Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Marzena Matuszak

Kino, które budzi
Relacja subiektywna

ilustr. Olaf Brzeski
Kino, które budzi
Kino, które budzi

Dzień pierwszy

Sc. 1. Wnętrze. Sala kinowa, 10.00 rano.

Dziewczyna w szlafroku wchodzi do sali kinowej. Na zewnątrz 33 stopnie w cieniu, Polska upałów i rozgorączkowanych głów, a tu całkiem chłodno, przyjemnie, kontemplacyjnie. Przez następnych 10 dni można właściwie stąd nie wychodzić. Dziewczyna w szlafroku wyjmuje termos i nalewa sobie kawy. Zaczyna się film pierwszy – Nothingwood Sonii Kronlund pokazywany w sekcji Odkrycia.

Kadr z filmu "Nothingwood" (reż. Sonia Kronlund); na zdjęciu: Salim Sheenan/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty
Kadr z filmu "Nothingwood" (reż. Sonia Kronlund); na zdjęciu: Salim Sheenan/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Sc. 2. Plener. Zatłoczona afgańska ulica, dzień.

Przez spalone słońcem, zakurzone ulice Kabulu jedzie opancerzony samochód. Zza kuloodpornych szyb patrzy na mijanych ludzi bohater – Salim.

„Przez dziesięć ostatnich lat bywałam w Afganistanie wielokrotnie. Zwykle relacjonowałam przerażające historie: ataki kwasami, kamieniowania, ludobójstwo i inne tragedie, które są codziennością ogarniętego wojną Afganistanu. Kiedy usłyszałam o Salimie Shaheenie i 110 filmach, które zrobił, pomyślałam, że coś przeoczyłam. Siłę, nadzieję, sposób na przetrwanie?” – mówi reżyserka w krótkim wprowadzeniu.

Bo obok Salima Shaheena nie sposób przejść obojętnie. „Wszyscy mnie chcą” – oznajmia, bezradnie rozkładając ręce. Ludzie wyrywają sobie jego plakaty, każdy chce dotknąć i uścisnąć dłoń gwiazdy afgańskiego kina akcji. A on wspaniałomyślny, niezniszczalny bohater nosi na ramionach samochody, celnie strzela z kałasznikowa, rozkochuje w sobie najpiękniejsze tancerki, umiera tysiąc razy i znowu się odradza. Już jako dziesięciolatek chce robić filmy, namawia kolegę, by go nagrywał domowym VHS-em. I spełni swoje marzenie, mimo tego, że matka i rodzeństwo wielokrotnie spróbują wytłuc mu pomysł z głowy za pomocą pięści i kopniaków.

Razem z Salimem i Sonią przemierzamy afgańskie krajobrazy, szukając prawdy o tym, co się tu wydarzyło, o Salimie i tutejszych ludziach.

Sc. 3. Plener. Afganistan. W tle pozbawione twarzy figury Buddów.

Salim: „Gdy talibowie wysadzili figury Buddy, jak się czułaś jako człowiek? Co myślałaś?”.

Sonia: „A co ty myślałeś?”.

Salim: „Ale co ty myślałaś?”.

Sonia: „Mój film jest o tobie...”.

Salim: „Myślałem: ci ludzie są przeciwko kulturze, cywilizacji, humanizmowi. To wrogowie ludzkości, która żyje na planecie ziemia”.

Sc. 4. Wnętrze. Sala kinowa, kilkanaście osób rozrzuconych po sali słucha.

Sonia Kronlund: „Jeśli widzę nadzieję dla Afganistanu, to nie w moich bohaterach. Mężczyźni uwikłani są w zasady, obłudni i pełni pozorów. Jeśli widzę nadzieję, to w afgańskich kobietach. One muszą walczyć codziennie z opresją, na każdym poziomie i to sprawia, że są jeszcze silniejsze. Są niezwykłe i coraz mocniej walczą o swoje prawa. W nich widzę szansę dla Afganistanu”.

Sc. 5. Wnętrze. Kebab na rogu.

Dziewczyna w szlafroku odbiera kebaba z rąk mężczyzny o ciemnym kolorze skóry. Być może to Afgańczyk? Wygląda, jakby chciała o coś zapytać sprzedawcę, ale rezygnuje. Niestety, ten kebab to nie jest kulinarne mistrzostwo świata. Brakuje orientalnych przypraw i za dużo kapusty. Połowa ląduje w koszu na śmieci.

Sc. 6. Wnętrze. Sala kinowa, godz.13.15.

Na kinowym ekranie widowiskowy rytuał ofiarowania ciała bogini Durdze z południowych Indii. Dokumentalne sceny religijnego transu, w który wpadają młodzi mężczyźni zestawione są z fabularną opowieścią o parze kochanków próbujących dojechać autostopem na stację kolejową. Już pierwsze kadry zwiastują niepokój. Dziewczyna w szlafroku owija się szczelniej. Zresztą większość dziewczyn na sali wbija się mocniej w fotel. To nie będzie miła opowieść.

Kadr z filmu "Sexy Durga" (reż. Sanal Kumar)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty
Kadr z filmu "Sexy Durga" (reż. Sanal Kumar)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Sc. 7. Wnętrze auta. Noc.

W samochodzie jest pięciu mężczyzn i jedna kobieta. Jej kochanek nie będzie miał siły jej obronić, to wiemy. Reżyser Sanal Kumar prowadzi nas w ciemność namiętności. Daje nadzieję i znowu wraca w mrok.

Film uhonorowany główną nagrodą w Rotterdamie odnosi się do problemu gwałtów w Indiach, które wstrząsnęły opinią publiczną na całym świecie.

Sanal Kumar: „Gwałty na kobietach to rzeczywistość Indii. Nie są one komentowane już tak szeroko jak najbardziej znany z Delhi, którego ofiara została nie tylko zgwałcona, ale i zamordowana, lecz zdarzają się często. Jednak ja chciałem pokazać, że gwałty rodzą się w naszych umysłach. Biorą się z tego, co myślimy o kobietach, jak je postrzegamy, co sądzimy o prawach kobiet, ich wolności, swobodach. To jest najważniejsze”.

Sc. 8. Plener. Ławka nad kanałem. Dzień. Kaczki. Spacerowicze.

Dziewczyna w szlafroku siedzi na ławce i pije herbatę. Ciepłe promienie słońca padają na gołe nogi. Nic nie mówi.

Sc. 9. Wnętrze. Sala kinowa, godz. 19.15.

Pomyliła godziny i spóźniła się na seans Amerykańskiego anarchisty, ale zamiast tego udało się wejść na Gdy o Niemczech myślę w nocny czas wyświetlany w sekcji Filmy o sztuce. Siada obok mnie.

Transowa niemiecka muzyka house i filozofia. Romuald Karmakar łączy nieznośnie nudny i szkolny dokument z opowieścią filozoficzną i transowymi scenami tańca. Już chcesz wychodzić z kina „aż tu nagle” – jak powiedziałby mój były chłopak. Bo Karmakar przepuszcza nudne opowieści w stylu „jak to się zaczęło”, ale potem węszy i dopytuje: Co myślisz o zamachach na kluby w Paryżu? Czy wspólny taniec może być alternatywą dla samotności indywidualistów w zachodnich społeczeństwach? Czy muzyka może być drogą do zrozumienia jak działa Wszechświat?

Sc. 10. Plener. Klub festiwalowy w Arsenale, godz. 1.00 w nocy.

Żywcem przeniesiony z filmu didżej Ata kołysze tancerzy. Godzina transowego tańca pozwala wytrząsnąć z siebie wszystkie obrazy.

Dzień drugi

Sc. 1. Plener. Okienko piekarni na ulicy, godz. 10.00.

Dziewczyna w szlafroku w ręku kupuje croissanta i kawę. Croissanta pożera zachłannie, a kawę przelewa do termosu. Dzisiaj pierwszy dzień filmów konkursowych. Prognoza pogody: wciąż 32 w cieniu, ale na południu burze.

Sc.2. Plener. Afryka.

Czarnoskóry młody mężczyzna idzie ściąć wielkie, stare drzewo. Jest gorąco, to Kongo. Ściąć drzewo siekierą nie jest łatwo. Co innego harwesterem. Ten poradziłby sobie w 5 sekund. To możemy obserwować w polskiej puszczy. Tutaj bohater sam musi to zrobić, powoli skutecznie przebija się przez korę. Warstwa po warstwie, rok po roku. Odpoczywa, pije wodę. Pije dużo wody – sam o tym mówi. Lubię pić wodę. Żona przynosi mu coś do jedzenia. Zraniła się w palec, zbierając kawałki drewna. Dziecko raczkuje po zboczu.

Pierwszy film w konkursie Nowych Horyzontów, dokumentalny Makala zrealizowany jest jak fabuła. Piękna, wizjonerska kamera Emmanuela Grasa (reżyser i operator) śledzi epopeję człowieka pracy Kabwity Kasongi.

Kabwita musi ściąć drzewo, żeby wypalić węgiel drzewny, który potem na wypakowanym pod chmury rowerze przewiezie do odległego o 50 km miasta, by tam go sprzedać. Zarobione pieniądze chce przeznaczyć na dach domu, który planuje zbudować. To tylko dramaturgiczny zarys historii tego eposu pracy trzymającego w napięciu jak thriller. Czy Kabwicie się uda – zastanawia się publiczność, a nawet pyta po pokazie producenta.

– Czy Kawbita dostał za film wynagrodzenie i mógł sobie za to zbudować dom?

– Yes – odpowiada producent.

film: Olaf Brzeski

– Czy „yes” jest odpowiedzią na jedno czy na oba pytania? – dopytuje pani z publiczności.

Nie wiem, co myśli dziewczyna w szlafroku. Słyszałam, że ma bogatych rodziców i nie ma problemów mieszkaniowych. Zjada sałatkę przed salą nr 7, popatrując na wystawę zdjęć ze wspólnego życia Fridy Kahlo i Diego Rivery.

Z listu Fridy do Diego: „Czy można wymyślać czasowniki? Powiem ci jeden: Niebiam Cię”.

Sc. 3. Wnętrze. Sala kinowa, godz. 16.00.

Reżyser Wszystkich miast Północy, drugiego konkursowego pokazu, nieśmiało zaprasza na swój debiutancki film. Za tydzień będzie miał premierę kolejnego obrazu, a na tym pozwala spać. To dobra godzina na popołudniową sjestę.

Film się zaczyna interesująco. I już posądzałabym autora o kokieterię. Zapomniane industrialne przestrzenie, zbudowane, by spełnić czyjeś zbyt ambitne marzenia, nabić kieszenie, zrealizować niepraktyczne plany, niszczeją w różnych częściach świata. Na przykład jedna w Afryce, z góry wygląda jak malownicza rozgwiazda. Dziś hula w niej wiatr i piasek. Ale my już jesteśmy gdzieś indziej, na zapomnianym przez ludzi osiedlu, opanowanym przez las.

„Dotarłem tam z przyjacielem, zobaczyłem i pomyślałem, no wiecie, zostańmy tu na zawsze” – tłumaczy po seansie Dane Komljen.

Romantyczność ostatniego miejsca na ziemi, malowniczość opuszczenia, fotogeniczność rozpadających się budynków i natura powoli przejmująca wszystko we władanie – brzmi dobrze? Tylko przez pierwsze pół godziny. Potem dopadła mnie zatrważająca pustka. Zgubiłam gdzieś notatki do tego filmu, może to i dobrze, bo przysięgłabym, że zapisałam tam: grafomańskość obrazu, hipstersko-gejowski melodramat z emfazą, bezpłodność i bardzo zła poezja. Ale film Wszystkie miasta Północy otrzymał wyróżnienie jury. Zatem, jak to na następnym seansie komentowali widzowie za mną, opcje są trzy:

„Prezentuję nieruchliwy opór zatwardziałego poglądu”, „Nie znam się”, „Nie jestem wystarczająco otwarta”.

Z tego wszystkiego nie wiem, gdzie zniknęła dziewczyna w szlafroku.

Kadr z filmu "Wszystkie miasta Północy" (reż. Dane Komljen)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty
Kadr z filmu "Wszystkie miasta Północy" (reż. Dane Komljen)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Sc. 4. Wnętrze mieszkania, pracowni malarskiej.

Dwóch mężczyzn rozmawia o narzeczonej jednego z nich. Że się upija w klubach i źle prowadzi. Narzeczony jest zdruzgotany, kolega raczej szczęśliwy.

Następne sceny ujawniają młodą dziewczynę sączącą coś przez słomkę w kawiarni. Podobno to alkohol, choć wygląda jak kawa latte. Do dziewczyny przyczepia się jakiś leciwy koleś i próbuje jej udowodnić, że coś go z nią łączy. Ona udaje swoją siostrę bliźniaczkę.

Dziewczyna wraca do domu, gdzie czeka ją awantura z narzeczonym. Jak się łatwo domyślić, postanawia zerwać ten związek i iść pić, bo lubi. A nie lubi niczego obiecywać.

Twoja i tylko twoja to film pokazywany w ramach retrospektywy Hong Sang-soo, koreańskiego reżysera, który wszystkie prezentowane cztery filmy zrobił w ciągu jednego roku. Niestety, nie udaje mi się odkryć niczego ciekawego w historii upijającej się dziewczyny i jej nieporadnego narzeczonego. Oprócz dość prostej konstatacji, że dziewczyny mają gorzej, nawet upijać się spokojnie nie mogą, bo zaraz ktoś chce odkryć powód ich tragedii.

Mimo że za moimi plecami siedzi delegacja z ambasady Korei – postanawiam wyjść z seansu. Mam nadzieję, że nie poczuli się urażeni. Chyba mam ochotę na drinka.

Kilka dni później ktoś ze znajomych będzie mnie przekonywać, że to interesujący przykład kina orientalnego, dzięki któremu można zrozumieć, jak działają nadużywający alkoholu Azjaci. Podobno muszą wypić wszystko, co gospodarz zaproponuje, bo inaczej będzie to uznane za złe zachowanie. Dlatego nigdy nie odmawiają.

Dzień trzeci

Sc. 1. Wnętrze. Sala kinowa, 10.00 rano.

Dziewczyna w szlafroku rozmawia z pochylonym nad nią znajomym o tym, co do tej pory widzieli. „Cieszę się, że oparłem się gwiazdom i hitom – mówi mężczyzna. – Poszedłem za to na Rivetta: długie, bardzo teatralne doświadczenie”.

„Wygląda na to, że w zależności od dokonanych wyborów każdy z nas może ten festiwal postrzegać zupełnie inaczej” – to już mówi dziewczyna w szlafroku. Pierwszy raz słyszę jej głos.

Sc. 2. Obraz na ekranie kina. Zbliżenie.

Z najmniejszych cząstek pączkuje materia. Narasta, dzieli się, przenika, rozwarstwia. Już za chwilę stworzy świat.

To Norman Leto, artysta wizualny, próbuje za pomocą swojej grafiki, w pełnometrażowym filmie Photon odpowiedzieć na pytanie, skąd wziął się świat, jak wygląda naprawdę i jaki będzie w przyszłości.

Zadanie ambitne, niemal niewykonalne. Spróbować przełożyć teorie i doświadczenia fizyków kwantowych na język zwykłego widza. Zobaczyć cząstki Higgsa we własnej dłoni. Zrozumieć, jak powstał własny syn i choroba ojca. Widzieć i to, i to. Zarówno zewnętrzną manifestację, jak i to, z czego ona powstaje. A potem jeszcze pokusić się o prognozy. Zapytać: „Gdzie zdążamy i czy tam dojdziemy?”.

Photon to wideo-art, który powstawał przez pięć lat. Nie wiem, czy to długo, czy krótko. Wydaje się, że aby ten temat zrozumieć naprawdę, trzeba wielu lat, zarówno studiów, jak i doświadczeń. I jeszcze czegoś, co Norman w krótkich początkowych scenach obiecuje, a czego nie spełnia – zrozumienia, jak w człowieku powstaje duchowość.

Photon otrzymał na festiwalu nagrodę publiczności. Mój przyjaciel Mateusz twierdzi, że głosowali wszyscy ci, którzy wielu z tych teorii, jak my, nie zrozumieli, ale nie chcą czuć się głupsi. Bo mimo że Norman puszcza oko do wszystkich i stara się tłumaczyć jak dla laików, gubi nas po drodze, przeskakuje, porzuca i nie wyjaśnia. Zostajemy właściwie z tą samą wiedzą, którą mieliśmy na początku – tak, składamy się z atomów, a one z jeszcze mniejszych cząstek, być może na samym końcu patrzenia jest tylko energetyczna nicość, którą jesteśmy. Tylko tyle i aż tyle.

(Ale przynajmniej niedługo samochody będą wreszcie tak fotogenicznie latać – obiecywali nam to już dawno w dziecięcych czytankach).

Sc. 3. Wnętrze. Hol kina, przy tablicy Hyde Parku.

Dziewczyna w szlafroku, pijąc zimną mate, czyta notatki pozostawione przez widzów. 

Dziewczyna, która na Zakonnicy Rivetta szeptała „Ja pierdolę” – mam twoją gumkę do włosów.

„W filmie Wszystkie miasta Północy mężczyzna sikał melancholijnie – po tym nie wydarzyło się już nic...”.

„Urządzenia wibrujące w torebkach SŁYCHAĆ, ludzie!”

Sc. 4. Wnętrze. Urząd Miasta Meksyk, dzień.

Drobiazgowa i dokładna urzędniczka odsyła z kwitkiem kolejnych petentów. Być może nie robi tego złośliwie, po prostu taki z niej perfekcyjny automat do wykonywania obowiązków. Właściwe rubryki, tożsame podpisy, niewychodzenie za linię, nawet kolor długopisu ma znaczenie. Petenci pokornie przyjmują wyroki, niektórzy się złoszczą lub stają się nieprzyjemni i pytają o przełożonych.

Znam taką panią urzędniczkę. Pewnie dziewczyna w szlafroku też zna.

Tytuł filmu Wszystko inne Natalii Amady mówi sam za siebie. Oto opowieść o życiu, które miało być piękne, a wyszło jak zawsze. Fascynująca obserwacja samotnej, dojrzałej kobiety, która próbuje zdać sobie sprawę, co poszło nie tak.

Kadr z filmu "Wszystko inne" (reż. Natalia Amada)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty
Kadr z filmu "Wszystko inne" (reż. Natalia Amada)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Meksykańska reżyserka Natalia Amada opowiada spokojnie i mądrze. Wykorzystując swoje dokumentalne doświadczenie, buduje obraz, którego nie powstydziłby się Michael Haneke. To kolejna interesująca reżyserka na tym festiwalu – świadoma warsztatu, konsekwentnie budująca inteligentne kino. W głównym konkursie są cztery filmy zrobione przez kobiety. Za chwilę następny z nich.

Sc. 5. Plener. Bułgaria, góry.

Meinhard, niemiecki pracownik budowlany, kościsty, silny, dumny, małomówny, idzie piaszczystą drogą wśród porośniętych bułgarskich wzgórz. Przyjechał tu zbudować Bułgarom elektrownię wodną. Jest tu i będzie – czy tego chcą, czy nie.

Wbrew temu, że reżyseruje kobieta – jest to opowieść o mężczyznach i ich podziale świata. Kobiety będą się tylko przyglądać, istnieć obok jako romantyczna propozycja, ewentualnie być elementem stymulującym do rywalizacji samców.

Western Valeski Grisebach przedstawia rzeczywistość bułgarskiej wioski, do której trafia niemiecki obcy. Jak będą oswajać się nawzajem? Jak rozłożą się sympatie i siły? Kto zdobędzie nagrodę i co nią jest? Inteligentna, podstępna opowieść o relacjach między nacjami, współczesnym kolonializmie, męskich rozgrywkach. Valeska umiejętnie prowadzi aktorów naturszczyków, bez cienia wątpliwości zanurzamy się w stworzoną przez nią historię rzeczywistą i mistyczną zarazem. Kilka dni później Western otrzyma Grand Prix konkursu Nowe Horyzonty oraz Nagrodę Krytyków FIPRESCI.

Dzień czwarty

Nie widziałam dziś dziewczyny w szlafroku. Nie wiem, co robi. Być może tak jak ja postanowiła nie wychodzić z domu albo z hotelu, w którym mieszka. Być może tak jak ja postanowiła z nikim nie rozmawiać o filmach i nie dokładać sobie więcej obrazów. To się nazywa kryzys obrazu na festiwalu filmowym. Z drugiej strony, jestem tak usatysfakcjonowana, że boję się, że będzie tylko gorzej.

Dzień piąty

Sc. 1. Wnętrze. Dzień. Pracownia artysty Wojtka Bąkowskiego.

Bąkowski śpi na materacu, a nad nim napis: „Jesteś chorym zjebem i mizoginem, nigdy nie miałeś i nie będziesz miał przyjaciół”. Za chwilę zjedzą z Zuzanną Bartoszek śniadanie mistrzów. „Samicę Bąkowskiego” gra zjawiskowa Justyna Wasilewska. Będzie przybierać coraz inne maski i często zmieniać kostiumy i peruki  w tym melodramacie o niemożliwej miłości artystów narcyzów bogato okraszonej kawałkami utworów zespołu Kot, poezji Bartoszek i fragmentami performance’ów artystów.

„Usta włóż mi do ucha
i mów do mnie
łaskoczące rzeczy”

 – mówi Bąkowski, ale nie wiadomo, czy naprawdę tego chce, i po co. Być może artyści nie potrafią kochać, być może „oczy mają głęboko w oczodołach i jest z nimi utrudniony kontakt”. Być może w ich życiu jest jakiś dziwny kwantyfikator, jakaś suka o imieniu sztuka. Najbardziej zazdrosna na świecie i bezlitosna.

A miłości potrzebują tylko po to, by ją nakarmić. Po to, by pod jej skrzydłami cierpieć widowiskowo i zrobić taki piękny performance, jak Odkochiwanie, który Łukasz Ronduda przenosi w całości do filmu, a który nie pozostawia nikogo obojętnym.

Sc. 2. Wnętrze. Cafe Rozrusznik. Wieczór.

Mateusz mówi, że zna dziewczynę w szlafroku. Jest artystką wizualną, a pod szlafrokiem ma ubranie, wcale nie chodzi nago. Ciekawe, czy podobało jej się Serce miłości.

Dzień szósty

Sc. 1. Plener, Ruanda. Dzień.

Wśród porozkładanych na plandekach przedmiotów ktoś szuka pozostałości po bliskich zabitych w masakrze członków plemienia Tutsi. Pokryte piaskiem dokumenty, okulary, portfele, pojedyncze buty, grzebienie do włosów.

Kadr z filmu "Mięso" (reż. Julia Ducournau)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty
Kadr z filmu "Mięso" (reż. Julia Ducournau)/ mat. prasowe 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Kadr z rozmysłem przypominający kroniki filmowe z Katynia lub Auschwitz. A może reżyserka tak właśnie to zobaczyła i skojarzenia nie dało się uniknąć?

Sc. 2. Wnętrze. Sala kinowa. Rozmowa z publicznością po pokazie.

Joanna Kos-Krauze: „Taka masakra, jaka zdarzyła się w Ruandzie, nigdy nie jest aktem spontanicznym”.

Sc. 3. Wnętrze. Uczelnia dla przyszłych weterynarzy we Francji.

Studenci pierwszego roku uczestniczą w pierwszych zajęciach. Piękny czarny koń zostanie za chwilę uśpiony, zatubowany i podwieszony na specjalnym urządzeniu.

W tych znakomicie sfilmowanych okolicznościach reżyserka Julia Ducournau rozpoczyna film Mięso pokazywany w ramach sekcji Trzecie oko w tym roku pod tytułem Good girls gone bad. I rzeczywiście dobre dziewczyny stają się w Mięsie bardzo złe.

film: Olaf Brzeski

Inicjacyjne, mocne kino z elementami grozy, kipiące seksualnością i apetytem bardzo podoba się publiczności. Mnie też, choć zestawienie z niedawną masakrą w Ruandzie i tamtejszymi długimi scenami z udziałem sępów sprawia, że czuję się dziwnie.

Sc. 6. Wnętrze. Tablica Hyde Parku w holu kina Nowe Horyzonty:

„Nie pozdrawiam ziomka, który tak się bał na mięsie, że cały seans ryczał ze śmiechu na całą salę” (pisownia oryginalna).

Dzień ostatni

Sc. 1. Plener. Wrocław, Park staromiejski.

Siedzę na ławce nad kanałem i mówię do Was:

Marzena: Widziałam jeszcze kilka filmów, o których teraz nie powiem. To za dużo i tak już się pogubiliśmy. Dziewczyna w szlafroku też gdzieś poszła i nie wróciła. Potrzeba trochę czasu, by przepuścić przez siebie wszystkie te myśli i wrażenia, zrozumieć ich wewnętrzny rytm i zobaczyć, co z nich zostaje. Cieszę się, że kobiety wreszcie weszły do kina jako reżyserki. To przyniosło nowe narracje, inne sposoby rozumienia emocji i całkiem nowe opowieści. Z 20 filmów, które obejrzałam, większość zrobiły kobiety! Mam nadzieję, że to przyniesie kinu mądrość i zakończy etap stereotypowego postrzegania płci. Obu płci.

Kiedy byłam w kinie, burze przeszły nad Polską i pozostawiły wiele zniszczeń. Ania nie ma prądu od kilku dni. Kino bez prądu nie istnieje.

Sc. 2. Wnętrze. Hyde Park w holu kina Nowe Horyzonty.

„Nie dajmy się zaszczekać. Polska miaucząca”.

Data publikacji: