Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Czasami człowiek nie może już znieść miejsca, w którym żyje. Tylko czy zawsze potrafi wtedy ruszyć ...
2018-06-13 00:00:00
Opowiadanie
Drepcząc w miejscu
Drepcząc w miejscu

Czasami człowiek nie może już znieść miejsca, w którym żyje. Tylko czy zawsze potrafi wtedy ruszyć przed siebie? Eksperymentalne opowiadanie węgierskiego pisarza Lászla Krasznahorkaia – które jest zarazem najdłuższym zdaniem w tym numerze „Przekroju”.

TRZEBA stąd odejść, to nie jest miejsce, w którym da się żyć i w którym warto zostać, to miejsce, w którym ciężar tego wszystkiego, co nieznośne, niemożliwe do wytrzymania, zimne, smutne, śmiertelne i pozbawione życia, zmusza do ucieczki, złapania walizki, przede wszystkim walizki, dwie w zupełności wystarczą, zapakować rzeczy i zatrzasnąć zamki, potem pobiec do jednego i drugiego szewca, a później już tylko zelować i iść, i znowu zelować, bo buty są niezbędne, jedna para butów, co najmniej, jedne dobre buty i dwie walizki wystarczą, i można ruszać w drogę, o ile tylko wiemy – bo to sprawa pierwszej wagi – gdzie dokładnie znajduje się miejsce, w którym teraz jesteśmy, potrzebna jest tedy umiejętność, najzupełniej praktyczna wiedza, nie tylko mówiące coś przeczucie czy jakieś mgliste wyobrażenie czające się w głębi serca i pozwalające określić miejsce, w którym się znajdujemy i wobec którego wyznaczymy właściwy kierunek, poczucie, że trzymamy w dłoni szczególne urządzenie, które pomoże nam stwierdzić, że tu i tu jest nasze miejsce w przestrzeni, a mianowicie w tym wyjątkowo nieznośnym, trudnym do wytrzymania, zimnym, smutnym, pozbawionym życia i śmiertelnym punkcie, z którego trzeba odejść, bo nie jest miejscem, w którym człowiek jest w stanie zostać i być, człowiek w tych przerażająco mrocznych moczarach nie jest zdolny do niczego więcej jak tylko do tego, by powiedzieć, że musi stąd pójść, natychmiast sobie pójść, bez namysłu ruszyć w drogę, nie oglądając się za siebie, patrząc w dal, podążać we wcześniej wyznaczonym kierunku, naturalnie w tym właściwym kierunku, który wyznaczyć wcale nie jest tak bardzo trudno, chyba że się okaże, iż praktyczna wiedza, to szczególne uczucie, które pozwoliło określić rozciągające się na szerokiej skali smutku i śmierci koordynaty rzeczonej przestrzeni, jednocześnie dadzą nam do zrozumienia, że w „zwyczajnym razie” będzie to tak, że powiemy sobie, trzeba stąd odejść albo trzeba pójść tam, czyli że właściwy jest ten oto kierunek albo właśnie kierunek zupełnie przeciwny, albowiem zdarzają się przypadki, tak zwane „przypadki nadzwyczajne”, kiedy nasze uczucie, nasza słusznie uznawana za wielce wartościową praktyczna wiedza powiedzą nam, że wybrany kierunek jest dobry, i wtedy proszę bardzo, tak będzie dobrze, idziemy tam, proszę, tak jest dobrze – aczkolwiek kierunek przeciwny jest równie dobry, powtarza nam nasze przeczucie, no cóż, i wtedy zaczynamy dreptać w miejscu, i stoi sobie człowiek z dwoma ciężkimi walizami w dłoniach, w tych swoich znakomicie podzelowanych buciorach, i może ruszyć w prawo, nie popełniwszy błędu, ale może też ruszyć w lewo, i tu również nie popełniłby najmniejszej pomyłki, kiedy więc te dwa, całkowicie ze sobą sprzeczne kierunki, nasze wewnętrzne przeczucie uzna za równorzędnie właściwe, a uzna je za takowe, mając po temu wszelkie powody, bo przecież wskazanie tych dwóch, najwyraźniej sprzecznych ze sobą kierunków przez praktyczne zmysły wynika z naszych pragnień, czyli że „idź na prawo” znaczy dokładnie tyle samo co „idź na lewo”, gdyż obydwa kierunki wskazują na najdalszy, najbardziej oddalony teren naszych tęsknot, bowiem punkt, który można odnaleźć w sygnalizowanym kierunku, określa wcale nie praktyczna wiedza, wyczucie, zdolność, lecz wyłącznie pragnienie, tęsknota, by nie tylko możliwie najdalej znaleźć się od tego, co teraz, ale trafić na miejsce obiecane, gdzie człowiek może wreszcie spokojnie odetchnąć, gdyż o to właśnie idzie, o chwilę wytchnienia, tego właśnie szuka człowiek w wytęsknionej dali, spokoju po niewypowiedzianie przytłaczającym, bolesnym i szalonym niepokoju, który go ogarnia, gdy tylko pomyśli o swojej sytuacji, o punkcie wyjścia, o bezgranicznie obcej ziemi, na której się znajduje i z której musi odejść, bo tutaj wszystko jest nieznośne, niemożliwe do wytrzymania, zimne, smutne, śmiertelne i pozbawione życia, i z której ku swemu zaskoczeniu od pierwszej chwili, kiedy wszystko zrozumie, nie potrafi się ruszyć, i rzeczywiście jest zaskoczony, że w gruncie rzeczy ma związane ręce, a przecież to z powodu swego zazwyczaj doskonale funkcjonującego praktycznego wyczucia ma związane ręce, które w tym samym czasie wskazują dwa przeciwne kierunki, żeby tylko ruszył przed siebie, przecież dobrze zrobi, tylko że jak ma w tym samym momencie ruszyć w dwóch przeciwnych kierunkach, to jest pytanie, i zawsze pozostanie pytaniem, stoi tu, niczym zużyty statek na kotwicy, przygarbiony pod ciężarem potężnych waliz, stoi i się nie rusza, i tak, na stojąco, bez najmniejszego ruchu, udaje się, dokąd go oczy poniosą, obojętne, w jakim kierunku, nie rusza się ani na krok, i kiedy już jest daleko, zaczyna swoją wędrówkę po świecie, bo dopóki jego przygarbione ciało niczym nieruchomy pomnik wtapia się w to wszystko, czego niepodobna opuścić, w całej swojej istocie pojawia się na każdej drodze: widzimy je nocą i za dnia, wiedzą o nim w Ameryce i wiedzą o nim w Azji, znają w Europie i w Afryce, przemierza góry i doliny, idzie i idzie, nie przerywając swojej wędrówki nawet na jedną jedyną noc, czasami odpoczywa tylko godzinkę, ale i wtedy śpi czujnie jak zwierzątko albo jak żołnierz, i o nic nie pyta, na nikim nie zatrzymuje na dłużej wzroku, żeby przypadkiem nikt go nie zapytał, co ty robisz, szalony człowieku, dokąd podążasz z obłędem w oczach, usiądź sobie, odpocznij, przymknij powieki i zostań tu na noc, ale nie zamyka oczu, bo mówi, jeśli w ogóle cokolwiek mówi, że musi bez ustanku iść przed siebie, ale dokąd tak maszeruje, tego nikomu by nie zdradził, bo sam już nie wie tego wszystkiego, co wiedział, kiedy stojąc tu z dwoma ciężkimi walizkami wyruszył przed siebie, wyruszył, ale nie odnalazł drogi, więc nie mógł na niej być, wyglądał jak żałosna zjawa, której nikt się nie boi, którą nikt nie straszy dzieci, nie powtarzano jego imienia w kościele, by znikł z miasta, a jeśli pojawił się tu czy tam, tylko machano ręką, że znów tu jest, pojawił się w Ameryce i w Azji, znów zjawił się w Europie i w Afryce, zaczęto myśleć, że podróżuje dookoła świata, niczym wskazówka zegara, i jeśli nawet początkowo jego obecność budziła ludzką ciekawość, jak każda nawet najbardziej żałosna zjawa, kiedy pojawił się po raz drugi, trzeci albo czwarty, tylko machano ręką, i nikogo to nie interesowało, i coraz rzadziej się zdarzało, by zadawano mu pytania czy zapraszano do siebie, coraz rzadziej częstowano go jadłem, a z biegiem czasu coraz mniej chętnie wpuszczano do domów, bo kto wie, szeptano między sobą, co to ma wszystko znaczyć, choć było jasne, że po prostu się nim znudzili, raz na zawsze, on tymczasem, w przeciwieństwie do wskazówek zegara, niczego nie pokazywał, nic a nic nie znaczył, a co najbardziej w nim przeszkadzało, o ile w ogóle ktoś zwracał nań uwagę, to przede wszystkim fakt, że ten człowiek był nikim, szedł przed siebie, niczego dla świata nie znacząc, aż wreszcie nadszedł czas, kiedy w ogóle przestano go zauważać, znikł, wyparował, przestał istnieć dla świata, zapomniano o nim, co oczywiście nie oznacza, by go nie było, owszem, nawet bardzo był, wędrował niestrudzenie pomiędzy Ameryką i Azją, Afryką i Europą, tylko już nic nie łączyło go z tym światem, i tak oto zapomniany stał się niewidzialny i pozostawiony samemu sobie, i wtedy dopiero na kolejnych stacjach ziemskiej wędrówki zaczął dostrzegać, że istnieją osobnicy podobni do niego, co pewien czas stawał z nimi twarzą w twarz, podobnymi do niego jak dwie krople wody, jak gdyby spoglądał w lustro, początkowo był tak zdziwiony, że szybko opuszczał miasto czy całą okolicę, ale powoli zaczął się przyglądać tym dziwacznym postaciom, studiować je, szukać, czym ich twarze różnią się od jego własnej, lecz w miarę upływu czasu los stawiał na jego drodze coraz więcej takich jak on wędrowców, i stawało się jasne, że tak samo jak on mają ciężkie walizki i takie same przygarbione plecy, i kiedy posuwał się naprzód każdą ze swoich dróg, wszystko na nich było podobne, a nawet nie tylko podobne, lecz identyczne, nawet buty podzelowane przez szewca, zauważył też, wszedłszy na duże targowisko, by napić się wody, że buty mają tak znakomicie podzelowane, że zapiera dech w piersiach, widział, że targowisko pełne jest takich jak on ludzi, szybko się napił, i bez namysłu opuścił miasto i jego okolice, i już nigdy nie postawił nogi w miejscu, o którym przypuszczał czy czuł, że spotka w nim podobnych sobie wędrowców, i tak oto został zupełnie sam, a jego wędrówka utraciła pełną szaleństwa przypadkowość, ale ciągle jeszcze niestrudzony szedł przed siebie, aż wędrówka wkroczyła w nowy etap, a on był pewien, że tylko wypełniając własne postanowienie, by znaleźć się w labiryncie, uda mu się uniknąć spotkania osób tak łudząco do niego podobnych, od tej chwili zaczął miewać sny, zasypiał w najzupełniej nieoczekiwanych miejscach i porach, spał krótkim, płytkim snem, ale w tych rzadkich chwilach krótkiego i płytkiego snu zaczął jak nigdy dotąd śnić, w dodatku ciągle ten sam sen, w którym jego wędrówka dobiegała końca, widział wielki zegar czy wielkie koło albo obracający się wokół własnej osi warsztat, po przebudzeniu nie był w stanie z całą pewnością sobie tego przypomnieć, w każdym razie dochodził do czegoś w tym rodzaju, wchodził do zegara albo do środka koła, albo do warsztatu, zatrzymywał się pośrodku, wśród niewypowiedzianego zmęczenia, które towarzyszyło jego dotychczasowemu życiu, padał na ziemię, jak gdyby dostał kulkę, niczym przewracająca się wieża, układał się na boku do snu, niczym śmiertelnie zmęczone zwierzę, sen powracał, ilekroć w zacisznym miejscu albo na pryczy złożył głowę do snu, widział dokładnie ten sam sen, choć otwierając oczy, powinien był widzieć coś zgoła innego, kiedy bowiem podczas jawiących się niczym wieczne wędrówek choć raz podniósłby zawsze opuszczoną głowę, dostrzegłby, że cały czas stoi w tym samym miejscu, z dwoma walizkami w dłoniach, w znakomicie podzelowanych butach, zakotwiczony do kawalątka ziemi, na której spoczywają jego stopy, bez najmniejszej nadziei, że będzie mógł odejść, bo ma tam stać po wsze czasy, z rękoma związanymi w dwóch jednocześnie właściwych kierunkach, ma tam stać po wsze czasy, bo to miejsce jest właśnie jego domem, tam się urodził i tam będzie musiał umrzeć, w domu, w swoim domu, tam, gdzie wszystko jest zimne i smutne.

 

Tłumaczyła Elżbieta Sobolewska

 

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Data publikacji:

László Krasznahorkai

Węgierski pisarz i scenarzysta filmowy. Urodził się w 1954 r. Jest laureatem Nagrody Kossutha (2004) i Man Booker International Prize (2015). W Polsce ukazały się m.in. jego powieści Szatańskie tango i Melancholia sprzeciwu w tłumaczeniu Elżbiety Sobolewskiej. Fragment pochodzi z książki Megy a világ (2013), której angielskie wydanie znalazło się w finale tegorocznej edycji Man Booker Prize.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!