pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Halo, tu "Przekrój", Twoja lektura na jesienne dni, a w niej wszystko: od literatury po rozrywkę. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe, więc nie zwlekaj dłużej!

Kup numer jesienny

Jesienią działaj z głową. Jesienny numer kwartalnika możesz zamówić z dostawą do domu i w zestawie z zeszytem krzyżówek. Przesyłki na terenie Polski są (nadal!) darmowe.

Kup numer jesienny z krzyżówkami
Przekrój
Fragment słynnego poematu nawiązującego do historii Indian.
1946-11-03
archiwum

Fajka pokoju
(Z poematu „Pieśń o Hajawacie”)

Fajka pokoju

Henry Wadsworth Longfellow urodził się w 1807 r. w Portland (USA). Zmarł w roku 1882. Dwukrotne dłuższe podróże po Europie pozwoliły mu zaznajomić się z kulturą Starego Kontynentu i przeszczepić panujący ówcześnie w europejskiej poezji romantyzm na teren amerykański. W 1839 r. wychodzi pierwszy zbiór poezji Longfellowa pt. Głosy nocy, potem Ballady i inne poematy, Evangeline i wreszcie – w roku 1855 – Pieśń o Hajawacie, najdoskonalsze dzieło poety, o treści zaczerpniętej z historii Indian, podbitych ongiś władców Ameryki. Popularność tego dzieła wpłynęła na sposób postrzegania rdzennych ludów przez społeczeństwo amerykańskie. Na fali tych zmian zaniechano dalszego ludobójstwa i rozwinięto sieć rezerwatów, w których Indianie mogli prowadzić mniej lub bardziej swobodne życie, bez obawy o jego utratę.

Czyta się 3 minuty

Śród skalistych wierchów w prerii,
Na Czerwonym Kamionisku,
Gdzie się Głaz Fajkowy wznosi,
Gicze Mànito potężny,
Władca życia, stał wysoko
Na czerwonej turni stromej
I przyzywał szczepy bliźnie,
Bratnie ludy przywoływał.

Spod stóp jego biegła rzeka
I wpływała w blask poranka
I jaśniała nad przepaścią,
Jak kometa Iszkudaha.
Nad doliną nachylony,
Wielki Duch wyznaczył palcem
Krętą drogę lśniącej rzece
I powiedział: „Tędy tobie”.

I ułamał z rudej skały
Wystający kawał głazu,
Ręką ugniótł i ulepił
Cybuch fajki starodawnej.
Przyozdobił go wzorzyście.
Potem z rzeki wyrwał trzcinę,
Długą trzciną wód przybrzeżnych,
Ciemnym liściem obrośniętą.
Wprawił trzcinę w palenisko
I napełnił cybuch korą,
Korą wierzby pokruszoną;
Tchnął potężnie w puszczę bliską
I rozżarzył swym oddechem
Rozłożyste drzew konary.
Aż zajęły się płomieniem.
Tak, śród szczytów gór ogromnych,
Stojąc sam, wyprostowany,
Gicze Mànito potężny
Skalną fajkę swą zapalił,
Fajkę Zgody i Pokoju,
Bliźnim szczepom dając hasło.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Z wolna, z wolna dym się wznosił
W czystą, cichą wyż powietrza:
Najpierw ciemna, wąska smuga,
Potem gęsty kłąb niebieski,
Potem obłok śnieżnobiały,
Coraz wyżej, wyżej, wyżej.
Aż modrego dotknął stropu.
Aż uderzył w błękit nieba
I rozwełnił się dokoła.

Wtedy z dolin i wąwozów,
Z Tawasenty i Wyoming,
Z zagajników Tuskaluzy,
Z rzek i jezior na Północy
I z dalekich Gór Skalistych –
Wszystkie szczepy znak dostrzegły.
Zobaczyły dym wschodzący,
Dym – Pukwanę obłoczystą
Z Fajki Zgody i Pokoju.

I Wieszczkowie wszystkich plemion
Rzekli: „Patrzcie! to Pukwana!
Tym sygnałem dając znaki,
Jak wierzbową giętką wicią
I jak ręką podniesioną,
Gicze Mànito potężny
Wzywa ludy i zwołuje
Wielką Radę Wojowników”.

I brzegami rzek po prerii
Wyruszyli wojownicy:
Szli Czoktawi i Komancze,
Delewary i Mohawki,
Czarne Stopy i Szoszoni,
Omahawi i Pawneje,
Dakotanie i Mandany,
Odżibwaje i Hurony,
Szli, wpatrzeni w dym przewodni
Z Fajki Zgody i Pokoju,
Na skaliste wierchy w prerii,
Na Czerwone Kamionisko.

I stanęli na murawie
W pełnej zbroi i rynsztunku,
Malowani barwy pstrymi,
Jak więdnący las jesienią,
Jak niebiosa w blaskach świtu,
Dzikie błyski sypiąc z oczu
I spode łba patrząc srogo,
Dysząc gniewem, nienawiścią,
Żądzą zemsty, dziedziczoną
Z pokolenia w pokolenie.
Gicze Mànito potężny,
Stwórca plemion, pan żywota,
Patrzał na nich miłosiernie,
Jak troskliwy ojciec patrzy:
Czule i wyrozumiale.
Bo też w gniewie ich zaciekłym
Widział gniew niesfornych dzieci
I dziecinne waśnie błahe.

Wzniósł prawicę nad ludami,
By ugłaskać ich zaciętość,
Rozpaloną krew ostudzić
Cieniem ręki wyciągniętej,
I przemówił do narodów
Głosem pięknym i wspaniałym,
Jak daleki łoskot wody
Spadającej do przepaści:

„Dzieci moje! biedne dzieci!
Posłuchajcie słów rozwagi,
Posłuchajcie słów przestrogi,
Wielki Duch się do was zwraca,
Pan żywota, wasz stworzyciel.
Dałem wam, myśliwcy sławni,
Wielkie puszcze pełne zwierza,
Dałem żubra i niedźwiedzia,
Dałem sarnę i jelenia,

Bobra oraz renifera;
Bagna ptactwem napełniłem,
A rybami bystre rzeki –
Czegoż jeszcze wam potrzeba?
Czemu, zamiast zwierza tropić,
Polujecie brat na brata?

Gnębią mnie te wasze zwady,
Gnębią ciągłe wojny krwawe,
Gnębią spory i niesnaski,
Modły mściwe i zaciekłe…
Cała wasza moc – w jedności,
A w niezgodzie – ziarno klęski.
Niech więc odtąd między wami
Pokój będzie i braterstwo.

Oto ześlę wam Proroka,
Ludów Oswobodziciela,
Będzie żył i cierpiał z wami
I nauczał, i kierował.
Kto za jego radą pójdzie,
Temu szczęście będzie dane,
Lecz zmarnieje ten i zginie,
Kto przestrogę zlekceważy.

Więc wykąpcie się w strumieniu,
Zmyjcie z twarzy barwy groźne,
Zmyjcie z palców krwawe plamy,
Oręż w ziemi pochowajcie,
A ugniećcie Fajkę Zgody,
Głaz czerwony ułamawszy.
Trzcin rosnących tu narwijcie,
Pstrymi je przystrójcie pióry
I zapalcie Fajkę Zgody,
Fajkę Zgody i Pokoju,
I jak bracia żyjcie odtąd”.

I rzucili wojownicy
Na ziem skóry swe jelenie,
Łuki, strzały i kołczany
I wstąpili do strumienia.
Zmyli z twarzy barwy groźne,
A nad nimi – jasna woda,
Nurt przeczysty, co wypływał
Spod stóp Władcy Potężnego,
A pod nimi – woda mętna,
Brudna, w smugi purpurowe.
Z krwią jak gdyby pomieszana.

Wyszli z rzeki wojownicy,
Czyści, z groźnych barw obmyci
I na brzegu zakopali
Łuki, strzały i kołczany.
I uśmiechnął się łaskawie,
Widząc dzieci swe bezradne,
Gicze Mànito potężny,
Wielki Duch i stwórca świata.

I w milczeniu wojownicy
Ułamali głaz czerwony,
I ugniótłszy ulepili
Fajkę Zgody i Pokoju,
Pstrymi pióry przystroili
I ruszyli do wigwamów.
Tedy wzniósł się Pan Żywota
W górę przez rozwarte chmury,
W górę przez niebiańską bramę
I rozpłynął się w Pukwanie
Z Fajki Zgody i Pokoju.

Przełożył Julian Tuwim

Tekst pochodzi z numeru 82/1946 r., a możecie Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.

 

ilustracja: Igor Kubik
ilustracja: Igor Kubik

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!