migotek poczerwieniał z radości.

— Spróbuję — odparł poważnie. — Ale wpierw musicie mi dać zeszyt w kratkę albo w linie, pióro, calówkę i plan groty z lotu ptaka, z wszystkimi wymiarami dokładnie oznaczonymi. Potrzebuję też spisu wszystkich waszych rzeczy. Narysujcie trzy gwiazdki przy tych, na których wam najbardziej zależy, dwie przy tych, o które tylko trochę dbacie, i jedną gwiazdkę przy tych, bez których możecie się obyć.

— Mój spis możesz od razu dostać — powiedział śmiejąc się Włóczykij. — Trzy gwiazdki przy harmonijce!

rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.
rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.

(Fragment wydanej przez „Naszą Księgarnię” książki „Kometa nad Doliną Muminków"; przełożyła Teresa Chłapowska).


Tekst pochodzi z numeru 1712/1978 r., (pisownia oryginalna), a możecie Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.


 

rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.
rysunek z archiwum, nr 1712/1978 r.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!