Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Z Jackiem Nicholsonem w Hollywood rozmawiał
2017-06-20 00:00:00

Jack Nicholson mówi, jak było

Jack Nicholson mówi, jak było

Aktorzy z reguły udzielają wywiadów na konferencjach prasowych, bądź w wytwórniach filmowych za pośrednictwem – i zwykle w obecności – agenta prasowego, czasem w jego biurze. Chyba, że dziennikarz ma wyjątkowo dobre „chody” towarzysko-kumoterskie. To się tu liczy najbardziej. A wasz wysłannik je miał.

Jack Nicholson zaprosił mnie pewnego popołudnia na drinka (było jednak trochę ceregieli) do swojej willi w Beverly Hills, malowniczego regionu rezydencji tuzów ze świata filmu. Bohater Chinatown mieszka za „siódmą górą”. Jego stosunkowo skromna willa przycupnęła na płaszczyźnie wzniesienia, tonącego w zieleni, skąd roztacza się pyszny widok na Los Angeles. Siedzimy przy starym drewnianym stole (meksykańskim?) na drewnianych stołkach-fotelach ze skromną ornamentyką ludową. Nicholson zapuścił wąsy, twarz pokrywa lekki zarost (czyżby zadatek na brodę?). Rolę gospodyni spełnia (serwuje teraz drinki) bardzo ładna wysoka dziewczyna – narzeczona aktora. Nosi dźwięczne imię Anjelika i słynne nazwisko. Jest bowiem córką znakomitego reżysera, Johna Hustona. Nicholson wypija spory łyk dżinu z tonikiem, odstawia szklankę i przesuwając ręką po przerzedzonej czuprynie proponuje:

Proszę, niech pan pyta. 

Jakimi kryteriami kieruje się pan przy wyborze roli? Jakie elementy bierze pan szczególnie pod uwagę, otrzymując do wglądu scenariusz? 

Najbardziej sobie cenię, więcej, ekscytują mnie te role, które dają aktorowi szansę najwyższej próby sił, stanowią wyzwanie dla jego umiejętności. Gdy rozważam nową propozycję, kwestią niezwykle dla mnie ważną jest osoba reżysera, który ma wziąć film na warsztat. 

Jak układa się współpraca z Romanem Polańskim? Czy dobrze się rozumieliście na planie? 

Jak najlepiej. Przypomnę, że z Romanem łączą mnie bliskie przyjacielskie więzi. To bardzo ułatwiało współpracę. Poza tym obaj jesteśmy chyba niezłymi profesjonalistami.

W przeszłości nieomal obowiązkowa była m.in. reguła, że gwiazda musi być piękną kobietą, a gwiazdor bardzo przystojnym mężczyzną. Obecnie mówi się, że uroda jako taka nie daje większych szans. Czy pan podziela ten pogląd? 

Nie wiem nic bliższego o tej regule. Pewnie wymyślili ją dziennikarze... Osobiście jestem zdania, że jeżeli ktoś osiąga sukces na ekranie, to dzieje się to za sprawą przede wszystkim jego talentu i osobowości – a nie nowych trendów... 

Dzisiejsze kino prezentuje inny model fizyczny aktora, inną niż dawniej aparycję. Na przykład pan w opinii kobiet uchodzi za przeciętnie przystojnego aktora: są takie, co twierdzą, że pan w ogóle nie jest przystojny...

Dobrze, że mi pan o tym powiedział... (Nicholson śmieje się). 

Czy zamierza pan zmieniać profil swoich ról? Jeśli tak, to wolałby pan występować w charakterze bohaterów czy antybohaterów? 

Po takim pytaniu mógłbym pana mocno przyprzeć do muru, aby pan zdefiniował to, co ja robię w kinie... Już na samym początku mojej kariery filmowej, na długo zanim zacząłem osiągać pierwsze sukcesy, miałem następującą dewizę: aktorstwo będzie dla mnie tą próbą sił, w której sprawdzę się poprzez różnorodność ról. I dlatego wcielam się w różne postacie, grywam bohaterów i antybohaterów. Tak, tylko różnorodność ról, a nie granie stale tych samych lub podobnych. Oto moja zasada. 

Ile ma pan zwykle czasu na przygotowanie roli? Trzy, cztery tygodnie? Dwa miesiące? 

To zależy. Zazwyczaj nie mam aż tak wiele czasu... Do niektórych ról właściwie nie przygotowywałem się w ogóle; zapoznając się jedynie z treścią i założeniami scenariusza, ustalałem taką czy inną koncepcję postaci. 

Jak było w przypadku Chinatown?

Była już mowa o tym, że miałem swój wkład w koncepcję scenariusza tego filmu, dzięki czemu poznałem materiał na jakiś rok przed rozpoczęciem realizacji. Siłą rzeczy doskonale wdrożyłem się w rolę. Zresztą później nie miałbym na to czasu. Tak się bowiem złożyło, że po ukończeniu pracy w filmie Antonioniego Zawód: reporter wylądowałem w Hollywood o szóstej rano, a już o dziewiątej zjawiłem się w studio do pierwszych ujęć w Chinatown. Jeszcze tkwiłem „jedną nogą” w tamtej roli, a już trzeba się było wcielać w postać detektywa Gittesa. 

Jak się układała pana współpraca z Antonionim? 

Dobrze. Chociaż należy on do trudnych twórców, bo przecież niełatwa jest współpraca z reżyserami, którzy podejmują szczególnie ambitne, trudne zadania. Jeżeli Antonioni czy inni wybitni reżyserzy bywają trudni, to cechę tę narzuca przede wszystkim – co jest rzeczą naturalną – ciężar ambitnego, nierzadko wyjątkowego dzieła, jakie zapragnęli stworzyć. 

Jak aktor pana rangi przyjmuje złe recenzje? 

Owszem, miewałem złe recenzje i to wcale niemało. Reakcja jaką one wywoływały zależała od tego czy były pouczające, prowokujące do przemyśleń na temat doskonalenia warsztatu – wówczas mogły być pomocne. Ale jeśli okazywały się krytyką dla krytyki, manifestacją takiego czy innego gustu, uproszczonym trybem stwierdzające że „to nam się podoba, a to nam się nie podoba”, to takie recenzje nie dawały żadnych skutków, poza rozczarowaniem. 

Po nakręceniu pana ostatniego filmu Przełomy Missouri, współpartner, Marlon Brando powiedział tak: „Jack jest człowiekiem o wielkiej inwencji”. 

Nie wyobrażam sobie, żeby aktor nie mający odpowiednio dużego doświadczenia i wysokiej profesjonalnej zdatności mógł wystąpić jako partner tak wspaniałego artysty jak Marlon Brando. On jest naprawdę kimś wyjątkowym. Chyba każdy aktor chciałby pracować z Marlonem, co jest – sądzę – rzeczą zrozumiałą i słuszną. 

Czy fakt, że na planie występują dwie tak duże aktorskie indywidualności, nie niesie dla filmu ujemnych skutków, choćby podświadomej rywalizacji? 

Z Marlonem Brando rozumieliśmy się doskonale i współpracowaliśmy nader harmonijnie. 

Aktorzy nie mogą być jednak jakimś produktem seryjnym – są indywidualnościami na miarę swoich własnych osobowości. Brando jest aktorem doskonałym – umie bezbłędnie rozwiązać każdą własną sytuację na planie i potrafi znaleźć kontakt z poszczególnymi partnerami. Jego doskonałość zobowiązuje i występujący z nim aktor musi grać maksymalnie dobrze. Gdy mówię „grać dobrze” mam na myśli m.in. właśnie umiejętność nawiązywania kontaktu z partnerami. 

Ale dobre aktorstwo to oczywiście coś więcej. Jedną z przyczyn, która sprawia, że sztuka aktorska ma taki oddźwięk u widzów, jest moim zdaniem fakt, że zasadza się ona na bardzo indywidualnym działaniu wykonawcy. Jaka jest recepta na własną indywidualność, jak się „robi to dobre aktorstwo”, na czym polega anatomia sukcesu w aktorskim powołaniu – pytano mnie o to setki razy. I zawsze wtedy oświadczałem – jak najbardziej serio – że nie umiem do końca odpowiedzieć na to pytanie. Wracając jeszcze do Brando: jego najwyższej klasy aktorstwo działa stymulująco na grę współpartnerów. Sam to na sobie sprawdziłem. 

Hollywood, w grudniu

Tekst z archiwum (skrót), nr 1606/1976 r. (pisownia oryginalna).
 

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

7 to nadzwyczajna liczba w numerologii – w Chinach brzmi podobnie do słowa „pewny”. U nas masz siedem pewnych i bezpłatnych artykułów do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!