pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Mój nauczyciel śpiewu – Hannibal Means – uczył mnie, by śpiewając, przekazywać sporą ilość ...
2019-10-28 23:59:00
muzyka

Czakra prawdy – rozmowa z Natalią Przybysz

zdjęcie: Sylvia Pogoda
Czakra prawdy – rozmowa z Natalią Przybysz
Czakra prawdy – rozmowa z Natalią Przybysz

Mój nauczyciel śpiewu – Hannibal Means – uczył mnie, by śpiewając, przekazywać sporą ilość prądu, udrażniać kanały energetyczne. Wtedy muzyczne wibracje mają moc leczenia i żeby było jasne, nie mam na myśli siebie, ale muzykę jako taką. W gardle jest czakra odpowiedzialna za wypowiadanie prawdy. O nowej płycie Natalii Przybysz pt. „Jak malować ogień” rozmawia Robert Rient

Czyta się 12 minut

Robert Rient: Zacznijmy od pytań, które są cytatami albo parafrazami tekstów z twojej najnowszej płyty. Umiesz już malować ogień?

Natalia Przybysz: Uczę się.

Jak?

Oddychając do brzucha.

Czy jak jesteś goła, to się cieszysz?

Zawsze.

Dlaczego?

Bo coraz bardziej lubię swoje ciało.

W Polsce kochamy się źle czy dobrze?

Trzeba w tym celu zrobić sondę uliczną, ja nie wiem.

A w ogóle można kochać źle?

Można intencją kochania wybrukować piekło sobie lub komuś.

Czym jest światło?

Światło to biel papieru. Światła jestem pewna.

Lepiej się kochać na kołdrze czy pod kołdrą?

To jest uwarunkowane sezonowo i akustycznie.

Skoro zjadamy ten świat, powiedz: kim jutro będziemy, jeśli nie hienami?

Może będziemy Indianami, wrócimy do korzeni i mądrości bycia blisko natury, tej, która przetrwa. Ale nie sądzę, byśmy wszyscy obudzili się do tego o czasie.

Co znajduje się między prawdą a Bogiem?

Co za brutalne pytania. Ale dobrze, spróbuję. Między prawdą a Bogiem jest chwila teraźniejsza.

To już ostatnie, ale najważniejsze. Oddałabyś wszystko, co wiesz za to, czego nie wiesz?

Chciałabym potrafić.

To jest wymijająca odpowiedź.

W chwili śmierci pewnie to nastąpi.

Wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie wiedźma i ofiaruje taką możliwość. Musisz podjąć decyzję teraz. Oddasz wszystko, co wiesz za to, czego nie wiesz?

Tak.

O czym myślałaś, tworząc swoją najnowszą płytę Jak malować ogień?

To teraz ty sobie wyobraź, że jechałam nad morze z moim partnerem i dziećmi. Słuchaliśmy twojego wystąpienia na YouTube pod tytułem Kryzys klimatyczny czy naturalne zmiany klimatu?. Przeczytałam, co napisałeś dla „Przekroju” o tym, że musimy przejść żałobę klimatyczną, by zyskać szansę na rewolucję. Wlewały się we mnie informacje o wymierających gatunkach, gazach cieplarnianych, uchodźcach klimatycznych. Całą rodziną wysypaliśmy się z samochodu jak skamielina. Czuliśmy się potwornie, smutno. Do tego był upał, rozbolała mnie głowa. Dowiedziałam się, że to horton headache, ból głowy spowodowany brakiem tlenu. Nadszedł wieczór, a wraz z nim zawiał chłodny, przyjemny wiatr. Poszłam na plażę przygnębiona nieuchronnością kryzysu klimatycznego. Nie mogłam cieszyć się przyrodą w Dębkach, lasem, który wbija się w wydmy. Nigdzie na świecie nie widziałam piękniejszej plaży. Dopadało mnie poczucie bezsensu, trwoga o przyszłość dzieci. Płakałam, krzyczałam, wdychałam tlen. Spojrzałam na zachodzące słońce i wykrzyczałam do słońca pytanie: co ja mam zrobić? I dostałam odpowiedź od słońca, od ziemi: trzymaj się mnie mocno, najmocniej jak się da. Poczułam niezwykły spokój, ukojenie, miłość.

Prawie w każdym utworze nawiązujesz do natury, jest obecna jako tło albo bohaterka. Jako artystka czujesz się odpowiedzialna za los Ziemi?

Tak. Mam poczucie, że trzeba trzymać się tego, co jest teraz, tak jak robią to drzewa korzeniami. Chciałabym, byśmy mówili wspólnym, zjednoczonym głosem. I chciałabym, by muzyka przywracała wrażliwość i czujność na dziką naturę, od której zależy nasze życie.

A jak ty trzymasz się tego, co jest teraz?

Nadchodzą czasy, gdy być może trzeba będzie kogoś nieść, a inną osobę wspierać psychicznie, być może trzeba będzie zdobywać pożywienie w niestandardowy sposób, albo leczyć się naturalnie. Jeśli chodzi o mnie, to ćwiczę jogę i praktykuję zen. To dla mnie jak szkolenia Jedi. Joga i zen pochodzi z czasów, gdy ludzie żyli bliżej natury. Mówi się, że w jodze jest tyle asan, ile gatunków, czyli tak naprawdę nie wiadomo ile. Sporadycznie wyznaję też kult jeziora.

Jak?

Sakrament kąpieli nago w jeziorze, najlepiej dzikim, zawieszonym w mchu, po zmroku, nad głową nietoperze polujące na owady. Płynęłam tak nocą, czując, że dotykam czegoś świętego. I gdy później mijałam to jezioro, musiałam mu się pokłonić z wdzięcznością. Myślę, że to jedno z tych totalnych doświadczeń, za którym tęskni wiele osób – połączenia, czy też powrotu do natury, do domu. Mam na myśli miłość, przestrzeń pozbawioną ocen, komentarzy, nienawiści, słów.

Cały czas jesteś weganką?

Tak. Zaliczałam wtopy, gdy z głodu zjadałam kawałek pizzy z serem, ale już od dłuższego czasu jestem radykalna.

Jak reagujesz na kryzys ekologiczny jako mama?

Moje dzieci przeszły na edukację domową, ale to nie znaczy, że ja je uczę. W dużym domu jest sporo dzieci, uczą się wszystkie razem. Nie marnujemy czasu na zakuwanie, realizację wizji systemu. Chcę, by moje dzieci umiały sobie radzić, by wiedziały, że są wartościowymi osobami, samodzielnymi i silnymi. Chcę, by umiały biegać na bosaka, by były odporne, miały w sobie dużo ruchu i energii, by były zdrowe, obudzone. Nie chcę, by zostały zaprogramowane i nie chcę, by porównywały się w górę lub w dół.

Na czym polega to domowe nauczanie?

Jest prowadzone w systemie Montessori, zorganizowane przez wykwalifikowane nauczycielki i psycholożki. To nie jest szkoła demokratyczna, bo, chociaż ma sporo jej cech, nie wszystko podlega głosowaniu. Dorośli opiekują się tam dziećmi. Są pewne narzucone zasady bezpieczeństwa. Dzieci spędzają sporo czasu na dworze, w lesie, na drzewach, boso i nie są podzielone wiekowo. Zresztą bardziej od tego, ile mają lat, interesuje je, jaką kto ma stopę, jak długą nogę oraz ile urósł w wakacje. Nauczyciele nie są opresyjni, więc w dzieciach nie odkłada się agresja, sporo między nimi bliskości i ciepła. Gdy trafia tam dziecko z normalnej szkoły, zazwyczaj przechodzi etap dekompresji, siedzi, nic nie robi, grzebie patykiem w piasku, powoli zaczyna ufać dorosłym, by móc podejść do nich, poprosić o coś, zrozumieć, że to nie jest problem, gdy nauczyciel jest w pomieszczeniu. Myślę, że trudność zaczyna się wtedy, gdy w domu i szkole jest różnie. Najlepiej, by przechodząc przez drzwi szkoły, nie czuć progu zimnego basenu, że oto teraz muszę stawać na baczność.

Co to znaczy, że winyl nowego albumu jest proekologiczny?

Najmniejsze zło z możliwych. Winyl jest z granulatu, ścinków, które powstają w trakcie produkcji innych płyt winylowych. Te odpady ponownie się mieli i z nich formułuje płyty. Każda wygląda inaczej, ma inne kolory tak jak zmieszana plastelina. Przez to płyty brzmią jakby miały pięć lat, słychać trzaski. Naklejki na winylach również są używane, będę je ręcznie podpisywać.

A płyty CD?

Ograniczyłam zawartość aluminium, dlatego krążek jest przeźroczysty, a nie srebrny. Okładka jest z papieru z recyklingu i nie ma w niej zbędnych plastikowych elementów podtrzymujących płytę w opakowaniu.

Ludziom zyskującym świadomość trwającego kryzysu ekologicznego, często towarzyszy poczucie winy za to, jak funkcjonują na planecie. Jak sobie radzisz z takimi emocjami?

Od kiedy mam dzieci, czuję stale włączony instynkt, czy program związany z dbaniem o nie, dbaniem o przestrzeń, w której mogą przebywać , w taki sposób, by było im dobrze. Odzywa się we mnie samica, która nakazuje mi różne rzeczy robić. Jeśli chodzi o mnie, to nie skupiam się na tym, by sobie dogadzać, aby gromadzić, zaspokajać zachcianki.

„Nie kupuj mi nic, kiedy brudów w bród”.

A dalej śpiewam, że w ciepłym lesie wszystko jest za darmo i nie ma metek. Niedawno wręczałam nagrodę pewnemu muzykowi, buty pożyczyłam. Gdy muszę się wystroić, pewna pani wypożycza dla mnie ubrania. W szafie mam buty lakierki, czarną marynarkę, tunikę i przerobione, ukochane spodnie, w których występuję od 6 lat. Wiem, że w tym świecie jest presja na wygląd, ale nie trzeba jej ulegać. Ciuchy mają być przyjemne, chcę się w nich dobrze czuć, ale nie są ważnym tematem. Rozważam uniform, trochę jak Bobby McFerrin, który zawsze występuje na boso i w tym samym T-shircie. W książce Philipa K. Dicka Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? na początku jest ta futurystyczna wizja, która stała się naszą codziennością. Giniemy przez chłam, który sami wyprodukowaliśmy, chłam, który nas zalewa.

Zmienił się skład twojego zespołu. Jak pracowałaś nad nową płytą?

Poprzedniej zimy, gdy byłam na nartach i stałam na szczycie góry, zadzwonił do mnie Hubert Zemler, wybitny perkusista i powiedział, że chce odejść w stronę solowych projektów. Świeciło słońce, powiedziałam mu: „tak, idź”. Gdy zjechałam na dół i przewróciłam się, odkryłam, że to bolesna strata. Odszedł również basista Filip Jurczyszyn. Nastała nowa era sekcji rytmicznej, dołączył Kuba Staruszkiewicz i Pat Stawiński, dwóch przyjaciół. Czasami mam wrażenie, że są jednym człowiekiem. Niedawno przyznali mi się, że gdy byli przed laty na moim koncercie, to uznali, że dobrze by było ze mną grać. Mój zespół to zaczarowani ludzie, którzy się lubią.

Poza tym Wojtek, twój partner, jest bratem bliźniakiem Jurka Zagórskiego, twojego producenta i gitarzysty. Lubisz, jak jest rodzinnie?

Na to wychodzi. Tworząc tę płytę, czuliśmy, że wszyscy w zespole jesteśmy producentami. Poza Jurkiem jest jeszcze Mateusz Waśkiewicz – to dwa skrzydła stojące po mojej lewicy i prawicy. Jestem uzależniona od tego, jak grają, współbrzmią. Podczas pierwszego spotkania dotyczącego nowej płyty uruchomiłam ich, by grali, więc grali. Robiłam obiad, chodziłam dookoła i czułam ciarki na skórze. Później zaczęłam pisać teksty, które powstawały wraz z melodiami. Dzięki atmosferze cała praca nad płytą Jak malować ogień przebiegła niezwykle płynnie.

Energetycznie przypomina mi krążek Prąd.

Ciekawe. Pewnie ma to związek z moim procesem. Poprzednia płyta Światło nocne była ciężka, pominięta przez wiele osób. Wtedy byłam bardziej skłonna do toczenia różnych walk.

Dlaczego opowiedziałaś publicznie o swojej intymnej historii?

Zawsze słuchałam muzyki, która była o czymś. Pamiętam z dzieciństwa muzykę i filmy o Tinie Turner, imponowała mi Nina Simone z jej zaangażowaniem w prawa obywatelskie. Wierzę w to, że zajmowanie sobą miejsca w przestrzeni publicznej wiąże się z obowiązkami. Mój nauczyciel śpiewu – Hannibal Means, tenor Opery, który zresztą sporo czasu spędził z Niną Simone – uczył mnie, jak muzyka buduje most pomiędzy smutkiem a szczęściem. Z płaczu wychodzi jęk, z niego wypływa dźwięk, a więc muzyka. A ona ma moc przyśpieszyć tę wewnętrzną transformację, zmienić smutek w piękno, w szczęście. Hannibal uczył mnie, by śpiewając, przekazywać sporą ilość prądu, udrażniać kanały energetyczne. Wtedy muzyczne wibracje mają moc leczenia i żeby było jasne, nie mam na myśli siebie, ale muzykę jako taką. W gardle jest czakra odpowiedzialna za wypowiadanie prawdy. Można oczywiście śpiewać tak, by ktoś przyjemnie spędził czas, ale zainteresował mnie eksperyment polegający na dołączeniu do dźwięku, mojej, najbardziej intymnej prawdy.

W singlu promującym płytę śpiewasz: „Nie podaję łapy i nie jadam z ręki / Coraz głębiej korzeniami trzymam tej ziemi”.

Podziwiam instynkt wilka, który nie podaje łapy. Bliżej nam do udomowionych psów. Uczono nas, by być dobrymi i miłymi, zapomnieć o własnej dzikości. Wiele ofiar przemocy, na przykład gwałtu, miało w sobie poczucie zagrożenia, lęk, nieprzyjemne odczucia wobec potencjalnego sprawcy. Przeczucie, że coś jest nie tak. Jednak wpojono w nas przekonanie, że trzeba być miłymi i uśmiechniętymi dla pana i pani. Gdy ten głos jest uwewnętrzniony i silny, łatwiej zignorować własne odczucia. Badania mówią również, że w chwili konfrontacji z nieznajomym większość kobiet boi się, że zostaną zamordowane. Natomiast mężczyźni boją się, że zostaną wyśmiani. Przez bycie miłym i psim możemy wpaść w niemałe tarapaty, zagłuszyć instynkt.

Uczysz swoją córkę, że nie musi się uśmiechać nawet wtedy, gdy starszy pan pyta: a co ty taka nieuśmiechnięta?

Aniela nie lubi jednego wujka i w ogóle z nią nad tym nie pracuję. Widzę, że ma swoje powody i szanuję te powody. Nie ma znaczenia, że to jej wujek. Zarówno córka, jak i syn nie uznają autorytetu dorosłych, którzy używają słów: bo ja tak mówię. To pokolenie nowych dzieci. Trzeba z nimi porozmawiać, poświęcić im czas. Chcę, by przede wszystkim ufali sobie, a nie ludziom, których nie znają. Rozmawiałam z nimi o Michaelu Jacksonie i sugestiach, że być może był pedofilem. Wiedzą o częściach ciała, które są tylko ich i o tym, że nikt nie może ich zmuszać, czy prosić o różne rzeczy z nimi związane.

Jeszcze jeden fragment z płyty: „Myślę, że cała sztuka leży w czułości dla cieni/ Dla śladów i ran z przeszłości, / których nikt już dziś nie zmieni”. 

Moja mama uczyła mnie rysunku, więc przeniknął mnie jej sposób patrzenia na obraz i to, jak opowiada o malarstwie. Gdy pytam, co jej sprawia w życiu radość, odpowiada, że obserwowanie, jak światło wpada do kuchni. I mnie obserwowanie światła napawa kocią przyjemnością. To podarunek od mamy.

Gdy słyszę, jak mówisz o mamie, mam wrażenie, że coś zmieniło się w waszej relacji od czasu twojej terapii, utworu Dzieci malarzy, w którym rozliczałaś się z rodzicami.

Mama bała się otworzyć tamtą płytę, minęło chyba pół roku, zanim to zrobiła. Faktycznie, w terapii, ale również później, w osobistej konfrontacji wyraziłam to, co miałam do wyrażenia. Bo chociaż zawsze uważałam, że mam niezwykłą relację z rodzicami, to chciałam się pozbyć trudności, która zalegała gdzieś na dnie. Finał był taki, że rok temu podczas jednego z koncertów mama przyjechała ze swoim etnicznym bębnem, na którym namalowała serce. Stanęła na scenie i powiedziała: „masową terapię czas zacząć” i uderzyła w to serce. Zaśpiewała ze mną pierwszą zwrotkę Dzieci malarzy. Tata obok grał na gitarze i powiedział prosto do mikrofonu, że mnie kocha. Mam zaufanie do wyrażania emocji oraz rozmawiania z rodzicami – to buduje. Na terapię już nie chodzę. Wypełnić godzinę gadaniem o sobie i jeszcze za to zapłacić obecnie wydaje mi się nienajlepszym pomysłem. Medytacja, taniec i joga działają skuteczniej.

Na okładce to ty zaklęta w ptaka?

Zdjęcie zrobiła Silvia Pogoda. Tańczyłam, nieświadoma, co widać przez oko aparatu. Z wielu ujęć wybrałam to, które pasuje idealnie. Niedawno czytałam o sposobach joginów na zdrowie, jednym z nich była modlitwa, która może mieć formę wiersza. Znalazłam taki, gdy mój syn uczył się w przedszkolu na konkurs recytatorski. Jeremi powiedział wiersz Czesława Miłosza pod tytułem Ptaszek. Te słowa zostały ze mną i stały się modlitwą, która towarzyszyła podczas całej pracy nad płytą. Chcesz usłyszeć?

Bardzo.

„Jestem maleńkim ptaszkiem w ogromnym, szczęśliwym drzewie,
A to drzewo nie rośnie w lesie, bo samo jest całym lasem.
W nim mój początek, pamięć i zaniemówienie,
Bo nie chce być nazwane żadnym wyrazem”.

Natalia Przybysz, fot. Sylvia Pogoda
Natalia Przybysz, fot. Sylvia Pogoda

Natalia Przybysz: 

Urodzona w 1983 r. w Warszawie. W 2001 r. razem z siostrą Pauliną założyła zespół Sistars. Pięć lat później rozpoczęła solową karierę i wydała płyty: Maupka Comes Home, Gram duszy, Kozmic Blues: Tribute To Janis Joplin, Prąd, Światło nocne i najnowszą – Jak malować ogień, której premiera przypada na 25.10.2019 r. i zostanie wydana w Kayax. Trasa promująca album rusza 02 listopada 2019 r.

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!