pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Kup sobie letni spokój. Bez wychodzenia z domu i bez kosztów przesyłki na terenie całej Polski.

Kup numer letni

Numer letni (3/2020) dostępny jest także w pakiecie z numerem wiosennym (2/2020) za dodatkową złotówkę, bez dodatkowych kosztów wysyłki na terenie Polski.

Kup numer letni i wiosenny
Przekrój
Teatry ruszają i na ich nowe otwarcie pogadajmy o Szekspirze. Z tej prostej przyczyny, że królowa ...
2020-06-08 00:00:00
Destroix

Drama queen: Szekspir

„Ja jestem Hamlet”, reż. Agata Duda-Gracz, Teatr Nowy w Poznaniu, fot. Jakub Wittchen
Drama queen: Szekspir
Drama queen: Szekspir

Czyta się 11 minut

Motto: „Może poczytamy Sen albo Burzę? Te fragmenty, co lubisz?” (Szekspir do McDonalda w Triumfie woli Demirskiego)

Piszę ten artykuł na inaugurację – STAREGO SEZONU.

6 czerwca, czyli dwa dni temu, „otworzono teatry” po światowej epidemii, względnie w trakcie epidemii, względnie pod jej koniec (niepotrzebne skreślić). O tym „otwieraniu” piszę w cudzysłowie, nie tyle bowiem otworzono, ile „dano możliwość”, by się teatry wzięły i otworzyły. Tak jakoś po prostu, na znanej starej zasadzie: zadzieram kiecę (kurtynę!) i lecę.

Tylko że to tak nie działa! Bo się samo nie otworzy, samo się nie zagra. My, ludzie teatru, jużeśmy się pogodzili, że sezon niegrawczy w tym roku trwa pół roku. Wszyscy są już w Baden-Baden, zostawcie Titanica! Zdążyłem się przekwalifikować na nieoglądanie i robienie rozmów, i powiem Wam, że to mi się spodobało, włączam do repertuaru. Ponadto, zaraza mnie nauczyła gotować nie tylko od święta.

Sezon 2019–2020 skończył się nie z własnej woli i nie z własnej winy 12 marca, ale skończył się naprawdę i nie ma prawa znowu się zaczynać! Już przeżyliśmy żałobę, po czym trup wstał z trumny i WTF, że tak się pytam. Tak po prostu się nie robi… Mówię teraz do sezonu: miałeś nie żyć, tak? Zdecyduj się, chłopie. Jaką mamy teraz pewność, że nam znowu nie obumrzesz? Do you know how cruel it is to make someone think someone they love is dead? (Tarantino, Kill Bill).

Żywię przekonanie prostego hejtera, że w nagłym antylockdownie, nagłym „zapraszamy”, chodzi o to, o co zawsze, kiedy nie wiadomo o co: żeby saldo się zgadzało. Otwierając miejsca pracy, ukręcamy postojowe, bo pomocy nie ma dla musowo bezrobotnych, kiedy jest możliwość pracy. Mnie to różnicy nie robi, UJ-otu nie „zamkli”, lekcje mamy w Internecie, zaraz się zaczyna sesja. Może troszeczkę żałuję niewystąpienia o grant dla twórców kultury – Łukasz Drewniak, krytyk, dostał, a ja, głupia, nie wiedziałam, że krytykom również dają. „Boże, trzeba było mi powiedzieć, że się na to zgadzają, że istnieje taka możliwość. Nie odzywaj się do mnie” (Michał Witkowski, Lubiewo).

„Teatr” już rozesłał doroczną ankietę, żeby krytycy rzetelnie zdecydowali, niczym wykidajło na selekcji drzwiowej, kto miał sens od września, a kogo spuścić na drzewo. To kolejny sygnał, że sezon jest over, lecz tymczasem otwieramy „staronowy” sezon, por. Staronowa Synagoga, Praga. Sezon się nie wyżył i coś jeszcze nam pokaże niejako zza grobu. Premier na Zoomie już tłumaczyłem, dlaczego nie liczęhttps://przekroj.pl/kultura/dla-teatromanow-wyjscie-nr-1-maciej-stroinski.

No to myślę sobie, co by tu napisać na takie „nowe otwarcie”, niechciane, niezawinione. Bo najchętniej ranking, co będzie najlepsze w najbliższych miesiącach. A proszę mi wierzyć, że tak się da zrobić i wcale nie trzeba z fusów! To na przykład wiem na pewno, że najlepsi nie będą ani Hubert Sulima, ani Martyna Wawrzyniak. I tak odejmując kolejne nazwiska, doszedłem do rdzenia. W nadchodzącym sezonie, który nie chce odejść, najlepszy będzie William Szekspir. JAK ZAWSZE po prostu.

Już pisałem o dramatach, które są wyjściem na wszystko, a nawet na koniec świata, czytać nie trzeba w maseczce. Tryptyk Drama queen daliśmy jesienią. Sensem tego cyklu było mieć teatr pod ręką nawet przy braku teatru. Jakbym coś przeczuwał! Honoru dramatu bronił ostatnio Tadeusz Słobodzianek, sam dramatopisarz, w tym drugim piśmie na „Prze-” (Teatr bez dramatu nie miałby sensu, „Przegląd” 2020, nr 23). Krytycy teatralni powinni pisywać również o dramatach – dla własnego dobra, bo co im zostanie, gdy nie będzie już niczego?

Tak więc Szekspir, proszę Państwa. Kto twierdzi, że o nim już wszystko jest powiedziane, niech łaskawie udowodni, że to wszystko powiedziane jest też usłyszane. Szekspir, a nie Shakespeare – trochę z miłości do staroświeckości, a trochę dlatego, że przecież tak można. Jego jednego zostawmy w spolszczeniu. Jemu wszystko się należy, nawet filie narodowe. KRÓLOWA JEST TYLKO JEDNA: Queens.

Ja jestem Hamlet

Nie Szekspir to pisał, bo on bez „Ja jestem”, ale osiągnął taki lewel wysycenia samym sobą, że się niejako wytrąca w twórczości innych artystów. Ludzie piszą własne szekspiry, bo oryginalnych jest zamknięta liczba, a popyt nie gaśnie, trzeba nowe tworzyć jak gadżety do seriali. Szekspir jest nie tylko sobą, ale całą marką, całym gatunkiem teatralnym, całym teatrem…

Dramat Ja jestem Hamlet napisała i wyreżyserowała Agata Duda-Gracz. Przedstawienie powstało z niemiłości do Szekspira, mówiąc Zwiagincewem. Może nie, że do Szekspira, ale do Hamleta, zresztą co to za różnica. Reżyserka przedstawienia może i by wystawiła ten tekst Szekspirowski, tak jak inne przedtem (Romea i Julię, Otella, Makbeta), lecz tamte lubiła… Hamletowi też oddaje hołd, z tym że negatywny – hołd typu diss. Postać tytułowa okazuje się esencją „tego towarzystwa”. Ja jestem Hamlet wygląda, jakby Szekspir napisał patostreama na temat teatru w Polsce, taki „opis obyczajów”.

Ega rozdęte jak bycze nie powiem co, zwyczaje jak w średniowieczu, nie obrażając średniowiecza, przemoc, ruja i koteria. Bardzo się wszystkim dostało w świecie przedstawionym tego przedstawienia. Recenzentom also. Zobaczyliśmy na scenie rejestr swoich grzechów głównych, wśród których pierwszym jest pycha, rdzeń wszelkiego złego. I jakoś nie dziwi, że akurat Szekspira wyjęto z zaświatów, by nam tu urządził sąd przedostateczny. Ja jestem Hamlet to jeden z grubszych głosów w dyskusji o życiu teatralnym, lecz jakoś olany, może towarzystwo nie lubi być niekochane?

Triumf woli

Inne przedstawienie tak zwane przyszekspirowskie. Tutaj Szekspir jest postacią, a ogólniej mówiąc – ścianą. Paweł Demirski, autor Triumfu woli, wreszcie się zderzył ze swym ponuractwem. Pokazał je sam sobie w postaci Szekspira. „Co, zdziwieni? / Myśleliście, że to na serio będzie pozytywna sztuka? / MOJA? / Jest niemoc / Jest bezradność / Jest cierpienie i lęk wojny na dnie oceanu, coraz bliżej zresztą / Możecie sobie zacząć klaskać”.

Kocham język Demirskiego, lecz nie światopogląd. Gdy wiem, że nic nie wiem, nie podzielam czarnych wizji, a ten na wszelki wypadek zawsze zakłada najgorsze. Niegłupi artysta, więc się zorientował, kiedy zaczął się powtarzać. Postanowił więc się zmusić, żeby napisać coś pozytywnego, i stworzył Triumf woli. Długo, trzy godziny, będzie się kokosił / rodził trudny happy end dramatu, ale wyjdzie w końcu. Szybko Demirski zarzucił te rozwiązania, uznał, że nie chce udawać, że jak ma depresję i jest dead inside, to nie będzie pajacował.

U Szekspira faktycznie ciężko szukać happy endu, raczej wszyscy umierają, co gdy spojrzeć chrześcijańsko, nie musi być takie straszne. Szekspir Demirskiego sam dobrze rozumie, że najlepiej mu wychodzą czarne malowidła jak późnemu Goi, że najsprawniej eksploatuje ciemne złoża duszy. Gdy się oferuje z wolą napisania monologu, to rzecz jasna w takim tonie: „To jest fantastycznie wymyślony epicki pomysł! / No, panowie, ja wam to wystąpienie napiszę! / Będziecie w tym pudełku z szybką się przyznawać, korzyć, ubolewać / To jest świetne – przełomowe”. Chodzi o wielką przemowę twórców McDonalda, w której mają przeprosić za tuczenie ludzi.

Szekspir z Triumfu woli jest jak zwierciadło z Hamleta: pokazuje ludziom, w tym ludziom teatru, co se z głową robią, sami sobie.

Makbet

Znasz to. Jeśli masz maturę, obojętne – starą, nową, hybrydową, to znasz. Ale może nie z tej strony… W szkole chyba nie mówili, że poza tragedią władzy Makbet jest również przegięciem. „Trzy wiedźmy z Makbeta jako pierwsze zdefiniowały kamp, a nawet wypowiadają coś jak estetyczny kampowy manifest, na długo przed Susan Sontag. Brzmi to różnie, w zależności od przekładu, na przykład u Słomczyńskiego: »Pięknym jest brzydkie, brzydkim piękne, / Wzlećmy w mgłę i powietrze stęchłe«. Piękne jest brzydkie. A brzydkie jest piękne. Sprawa wiadoma już w czasach Szekspira” (Michał Witkowski, Drwal). NAWET W TYM był pierwszy. Szekspir jak gdyby stworzył wszystkie artystyczne opcje, również te niszowe, a my mamy na nowo ciągle się kapować, że wszystko już było. Ktoś z Was tak pomyślał o hicie Szekspira? Trzeba być Witkowskim i wszędzie kamp widzieć, by go nawet tu wypatrzyć, ale proszę, jest. Ten teoretycznie bardzo samczy dramat, najbardziej hetero, takie coś ma na backstage’u, taką niejasność płciową. Wiedźmy, jak wiadomo, chodziły z brodami, grali je często faceci. U Szekspira zwłaszcza, u którego mężczyźni dostawali również wszystkie inne role.

Makbet, co ma fajne najbardziej to monologi. Te słynne o jutrze, o nieumieraniu, o sztylecie w dłoni. Bardzo poetyckie i właśnie dlatego nośne, o czym nie chce się pamiętać w dzisiejszym teatrze. Jestem nałogowym widzem i mogę zaświadczyć, że widz chce poezji! Niekoniecznie rymowanej, no ale piękna po prostu. Monologi u Szekspira – od razu, gdy je usłyszę, czuję się u siebie, jak u Demirskiego, u którego akcja też jest często pożyczona, nie ona jest ważna, tylko wykończenie. Przecież nie dlatego idziemy ósmy raz na spektakl Makbet, że chcemy wiedzieć, kto zabił. W tym aspekcie bowiem już sam tytuł jest spojlerem.

Bardzo możliwe, że i przed pierwszym oglądem będzie Wam zaspojlowane, bo na tym polegają lekcje języka polskiego: na spojlowaniu literatury. Tekst taki pechowy, obłożony przesądami, a tak popularny, za mojej szychty w „Przekroju” dwa razy recenzowałem, w tym raz z zagranicy: raz, dwa.

Makbet nie jest moim ulubionym Szekspirem, odjąć monologi, ale jest najznańszym, bardziej nawet od Hamleta, który jest za długi, by go ktoś przeczytał. Zresztą w Makbecie to wiadomo, o co chodzi (nie żyj i nie daj żyć), a nie jak w tym drugim, który może chciałby zabić, może by mu wypadało, lecz chyba się boi albo mu się nie chce; właśnie za to rozmemłanie uwielbiają Hamleta wszyscy reżyserzy, bo mogą wystawić po prostu cokolwiek pod tytułem Hamlet. Tytuł jak magnes, a i tak pokażesz swoje. Gdyby mogli tak robić na przykład z Harrym Potterem, robiliby.

Burza

W ostatnim swoim dramacie Szekspir nie pie… się w tańcu i od razu wywołuje sytuację tytułową. W Teatrze Narodowym tak to wymyślili, że zapadła ciemność i nas niejako opluto jak w tych wentylatorach bryzgających wodą. Taki numer na dzień dobry.

Burza to już nie jest tekst przyszekspirowski, tylko samo sedno i ostatnie zdanie. Zaczyna się jak w tytule i mym skromnym zdaniem mamy tu autoironię. Szekspir szybko streszcza swoje dramaty zebrane (por. Dzieła wszystkie Szekspira, Teatr Polonia), czyli „źle i będzie gorzej”, po czym przechodzi do autokrytyki. Bo może jest burza, ale w szklance wody!

Co mi bardzo przypomina nasze burze facebookowe, które tylko z wewnątrz sprawiają groźne wrażenie. Cały Facebook i cała społeczność drży od gromu zdarzeń, ciągle coś się dzieje, ciągle się w coś angażujesz, choćby płacąc swoim czasem. I w ogóle tylko polityka jest obecnie ważna. A Burza jest o tym, że jednak nie tylko – że tak naprawdę nie dzieje się nic. Prosperowi, pamiętajmy, nie zabrano władzy, sam ją przecież oddał, a na końcu zdejmuje swe magiczne łaszki. Final statement Szekspira, że weźcie się tak nie napinajcie, artyści i otoczenie. Tak wygląda odpowiedź na niezadane pytanie o „co autor miał na myśli”.

Burza jest tekstem mocno religijnym, parafrazą Pisma (por. Steven Marx, Shakespeare and the Bible). Zaczyna się prawie jak Księga Rodzaju – unoszeniem nad wodami (Ariel), potem uciszenie burzy, a potem wesele i podróż poślubna niczym zmartwychwstanie.

Burza bardziej niż Makbet pasuje do listy lektur, może dlatego, że się dobrze kończy, a nie jak u Tarantina – śmiercią wszystkich minus jeden. Można wystawić pod tytułem Zaraza w dramaturgii Pałygi albo innego smutasa. W pierwszej scenie wszyscy drą włosy z głowy, że „już tylko nędza”. „Istotom na statku” prawie odebrano życie, a nie odebrano jednak! Oni jeszcze nie wiedzą, jeszcze nie czytali, że w tekście mamy wesele, i dopiero na imprezie można zgon zaliczyć jak u Smarzowskiego, więc tymczasem umierają tak jakby na zapas. W pierwszej scenie, gdy wszyscy myślą, że toną – gdyby robił to García (por. Golgota Picnic), chodziliby po podłodze usłanej rolkami (por. papier toaletowy), drożdżami i żelem antybakteryjnym. Gdybyśmy od razu dostrzegli analogię Burzy i rzeczywistości, to lockdownu by nie było. I wtedy by dopiero była epidemia.

Sen nocy letniej

Już niedługo, wkrótce! Czerwiec, z 23 na 24. Midsummer night to, w wersji ochrzczonej, wigilia Świętego Jana, mówiąc po krakowsku – Wianki. No co ja Wam powiem… Chodzi o rodzaj spring breaku, tylko taki, że tak powiem, bardziej. Przełom z wiosny na lato też polega na ruchawce, jak czytamy u Szekspira. Ludzie szaleją, biją się, zakochują, chcą się żenić, nagle nie chcą, robią sceny, przedstawienia.

Sen nocy letniej – w nim zagrała Kulig, zanim była Kulig. Ponoć odniosła kontuzję, takie były tańce, że aż kość jej poszła. Przedstawienie było boskie, jak wnoszę z nagrania (reżyseria Maja Kleczewska). Kampowe, przegięte, a miejscami wzruszające. W tekście chodzi o młodość i o wyszumienie i w spektaklu też chodziło. Spektakl się dzielił między wzniosły światek elfów, erotyczny Ateńczyków i chaos aktorów. Wybuchowe połączenie. Wystawienie Kleczewskiej zawierało scenę w typie „dopisana”, która stała się kultowa. Sandra Korzeniak w roli Heleny jadła banany ciut wbrew własnej woli.

Najlepszy mi znany Sen to ten ze Stowarzyszenia umarłych poetów, ten na smutno wystawiony, na niekomediowo, że chłopaczek w roli Puka przypłaci tę rolę życiem. Miniesej o Szekspirze nie może się kończyć inaczej niż mrocznie.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!