Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Eksperyment literacki oparty na intrygującej zamianie ról proponuje
2019-02-17 23:55:00

Jak Małgorzata Musierowicz napisałaby „Władcę Pierścieni” J.R.R. Tolkiena

Plan zdjęciowy Hobbiton, Matamata, Nowa Zelandia, zdjęcie: Andres Iga / Unsplash
Jak Małgorzata Musierowicz napisałaby „Władcę Pierścieni” J.R.R. Tolkiena
Jak Małgorzata Musierowicz napisałaby „Władcę Pierścieni” J.R.R. Tolkiena

– No jeśli Caradhras nie jest niebezpieczny, to ja już nie wiem, co jest.

– A ja wiem. Moria.

– Moria to wspaniałe, bezpieczne miejsce! – zakrzyknął dziarsko Gimli. – A ty jesteś uprzedzony jak typowy elf.

Orzeł, do którego właśnie ośmieliłaby się wystąpić z polemiką glista, nie spojrzałby na nią z chłodniejszą wyższością niż Legolas na Gimlego.

– Ja? Uprzedzony? Do czego?

– Jak to do czego? – zapowietrzył się Gimli. – Do kopalni.

– Gimluś, teraz to insynuujesz. Jeśli jestem do czegoś uprzedzony, to do mrocznych miejsc, gdzie króluje zło.

– Mroczna to jest akurat wasza puszcza, a nie Moria!

– Za pozwoleniem, od Lasu Zielonego Liścia się odczep!

– Silentium, kochani! – Gandalf podniósł głowę znad apetycznie opasłego tomu Pliniusza Młodszego. – Krzyki, jak wiemy od starożytnych, nigdy nie pomagają namysłowi. A już na pewno nie pomagają mi w lekturze. Quet turbulat, net reconciliantur.

– Seneka – odgadł machinalnie Aragorn – Legolas, Gimli, nie kłóćcie się.

– Ja się nie kłócę! To Legolas się żołądkuje.

– Co? Co ja robię?

– Żołądkujesz się, Legolasieńku, żołądkujesz się. Co na marginesie świadczy o tym, że podskórnie czujesz, że nie masz racji.

– Słucham? Na Jowisza, ten krasnolud przekracza wszystkie granice tupetu!

Frodo z rozczuleniem przyglądał się drużynie. Gimli, brodaty i zażywny, wpatrywał się zaczepnie w Legolasa, ale w głęboko osadzonych, brązowych oczach igrały mu jak zwykle figlarne iskierki. Także Legolas – subtelne jasnowłose stworzenie o długich nogach i wybitnym profilu – nie wydawał się rozzłoszczony na serio. Aragorn przyglądał się im z czuło-drwiącym zniecierpliwieniem, równocześnie mieszając energicznie strażniczą zupę porową na kolację. W czarnych włosach pojawiły się pierwsze siwe nitki. „Postarzał się – pomyślał Frodo z przerażeniem – postarzał się, a ja tak mało mu pomagam. Dlaczego on sam przyrządza tę nalewkę, dlaczego nie przyrządzam jej ja? Nigdy się o niego nie troszczyliśmy, to on był od troszczenia się o nas. Od dzisiaj to się zmieni” – zdecydował Frodo i wrócił do obserwowania drużyny. Gandalf, który w międzyczasie zdążył już zapomnieć o sprawie Morii i Caradhrasa, czytał Piliniusza, popijał napar athelasowy ze swojej ulubionej podróżnej czarki z entem, odizolowany od toczących się nad jego głową przekomarzanek i był całkowicie szczęśliwy.

Merry i Pipin kroili chleb i ser na kolację, ich przystrzyżone na krótko (według najnowszej hobbiciej mody) kędziory – orzechowe Merry’ego i złote Pipina – błyszczały w październikowym słońcu. Sam, który podjął się przyniesienia dodatkowego chrustu na ognisko, uzbierał z niego stos, który całkowicie zasłonił mu pole widzenia.

– Panie Frodo – krzyknął. – Gdzie pan jest? Bo ja nic nie widzę!

Zakolebał się niebezpiecznie, wypuszczając kilka gałązek.

– Wywrócę się – jęknął w przebłysku zrozumienia, zahaczając równocześnie nogą o wystający korzeń. I już leżał na ziemi, śmiejąc się całą swoją rumianą mordką.

„Kocham ich – pomyślał Frodo – kocham tę bandę wariatów”. Nagle na ramieniu poczuł czyjąś ciężką rękę. Odwrócił się przestraszony.

– Nie bój się – mruknął Boromir, posępny dryblas o barach atlety i oczach spaniela. – Znalazłem w lesie pieczarki, słyszałem, że wśród niziołków je lubicie. Chyba że to kanie? Nie rozróżniam kań i pieczarek.

Zarumienił się, spuścił oczy i bezradnie poruszył niedźwiedziowatymi ramionami.

– Czuję, że to kanie. To kanie, tak?

Frodo poczuł, że zalewa go fala ciepła i wyrzutów sumienia, bo przecież jeszcze wczoraj zastanawiali się z Samem, czy Boromir – jako wzorcowy, acz sympatyczny okaz gondorskiego militarysty – czegoś aby nie knuje. Jak mógł podejrzewać o cokolwiek tego poczciwca?

– Nie, Boromirze, to nie kanie – oznajmił z godnością. – To bez wątpienia pieczarki i zaraz je przyrządzimy. Tak się składa, że w gotowaniu pieczarek jestem mistrzem.

Klepnął Boromira po ramieniu (wspinając się w tym celu na palce) i razem ruszyli w stronę ciepłego płomienia ogniska.

 

Data publikacji:

Grzegorz Uzdański

Grzegorz Uzdański

Urodził się w 1979 r. Nauczyciel filozofii i etyki w warszawskim Społecznym Gimnazjum nr 20 ,,Raszyńska”, autor strony Nowe wiersze sławnych poetów i powieści „Wakacje” (Wydawnictwo W.A.B., 2016). Śpiewa i pisze teksty w zespole Ryby, pisał też teksty na płyty zespołów Extra i Jerz Igor. Występuje w grupach improwizacji komediowej: Dobrze, Cinema Disco i składzie Resortu Komedii. Należy do grupy skeczowo-komediowej Wszystko Będzie Dobrze. Działał w Porozumieniu Kobiet 8 Marca przy organizacji warszawskich Manif. W 2015 r. pod kierunkiem profesora Jacka Migasińskiego obronił w IF UW pracę doktorską „Płynność pojęć. Próba interpretacji »Sein und Zeit«”. Mieszka w Warszawie.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!