Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Czas ucieka – „Przekrój” czeka!

W zimowym „Przekroju” przenosimy się do Lewantu! Smakujemy libańskie jedzenie, podziwiamy Aleppo i zastanawiamy się nad Tel Awiwem. Poza tym sprawdzamy, co para noblistów z ekonomii Duflo i Banerjee mówią o światowym ubóstwie. Opisujemy Gaję i jej twórcę Jamesa Lovelocka. Naprawdę dużo piszemy też o tym, dlaczego warto się tulić (nie tylko w zimie). I do tego: niedźwiedzie – białe, brunatne i czarne, nabiał i warzywa, a także przyroda w plenerze i w muzeum.

Już jest nowy „Przekrój”!

196 stron do czytania przez trzy miesiące. „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
"Kolacja po amerykańsku", "Palm Springs", "Obiecująca. Młoda. Kobieta" to filmy na petardzie, które ...
2021-05-17 00:00:00
film

Kino indie pop

zdjęcie: Karen Zhao/Unsplash
Kino indie pop
Kino indie pop

Pamiętacie tę scenę, jak Lester Burnham w American Beauty siedzi przy stole z żoną i córką, jedzą kolację, kłócą się i on rzuca talerzem? Tak się niszczy symbole. Kolacja w Ameryce to taki właśnie symbol, rytuał, który dzieje się, choćby wszystko inne się nie działo, taka część kultury bardzo obecna w amerykańskim kinie. Kolejne filmy, nieważne, czy to horrory, kryminały, dramaty, kino niezależne czy popularne spod znaku komedii romantycznych albo świątecznych familijnych, kolejne seriale, wszystkie jak leci, te krótkie i długie, poważne i niepoważne, zawsze mają sceny ze stołem, przy którym tata siedzi tam, gdzie powinien siedzieć tata, a mama podaje na stół pieczeń, zdejmuje fartuch i siada tam, gdzie powinna siedzieć mama, dzieci (zazwyczaj brat z siostrą) siedzą na miejscach dla dzieci i są rozmowy o szkole, o pracy, o znajomych, ale zazwyczaj jednak coś ważnego się wydarza, jakiś zwrot, istotne słowa, czasem kłótnie, a wszystko to w geometrycznym porządku prostokątnego stołu, poukładanych na nim symetrycznie potraw, naczyń, sztućców oraz przystołowej hierarchii. Amerykańska kolacja jest tradycją, która trwa od dawien dawna, a w najbardziej klasycznym wydaniu to świat square i Amerykanie z klasy średniej z kijem w dupie, bo często wciąż wygląda jak ta z lat 50., kiedy wszystko było jak w reklamie Heinza.

Czyta się 9 minut

W Kolacji po amerykańsku jest Simon oraz Patty i oni ten świat square rozwalają. Reżyser Adam Rehmeier zrobił taki film, jakby na baby shower wpuścił gang Alexa DeLarge’a z Mechanicznej pomarańczy. Simon (fantastyczny Kyle Gallner) to buntownik od A do Z w stroju buntownika, z miną buntownika, jego postawą i gestami. Buntownik i łobuz, który ma uczucia. Patty (też dobra Emily Skeggs) to cicha myszka w stroju cichej myszki, z miną cichej myszki, jej postawą i gestami. Cicha myszka, która marzy o szaleństwach i uniesieniach. I dają czadu, skacząc po systemie w rytm świetnie dobranej, narzucającej chęć energicznego zadawania ciosów muzyce. Dają popalić sztywnym ludziom wyciętym ze schematów, ale jednocześnie skarykaturyzowanym i śmiesznie pouwypuklanym, jakby ich projektowali bracia Coen – kolegom ze szkoły, pracodawcy Patty czy w końcu jej rodzicom, którzy codziennie przy stole powtarzają te same słowa o kolacji, o mijającym dniu i niespełnionych ambicjach.

W 1959 r. amerykański socjolog Erving Goffman wydał książkę Człowiek w teatrze życia codziennego, w której na nasze codzienne społeczne życie przełożył metaforę spektaklu teatralnego. Mamy więc scenę i kulisy, mamy kostiumy i rekwizyty, mamy w końcu role do odegrania na podstawie istniejących scenariuszy. Wszystkie te trzy filmy korzystają z motywu zrobienia psikusa podczas takiego spektaklu. Biorą na warsztat role przydzielone przez społeczeństwo ze względu na wiek, płeć, pozycję w rodzinie, zawód, biorą rytuały, gesty, normy i je rozwalają, a potem obserwują sobie reakcje. Tak jak bohaterowie filmu Maxa Barbakowa Palm Springs. W bardzo sprawnym scenariuszu chodzi o to, że Nyles (świetny Andy Samberg) i Sarah (świetna Cristin Milioti) są w pętli czasowej. Za każdym razem po zaśnięciu albo śmierci znowu budzą się w tym samym miejscu i tego samego dnia ślubu przyjaciółki dziewczyny Nylesa i siostry Sarah, w którym ci sami ludzie (całkiem fajna zgraja postaci) robią to samo i tylko ci w pętli (a dochodzi jeszcze jeden zagrany przez J.K. Simmonsa) są świadomi, że są w pętli. A co można robić w takiej pętli czasowej, jak nie bawić się i żyć, jakby nie było jutra, w przenośni i dosłownie, i na złamanie karku, w przenośni i dosłownie, bo żywotów ma się nieskończenie wiele? Nic, tylko korzystać z tego ślubu i wesela i je rozwalać, doprowadzając uczestników do wielokrotnych szoków. Nic, tylko chodzić w różne miejsca i łamać społeczne konwenanse. Nic, tylko przeprowadzać niekonwencjonalne działania w stylu jakichś dada albo performerów, w stylu bohaterów Julia Cortázara, którzy dziwacznymi zachowaniami sprawdzali ludzkie reakcje na ulicach czy w sklepach. Bo nic tak pięknie nie niszczy spektaklu jak logicznie (czytaj społecznie) niewytłumaczalne zachowanie jednego z jego aktorów. A jednym z najlepszych spektakli, czyli też kolejnym symbolem amerykańskiej kultury wielokrotnie używanym przez kino – obok kolacji – jest ślub z weselem.

Kolacja po amerykańsku skupiła się bardziej na wątkach społecznego buntu, a Palm Springs poza tym ma też jakieś tam ciągoty filozoficzne. Jest to przecież film o czasie i jego znaczeniu. Skoro czas stanął i można żyć wiecznie, robić wszystko i nic, doznać wszystkiego i wszystkiego spróbować, a granicą są tylko śmierć i sen, które przenoszą cię do tego niekończącego się dnia początku, to tak dla człowieka jest dobrze czy nie? Czy jednak lepiej żyć w świecie, w którym ponosimy odpowiedzialność, istnieje ryzyko, bo jest i śmiertelność, a kolejne dni i ludzkie zachowania pozostają niewiadomą? Gdzie wolność jest większa? Z kolei trzeci film: Obiecująca. Młoda. Kobieta to – poza podobnym do tamtych łamaniem społecznych konwencji – rzecz o moralności spod znaku #MeToo.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Film Emerald Fennell przypomina mi trochę sprawę Bretta Kavanaugha, gdzie z jednej strony było oskarżenie, a drugiej tłumaczenie na poziomie „we were kids” i ta fraza w filmie pojawia się wielokrotnie. Czołówka filmu jest jak z Quentina Tarantino i może nawet reżyser – gdyby dostał taką propozycję i nie miał limitu reżyserowanych przez siebie filmów – zgodziłby się na coś takiego, bo motyw kobiety mścicielki na pewno by mu się spodobał. Gdyby to zrobił, pewnie byłoby więcej krwi i pewnie całość byłaby lepsza. Postaci drugoplanowe są słabe (i w sensie rozpisania, i zagrania, a to drugie poza Alfredem Moliną, ale on zawsze był freakiem) i scenariusz ma parę niedopowiedzeń, ale ogólnie jest nieźle. Mamy konwencję komiksową, bohaterkę trochę w stylu mangi i ogólnie taki pop thriller. Oto Cassandra Thomas pragnie zemsty za to, co spotkało jej przyjaciółkę na studiach. Cassie (rewelacyjna Carey Mulligan) na noc zmienia image na seksowną mścicielkę, a w ciągu dnia jest ubrana dziewczęco i pastelowo z blond włosami z grzywką. Pracuje w pastelowej kawiarni i mieszka w domu rodzinnym urządzonym jak przez rosyjskich milionerów na emigracji: masywne meble, ogromne zasłonokotary, liczne żyrandole, kamienne kominki, obrus pod jakąś folią, potężne portrety psów i dzieci, a wszystko to ciężkie takie, że trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek przemeblowanie bez udziału ekipy potężnych panów od przeprowadzek z pasami do dźwigania dużych gabarytów. Ta delikatność bohaterki za dnia, a do tego spryt, inteligencja i pewność siebie wyglądają w tych sceneriach kuriozalnie. Kawiarnia się jeszcze broni, ale dom sprawia wrażenie chęci zagrania na kontraście i nie do końca to wychodzi, chyba sens ukryty jest tak bardzo, że się nie dokopałam. Podobnie rzecz ma się w paru scenach, gdy w tle lecą popularne hity. Tu feministyczna mścicielka, a tu Paris Hilton. I choć doceniam sceny bazujące na zasadzie kontrastu z muzyką, to tutaj fajnie działa to tylko w ostatniej, w innych zaś ta idea jest karykaturą samej siebie.

Obiecująca. Młoda. Kobieta jest filmem feministycznym i raczej tu nie spoileruję, bo wpisuje się w wiadomą dyskusję. Twórcy stają po jednej stronie i nawet jeśli druga ma okazję do argumentów, to są one tylko po to, by pokazać rację pierwszej. Nie ma więc wielkich sporów, a sprawa postawiona jest tak, że nie ma o co się spierać. Są tu też – podobne jak w poprzednich filmach – wątki społeczne czy raczej antyspołeczne. Dawna koleżanka Cassie z rozbrajającą szczerością stwierdza, że „nie ja wymyślam zasady”, czym odsuwa od siebie odpowiedzialność, ale i możliwość wyrażenia jakiejkolwiek opinii, opowiedzenia się po którejś ze stron, podjęcia indywidualnej decyzji, bo ktoś za nią już zdecydował o tym, jak oceniać zjawiska w świecie czy ludzkie zachowania i co o nich mówić. Do tego wszystkie sceny między główną bohaterką a jej rodzicami to amerykańskie kolacje i mieszczańskie zapytania o przyszłość, pracę, chłopaka, oczekiwanie za oczekiwaniem, bo wszyscy o przyszłość Cassie pytają i co ona ma im odpowiedzieć. Oczekiwania są wszędzie i człowiek wchodzący do kawiarni oczekuje spektaklu, podczas którego on gra klienta, a ktoś po drugiej stronie lady miłego pracownika, a jeśli nie to… bum!

Co łączy te filmy, oprócz tego, że wszystkie są z 2020 r., z Ameryki, że są świetnie zagrane oraz mają ciekawe i oryginalne scenariusze pełne zwariowanych pomysłów i antyspołecznych wątków? Wszystkie też miały premierę na Sundance Film Festival, któremu ufam i to mnie głównie do tych filmów zachęciło, bo nie informacje o klimacie komedii i ładne kolory ze zdjęć. Wszystkie te filmy to kino niezależne, ale takie w stylu pop. Sam fakt, że do nas trafiły, ma już znaczenie, bo wiele filmów z Sundance, jeśli tu trafia, to tylko na festiwalach (wprawdzie Kolacja po amerykańsku nie była jeszcze w szerokiej dystrybucji, nie wiem, czy w ogóle będzie, ale pokazów trochę miała i opinii też o niej całkiem sporo). Do tego trzeba dodać te imponujące listy nominacji do największych nagród, szczególnie dla Palm SpringsObiecującej. Młodej. Kobiety. To takie kino niezależne wchodzące do mainstreamu, i to frontowymi drzwiami. Warto ten fakt zauważyć, bo zazwyczaj kino niezależne wcale nie chce tam wchodzić. Jednak jest kinem niezależnym dla ogółu publiczności, dla każdego i dla wszystkich.

To kino jest taką sztuką, która może być zarówno w galeriach i muzeach, jak i w galeriach handlowych, i zarówno do tych pierwszych, jak i tych drugich pójdą na nią bywalcy obu. Trochę jak Andy Warhol, tylko dalej i bardziej zapuszczając się w XXI w. Jeśli więc Quentin Tarantino jest Andym Warholem kina, a pewnie jakoś tam jest, to Adam Rehmeier, Max Barbakow i Emerald Fennell idą jeszcze dalej i nie oznacza to, że lepiej czy bardziej kontrowersyjnie, a wręcz przeciwnie, bo po prostu tym pop torem. Nie ma się co oszukiwać – w żadnym z tych filmów nie znajdziemy jakiegoś wybitnego kina autorskiego, artystycznej awangardy czy dzieła uniwersalnego. Znajdziemy za to fajną grę z konwencją. Reżyserzy pokazują nam schematy tak schematyczne, że już bardziej się nie da, po czym je burzą.

Kolacja po amerykańsku to film młodzieżowy, dziewczyna z dobrego domu plus zbuntowany chłopak, a w tle zespół o mocniejszych brzmieniach, naśmiewający się z inności rówieśnicy i rodzice oczekujący życiowych decyzji o pójściu utartą ścieżką. Klasyk.

Palm Springs to komedia romantyczna o parze, która poznaje się na weselu z żurnala, gdzie on przychodzi z kobietą, z którą wcale nie chce być, a ona jest czarną owcą – siostrą panny młodej. Klasyk.

Obiecująca. Młoda. Kobieta to dramat z domieszką thrillera o kobiecie, która mści się za tragiczne wydarzenia z przeszłości, ale poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje, i chce zacząć znowu normalnie żyć. Klasyk.

To wszystko ma tu znaczenie, bo jest po to właśnie, by twórcy mogli się tym bawić, z tego naśmiewać, skakać po tym i to rozwalać, tak jak ich bohaterowie czynią ze społecznym porządkiem. Mówią nam też wiele o poważnych sprawach, tylko że znowu, gdybyśmy mieli to porównać np. do muzyki, to nie jest to ambitna free jazzowa improwizacja czy rockowa ballada z wymyślnymi riffami, ale pop z niegłupim tekstem i bardziej skomplikowaną linią melodyczną. Gdybyśmy mieli porównać do literatury, to to nie żaden filozoficzny esej czy powieść, ale tekst z krótkimi zdaniami, najlepiej w formie rapu. Do sztuki już porównaliśmy. No więc to takie kino niezależne na nasze czasy.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!