pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści
Przekrój
W 127. rocznicę urodzin Jarosława Iwaszkiewicza, przypominamy wspomnieniowy tekst.
1964-03-15
archiwum

Debiut Jarosława Iwaszkiewicza

Debiut Jarosława Iwaszkiewicza
Czyta się 4 minuty

Czekam, aż dłoń jesieni przyjdzie i uderzy
W mych liści struny. Lub do
mych wybrzeży
Przypłynie łodzią strojną w żagiel
biały...

(z nieznanego sonetu J. Iwaszkiewicza 1912 r.)

Jubileusz pracy pisarskiej Jarosława Iwaszkiewicza skłonił mnie, bym zajrzał do szuflady w mojej sekreterze, sięgnął myślą w dawne, znacznie poprzedzające datę mojego urodzenia czasy, kiedy debiutował znakomity pisarz. Było to pół wieku temu — przed 50 i 49 laty.

Leżą przede mną ocalałe trafem kartki malutkiego formatu i większe arkusiki zapisane równym, starannym pismem. Niektóre z nich noszą na sobie ślady wilgoci, plamy z obeschłego błota.

Przyjechały z Kijowa do Warszawy, przetrwały pierwszą i drugą wojnę światową, a po powstaniu warszawskim — rozrzucone wraz z resztkami splądrowanego księgozbioru i poniszczonych pamiątek — zostały odnalezione w Warszawie w styczniu 1945 roku, tuż po wyzwoleniu wymarłego miasta. Matka moja ostrożnie wydobyła je ze ściętej mrozem ziemi, w którą wdeptali papiery i książki nieznani szabrownicy. Wyjątkowo los sprzyjał tym pożółkłym kartkom — listom i pierwszym utworom młodego, nieznanego poety Jarosława Iwaszkiewicza.

Był rok 1914, kiedy dwóch zapaleńców — ojciec mój, Tadeusz Ficowski oraz Czesław Kozłowski postanowili wydawać w Kijowie polskie pismo literackie. Miały to być wydawane od czasu do czasu zeszyty pt. „Pióro”. Młodzi, około dwudziestoletni redaktorzy-wydawcy wydrukowali prospekt, zapowiadający chęć „popierania młodych sił literackich”.

I oto z Monasteryszcza, położonego w kijowskiej guberni, nadszedł list:

Z prawdziwym zadowoleniem wyczytałem wiadomość w „Dzienniku Kijowskim” o powstaniu nowego pisma, poświęconego całkowicie sztuce i literaturze. Zapewne głos mój nieznany nie ma żadnego znaczenia, ale chciałbym zaznaczyć jedynie, że są jednostki, które brak takiego pisma u nas odczuwały i powstanie jego z prawdziwą radością witają.

(—) Jarosław Iwaszkiewicz.

Wraz z listem Iwaszkiewicz przysłał kilka sonetów. Ojciec mój zaraz odpisał, przesyłając prospekt. Wkrótce z Monasteryszcza nadszedł drugi list datowany: 21. XI. 1914:

Uprzejmie dziękuję za prospekt „Pióra” i listowne szczegóły. Niezmiernie jestem za nie wdzięczny. Proszę również o wysłanie egz. „Pióra” za zaliczką natychmiast po wyjściu. Zaliczenie mnie do stałych współpracowników wydawnictwa sprawi mi prawdziwą przyjemność. Z szacunkiem — J. Iwaszkiewicz.

Nieznany jeszcze młody poeta gotów był także w miarę swych możliwości dopomagać pismu pracą w redakcji. Pisał z Monasteryszcza:

Obecnie bawię na prowincji. Ale po Nowym Roku będę stale w Kijowie i pragnąłbym choć parę godzin dziennie poświęcić bezpłatnie na pracę w redakcji. Nie wiem, czy to się okaże możliwem.

Rozpoczęła się korespondencja, ożywiona wymiana listów; Iwaszkiewicz nadesłał cykl sonetów oraz krótkie utwory prozą z cyklu „Dwadzieścia przypowieści o życiu i śmierci”. Początkujący redaktor i początkujący pisarz podjęli listowną dyskusję na temat: co jest sonetem, a co nim nie jest. Ojciec mój wyrażał widocznie bardziej tradycjonalistyczne poglądy na ten temat, z czym poeta nie chciał się zgodzić. Pisał:

Nie wiem, w czym Pan widzi uchylenie się od formy sonetu. Po sonetach Szekspira, który wcale nie przestrzegał, by tylko dwa rymy były użyte w dwóch pierwszych zwrotkach, po sonetach romantyków, którzy zaczęli pisać sonety o rozmiarach siedmiozgłoskowym, lub ośmiozgłoskowym, a nawet i mniej (Hugo, Musset, Heine), po sonetach parnasistów (szczególnie Heredia), którzy utracili wewnętrzną treść sonetu, jako tezę i antytezę itd., po sonetach współczesnych francuskich liryków, którzy dbają tylko o to, żeby ich „sonet” miał czternaście wierszy i nie więcej nad 5 rymów — sądzę, że moje poezje można nazwać sonetami.

Na tym dyskusja nie wygasła, bo w jednym z następnych listów Iwaszkiewicza, z dnia 3 grudnia 1914 r. czytam: „Spór o sonetach odkładam do osobistego zobaczenia się”. Tymczasem nadszedł rok 1915 i pierwszy numer oczekiwanego „Pióra” pojawił się w sprzedaży. Doktor Kozłowski, ojciec współredaktora nowego pisma — Czesława, wyasygnował na pokrycie kosztów wydawnictwa garść rubli. Przy ulicy Puszkina 11 w Kijowie, w księgarni Narcyza Gieryna znalazło swój skład główny „Pióro” — o którym czytamy:

„Wydawnictwo nieperiodyczne, poświęcone literaturze i sztuce pod kierownictwem literackim Tadeusza Ficowskiego. Wychodzi zeszytami, zawierającymi poezje, nowele, szkice krytyczne, estetyczne itd. Pióro umieszcza utwory najmłodszych autorów polskich. Każdy zeszyt stanowi samoistną całość. Cena zeszytu pojedyńczego — 35 kop. Korespondencje należy skierowywać pod adresem redakcji: Kijów, ul. Stołypina 26, Czesław Kozłowski”.

We wstępie do zeszytu niedoświadczona Redakcja uskarża się gorzko: „Zasypano nas manną najprzeraźliwszych figlów grafomańskich — bardzo niewiele natomiast otrzymaliśmy rzeczy odpowiadających stawianym przez nas wymaganiom...”. Między utworami umieszczonymi w „Piórze” znalazł się wiersz Jarosława Iwaszkiewicza z cyklu „Imiona” pt. „Lilith”. Był to pierwszy drukowany przezeń utwór, początek długiej i świetnej drogi twórczej.

Wkrótce po ukazaniu się pierwszego zeszytu nadszedł list, skierowany do mego ojca:

Zaledwie przed kilkoma dniami otrzymałem egzemplarz „Pióra”. Ogromnie mi się podobało. Wydanie bardzo ładne i staranne, a przytem i cena bardzo niska. Dział poezji bez zarzutu — co do prozy, niestety, nie da się tego powiedzieć. Czy się rozchodzi? I czy są widoki na drugi zeszyt. (...) chciałbym i w drugim zeszycie wziąć udział, o ile naturalnie Panowie nic przeciwko temu nie będą mieli... — J. Iwaszkiewicz.

Ale żaden już numer „Pióra” nie miał się ukazać. Czasy były wojenne, niesprzyjające muzom, a i funduszów zabrakło. Pierwszy zeszyt „Pióra” był zarazem ostatnim.

Rękopisy pozostały w tece redakcyjnej, przywiózł je mój ojciec z Ukrainy do Warszawy, a po niespełna półwieczu znalazły się w mojej szufladzie, zawierającej różne pamiątki z dawnych lat. Są tu „Sonety miłosne” Iwaszkiewicza, które nie doczekały się druku w „Piórze”, pisane w roku 1912, jest sonet pt. „Wrzosy” — z tą samą datą, są trzy „Przypowieści o życiu i śmierci”, pięć listów do redakcji oraz dwa wiersze z cyklu „Imiona”: „Athamara” i — „Lilith” — rękopis pierwszego drukowanego wiersza poety.

„Lilith” — rękopis pierwszego drukowanego wiersza poety
„Lilith” — rękopis pierwszego drukowanego wiersza poety

Tekst pochodzi z numeru nr 988/1964 r. (pisownia oryginalna), a możecie Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.

 

Fundacja PRZEKRÓJ to nie tylko kwartalnik „Przekrój”, choć ten na co dzień zajmuje większość naszego czasu. Działalność Fundacji to także opieka nad archiwum „Przekroju”, które liczy 3000 numerów i wciąż rośnie. Archiwum udostępniamy bezpłatnie, więc zajrzyj tam w dowolnej chwili!

* Pola wymagane

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!