Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” – poznaj nasze czułe struny!

Ta jesień jest pełna czułości! A już na pewno jest jej pełen jesienny „Przekrój”. W nowym numerze piszemy o tym, jak czułością zmieniać świat, a także o: mądrej edukacji, hologramach, grzybach (też tych, wiadomo których), dojrzałości i Inkach. Zastanawiamy się, czym jest prawda i jak opisać piękno. 196 stron do czytania przez trzy miesiące!

Kup numer na jesień

Jesienny „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Elektryfikacja wsi. Żołnierze wyklęci. Zimna wojna. Postęp. Przyroda. Muzyka. Futurystyka. Monumentalizm. ...
2021-09-08 00:00:00
sztuka

Iskra i wyklęci, czyli pieśń o elektryfikacji

Grafika promująca wystawę Agnieszki Polskiej „Plan Tysiącletni” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (materiały prasowe)
Iskra i wyklęci, czyli pieśń o elektryfikacji
Iskra i wyklęci, czyli pieśń o elektryfikacji

Czy istnieje socrealizm magiczny? Jeżeli nawet go dotąd nie było, to teraz już jest. Gatunek stworzyła Agnieszka Polska w Planie tysiącletnim – monumentalnej instalacji wideo, która latem wypełniła Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Czyta się 8 minut

Na czym polega ów magiczny socrealizm? Wyobraźmy sobie musical o elektryfikacji polskiej wsi oraz o żołnierzach wyklętych, z elementami wizjonerskiego futuryzmu, z udziałem gwiazd teatru, wystawiony w galerii w formie dwukanałowej, immersyjnej wideoinstalacji. Taki właśnie brawurowy plan realizuje Agnieszka Polska w Planie tysiącletnim.

*

W pawilonie MSN nad Wisłą rzadko zdarzają się wystawy solowe, a do tej pory nigdy nie było wystawy wyłącznie jednej pracy.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Po wejściu do hali ekspozycyjnej widz trafia między dwa ustawione naprzeciwko siebie gigantyczne ekrany. Nie da się na nie patrzeć jednocześnie; oglądanie Planu tysiącletniego polega na ciągłym zmienianiu perspektywy między dwoma dopełniającymi się wątkami tej samej historii.

Plan tysiącletni to rzecz wizualnie porywająca. Operator Radek Ładczuk uwodzi obrazami rozgrzanej w letnim słońcu natury. W tych pięknych okolicznościach przyrody rozgrywają się historyczne dramaty i toczą procesy cywilizacyjnych przemian. Jesteśmy na Lubelszczyźnie, mamy początek lat 50. i dwie pary bohaterów.

Dwójka młodych inżynierów (w tych rolach Jaśmina Polak i Julian Świeżewski), idealistów i pionierów postępu, przemierza sielskie bezdroża, wytyczając linie wysokiego napięcia; przybyli tu z misją elektryfikacji wsi.

Druga para bohaterów to żołnierze wyklęci AK – niezłomni, antykomunistyczni partyzanci, którzy nie wyszli z lasu i czekają w nim na wybuch trzeciej wojny światowej (grają ich Bartosz Gelner i Piotr Polak).

Te dwie pary wcześniej czy później muszą się spotkać. Będą mierzyć się wzrokiem z umieszczonych naprzeciwko siebie ekranów, a widz znajdzie się na linii ognia tych spojrzeń – to jasne od samego początku. Ale jak się skończy? Żołnierze wyklęci zgładzą swoich rówieśników – młodych inżynierów – jako funkcjonariuszy systemu? Oszczędzą ich jako agentów postępu cywilizacyjnego? Rzucą karabiny w krzaki i przyłączą się do budowy zelektryfikowanej, nowoczesnej, ale komunistyczno-sowieckiej Polski?

Nie będę spoilerować: tym bardziej że w pracy Agnieszki Polskiej nie chodzi o tego rodzaju fabularne ani ideowe rozstrzygnięcia.

Sekret wydarty błyskawicom

Na pierwszy rzut oka projekt Polskiej wpisuje się w aktualne debaty tak dobrze, że artystkę można by niemal posądzić o koniunkturalizm. Wszystko tu jest: i „ludowa historia Polski”, i spór o modernizację, spuściznę PRL oraz dziedzictwo antykomunistycznego podziemia.

Elektryfikacja wsi to świetny klucz do otwierania takich dyskusji. Przed 1939 r. prąd docierał do co setnej wioski w II Rzeczypospolitej. Dla stalinowskich władz upowszechnienie dostępu do energii elektrycznej było tym, czym dla władzy obecnej jest 500 plus – sztandarowym projektem realizowanym dla ludzi, zgodnie z leninowską myślą, że „socjalizm to władza rad plus elektryfikacja”. Projekt ruszył w 1950 r. W wymiarze propagandowego efektu był nie do przebicia; oto komunistyczna władza niosła nowoczesność i światło wszędzie tam, gdzie do tej pory panował mrok, ledwo co rozpraszany mdłym blaskiem lamp naftowych i kaganków. Wokół elektryfikacji wykształciła się specyficzna obyczajowość; zapalaniu się pierwszych żarówek we wsi towarzyszyły przemówienia, w których obowiązkowo cytowano Lenina. Były również świnio- i kurobicia, uczty, libacje, a także rytualne rozbijanie lampy naftowej, symbolu zacofania – zaszczytu dokonania tego aktu dostępował zwykle najstarszy mieszkaniec osady.

Ktoś powie, że gdyby zamiast komunistów rządzili demokraci, elektryfikacja także by nastąpiła. Nie zmienia to jednak faktu, że w Polsce prąd do wsi dociągnęli właśnie komuniści. Paradoks czasów stalinowskich polega na tym, że role agentów postępu odegrali przedstawiciele sił reżimowych, stawiając antykomunistyczną opozycję w kłopotliwym położeniu. Można bowiem sprzeciwiać się tyranii, ale jak walczyć z postępem? Tym bardziej że elektryfikacja nie sprowadzała się przecież do propagandowej nadbudowy; była prawdziwą operacją modernizacyjną, pilnie potrzebną i z radością witaną przez obywateli.

W dobie socrealizmu poematy o elektryfikacji były na porządku dziennym. Socrealizm to gatunek skompromitowany. Co by jednak było, gdyby wziąć na warsztat klasycznie socrealistyczny temat i zaktualizować go poprzez nasycenie magią, futuryzmem, współczesną wizualnością i poetycką frazą? Na taki właśnie zabieg zdecydowała się autorka Planu tysiącletniego.

Agnieszka Polska lubi historyczne rewizje i wycieczki w przeszłość. Plan tysiącletni nie jest jej pierwszą tego typu wyprawą. Jako świeżo upieczona absolwentka krakowskiej ASP wygrała w 2011 r. malarski Konkurs im. Gepperta, ale już wtedy jej zainteresowania koncentrowały się wokół tworzonych z archiwalnych materiałów kolaży i animacji. Dalsze poszukiwania prowadziły artystkę w stronę form parakinematograficznych, w których elementy nadrealistyczne łączyła z fikcją fabularną, filmowym esejem i czymś, co można by nazwać dokumentem magicznym. Jej pierwszy autorski film fabularny, Włosy z 2012 r., opowiadał o PRL-owskich hipisach, którzy w latach 70. dostają się do Indii, by szukać tam mitycznej, obiecującej oświecenie komuny. W Future days fikcjonalizowała historię polskiej i niemieckiej neoawangardy. W How the work is done przywoływała historię studenckiego strajku na ASP w Krakowie w 1956 r. W swojej największej, ukończonej w przededniu pandemii fabule Hura. Wciąż żyjemy! opowiedziała o komunie niezależnych filmowców, którzy w Niemczech lat 70. pracują nad projektem o Róży Luksemburg. Punktem odniesienia dla tej historii była postać kultowego reżysera Rainera Fassbindera oraz skupiona wokół niego sekta wyznawców, tematem zaś rozterki artystycznej lewicy, po 1968 r. rozdartej między sztuką a pragnieniem radykalnego, rewolucyjnego działania, którego uosobieniem w tamtych latach była Frakcja Czerwonej Armii.

Agnieszka Polska (materiały prasowe)
Agnieszka Polska (materiały prasowe)

Polska od lat mieszka i pracuje w Berlinie. W 2017 r. zdobyła Preis der Nationalgalerie, nagrodę przyznawaną co dwa lata najciekawszym młodym artystom i artystkom działającym w Niemczech. Wśród poprzednich laureatów tego prestiżowego wyróżnienia byli m.in. Omer Fast, Monica Bonvicini oraz Anne Imhof, zdobywczyni Złotego Lwa w Wenecji w 2017 r. Równie głośny co nagroda stał się list otwarty opublikowany przez Agnieszkę Polską oraz trzy pozostałe nominowane do wyróżnienia artystki: Sol Calero, Iman Issę i Jumanę Manna. Twórczynie, z których żadna nie jest rodowitą Niemką, były zbulwersowane podkreślaniem przez organizatorów konkursu ich etnicznego pochodzenia oraz płci. Z faktu, że do nagrody nominowano cztery kobiety i w dodatku same „cudzoziemki”, zrobiono marketingowy popis – artystki poczuły się zinstrumentalizowane i uprzedmiotowione. Ich protest odbił się echem nie tylko w Niemczech.

Autorka Planu tysiącletniego jest artystką zaangażowaną – ale na swój sposób i na własnych prawach. Podejmowane przez nią tematy wpisują się w publiczne dyskusje, jednak Polska nie pozwala ustawiać swojej sztuki po tej czy tamtej stronie barykady politycznych sporów. Staje po stronie zmysłowości i wyobraźni, która pozwala przekraczać zero-jedynkową, uproszczoną logikę współczesnych, spolaryzowanych debat.

Podobnie postępuje w Planie tysiącletnim. To nie jest projekt o tym, czy żołnierze wyklęci byli „dobrzy” czy „źli”. Ani o tym, czy energetycy wytyczający linie wysokiego napięcia w wiejskim pejzażu lat 50. służyli postępowi czy umacnianiu komunistycznej władzy. To nie jest nawet do końca rzecz o historii, choć przeszłość odgrywa tu ważną rolę, zaplata się z teraźniejszością – i przyszłością.

Plan tysiącletni jest filmem o przyrodzie – i o technologii, która wkracza w świat natury i w ludzką wspólnotę, by zupełnie ją odmienić. To rzecz o młodości – i nowoczesności. Prawdziwą bohaterką tego projektu jest energia. To aktorka polityczna, bo kto wytwarza, przesyła, magazynuje i dystrybuuje energię, ten ma moc sprawczą, władzę. To jednak również aktorka magiczna; jeszcze w czasie elektryfikacji inżynierowie nazywali prąd elektryczny „sekretem wykradzionym błyskawicom”. U Polskiej o tym sekrecie nie tylko się mówi. Elektryczność można również zobaczyć, a także usłyszeć – jej głos rozbrzmiewa w musicalowej części filmu.

Najbardziej ze wszystkiego Plan tysiącletni jest projektem o pojęciu sieci, którego przykładem, ale i metaforą jest elektryfikacja. Sieć, która w nielinearny sposób łączy miejsca i ludzi, sieć tworzona przez człowieka, która nieodwracalnie zmienia społeczeństwo – i naturę. W tym sensie osadzony w historycznych realiach projekt Polskiej jest współczesny, a nawet futurystyczny, bo plan tysiącletni – wielki plan usieciowienia świata – w latach 50. dopiero się przecież zaczynał, a jego realizacja trwa do dziś i cały czas nabiera tempa. W jednej ze scen bohaterowie filmu – zarówno partyzanci, jak i inżynierowie – widzą oczyma wyobraźni świat przyszłości, zbudowany z energii i informacji, przypominający wizję z widowiska science fiction.

Polska umieszcza w Planie tysiącletnim bogaty zbiór tropów i pojęć, które rzadko mają okazję się spotkać (żołnierze wyklęci i futurystyka? socjalizm i magia?). Nie porządkuje ich jednak w dyskursywny wykład. Zestawia je raczej tak, jak układa się słowa i frazy w poezji, która potrafi przekroczyć linearną, przyczynowo-skutkową logikę prozatorskiego wywodu. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że w Planie tysiącletnim Polska ucieka od trudnych historycznych problemów w estetykę: w długo celebrowane, nieprzyzwoicie piękne ujęcia, w nadrealistyczne animacje, urodę zatrudnionych przez siebie aktorów, a także w muzykę – film kończy długa, hipnotyczna pieśń elektryczności w wykonaniu eksperymentalnej wokalistki Antoniny Nowackiej. Niekoniecznie jednak chodzi o ucieczkę. Ta wizualno-muzyczno-technologiczna poezja jest raczej drogą wyjścia poza schematy, którymi myślimy o postępie, nowoczesności, elektryczności, przeszłości i przyszłości. Dziś, kiedy dyskusje o przeszłości grzęzną w jałowości spolaryzowanych sporów, a wyobrażenie przyszłości rozmywa się w mgłach lęku i pesymizmu, takie poetyckie wyjście jawi się jako godne uwagi – tym bardziej że jest bardzo piękne.

 

Agnieszka Polska
Plan tysiącletni
Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa – do 19 września 2021 r.
kuratorka: Natalia Sielewicz
www.artmuseum.pl

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!