pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Tym razem nie tak nową powieść sławnej pisarki przedstawia
2019-12-13 23:59:00

Jak Olga Tokarczuk napisałaby „Władcę Pierścieni” J. R. R. Tolkiena

Jak Olga Tokarczuk napisałaby „Władcę Pierścieni” J. R. R. Tolkiena

Najgorsze były zimno. Frodo ciągle czuł się zmarznięty, nawet latem. Nie pomagał sprowadzony specjalnie z Minas Tirith wełniany pled. Nie pomagał nowy kominek, większy od tego, do którego Gandalf wrzucił przed laty Pierścień. Zimno nie przychodziło z zewnątrz, tylko z wewnątrz, ze środka ciała. Nie wiedział, skąd się tam wzięło.

Którejś nocy przyśniło mu się, że jego serdeczny palec, odgryziony przez Golumma, nie spłonął w ogniach Orodruiny. Leży na półce skalnej, nietknięty rozkładem, maleńka organiczna wypustka w ogromie wulkanu. Froda wzruszała jego delikatność i słabość. Martwił się, że palec jest samotny, że otaczają go tylko kamienie i ogień, żywioły bezlitosne i twarde, nie przypominające miękkiej, gąbczastej, wilgotnej faktury hobbiciego ciała. We śnie zrozumiał, dlaczego ciągle jest mu zimno. To z powodu utraty palca. Przez wygryzioną zębami Golumma dziurę wyciekło całe ciepło, jak piwo z przedziurawionej beczki. Zrozumiał to we śnie i zapamiętał po przebudzeniu. Spojrzał na swoją prawą rękę. Blizna zdążyła zarosnąć – ktoś, kto nie znałby jego historii, mógłby pomyśleć, że taki, czteropalcy, się urodził. Dotknął jej i wydawało mu się, że czuje leciutkie ssanie. To dłoń próbuje przyciągnąć palec z powrotem, pomyślał. „Uspokój się”, powiedział do dłoni. „Palec spłonął w ogniu wulkanu, razem z Pierścieniem, razem z biednym Smeagolem. To był tylko sen. Nie odzyskamy go”. Ale dłoń chyba go nie rozumiała, bo ssanie nie ustawało.    

Raz na kwartał przyjeżdżali go odwiedzić Pipin i Merry. W Hobbitonie dołączał do nich Sam. Siadali u niego w kuchni, pili piwo i, stukając się kuflami, co chwila powtarzali „pamiętasz”? Kiwał głową, że tak, chociaż tak naprawdę wcale ich nie słuchał. Kiedy piwo uderzyło im do głowy, zaczynali śpiewać pieśni o Wyprawie. Mieli ładne, mocne głosy, ale Froda te pieśni drażniły. Były za wesołe, zbyt triumfalne. Nie pasowały do cuchnącej jaskini Szeloby, do wdrapywania się na czworakach na Górę Przeznaczenia. Nie pasowały do bólu, który poczuł, kiedy Gollum odgryzł mu palec. Przymykał oczy i myślał, co by było, gdyby palec faktycznie ocalał, jak w tamtym śnie. Czy dałoby radę odzyskać go z wnętrza Góry? Merry i Pipin myśleli, że wczuwa się w ich pieśni i ośmieleni, śpiewali więcej i głośniej. Kiedy po paru dniach wyjeżdżali, czuł ulgę. Stał w progu i nieuważnie machał im chusteczką.

W nocy miał kolejny sen. Śniło mu się, że palec wydostał się z wulkanu i powoli, centymetr po centymetrze, pełznie w stronę Shire. Frodo obserwował go z góry, jakby był ptakiem. Pełznący palec wyglądał jak robak, jak nieco grubsza dżdżownica. Jego cielisty kolor odcinał się wyraźnie na tle szarego, skalistego Mordoru. Przez cienką skórę prześwitywało krwiste, mokre wnętrze. Na mniejsze kamienie mozolnie się podciągał, przy większych jakby się zastanawiał, a potem wybierał drogę okrężną.  Był taki bezbronny. Czy jakiś inny ptak go nie pożre? Frodo rozejrzał się przerażony – wydawało mu się, że słyszy z oddali pohukiwanie sowy. 

Obudził się, szczękając zębami. Ssanie w dłoni było silniejsze, nie musiał jej dotykać, żeby je poczuć. Otulił się ciaśniej pledem, ale dalej było mu zimno.    

 

  

 

Data publikacji:

Grzegorz Uzdański

Grzegorz Uzdański

Urodził się w 1979 r. Do niedawna nauczyciel filozofii i etyki w warszawskim Społecznym Gimnazjum nr 20 ,,Raszyńska”, autor strony Nowe wiersze sławnych poetów oraz powieści „Wakacje” (Wydawnictwo W.A.B., 2016) i „Zaraz będzie po wszystkim” (Wydawnictwo W.A.B., 2019). Śpiewa i pisze teksty w zespole Ryby, pisał też teksty na płyty zespołów Extra i Jerz Igor. Występuje w grupach improwizacji komediowej: Dobrze, Cinema Disco i składzie Resortu Komedii. Należy do grupy skeczowo-komediowej Wszystko Będzie Dobrze. Działał w Porozumieniu Kobiet 8 Marca przy organizacji warszawskich Manif. W 2015 r. pod kierunkiem profesora Jacka Migasińskiego obronił w IF UW pracę doktorską „Płynność pojęć. Próba interpretacji »Sein und Zeit«”. Mieszka w Warszawie.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!