Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Etykieta typu blacha typu nieśmiertelnik, jakby na wypadek wojny. Bomba atomowa strzeli, a zapach perfum ...
2019-02-20 23:59:00
Destroix

Czad: Dirty Flower Factory

Czad: Dirty Flower Factory
Czad: Dirty Flower Factory

Etykieta typu blacha typu nieśmiertelnik, jakby na wypadek wojny. Bomba atomowa strzeli, a zapach perfum nie zginie i poleca się na przyszłość, na czas postapokalipsy. Pachnie, jak gdyby Czarnobyl wyleciał w powietrze i okazał się kwiaciarnią.

Motto: „Lubie se pachnieć drogim perfumem” (Rogal DDL, Abrakadabra)

Najważniejszy filmik w historii YouTube’a to wcale nie musi być Gangnam Style ani Leave Britney Alone. Po prostu zależy, jak rozumieć „ważny”. Jeśli artystycznie, to znam coś istotniejszego, i jest to reklama! Jedna z tych nielicznych, których w pierwszym odruchu ani w żadnym dalszym nie pragniesz przełączyć. KENZO World – The new fragrance ma 23 mln wyświetleń, z czego około 2% to moje. Lady in green siedzi i się nudzi na jakimś iwencie, czyli się uśmiecha, bo to Ameryka, ale kiedy już nie może, kiedy już nie daje rady z „uśmiechaniem dalej” (keep smiling), idzie na korytarz, niby że do toalety. Nie wiem, jak określić to, co potem się odbywa, może wystarczy powiedzieć, że jest to jednoosobowy desant na budynek, inwazja przestrzeni. Jej jednej wystarcza i jej motoryki, żeby przejąć budę. Pamiętajmy, że reklama, bo na końcu się wyjawia, że w laskę „wstąpiło” pod wpływem zapachu – tego, co w tytule.

I tak działają wspaniałe perfumy – wybuchowo, podprogowo. Wybuch, oczywiście, może być do środka, ale się umówmy, że nie po to kupujesz mocną kompozycję, żeby być introwertykiem. Możesz być ubrany zupełnie porządnie lub zupełnie nieporządnie, zapach to osobny kanał przesyłu energii, może pięknie przełamywać to, co niby masz na sobie. Ubrania widać, lecz ubrania to przykrywka. Ja bardziej ubieram zapach niźli ciuchy na się. Dress code, jeśli się nie mylę, obejmuje tylko wygląd, o perfumach nic nie było.

Wchodzę do Lulua, ulubionej perfumerii na krakowskim Kazimierzu. Jest piątek wieczorem, luty, czyli idzie wiosna, a za godzinę trzeba do teatru. Warto się w coś ubrać w sensie zapachowym. Chcę, żeby – jak zawsze – efekt był szałowy oraz przebić wszystkie diwy, a w powyższym celu należy co sezon odświeżać środki wyrazu. Proszę dziś o coś innego, niż zazwyczaj proszę, coś nie w moim stylu, może coś męskiego? Ale wszyscy dobrze wiemy, że znów skończy się na kwiatkach.

Dirty Flower Factory, bowiem od nich się zaczęło i od razu było jasne, że bez nich nie wyjdę, to perfumy z Ameryki. Aż od nich bije nieeuropejskością i nieorientalnością: zapach jak przywalić cepem, bez stopniowania, bez niuansowania. Każda kolejna składowa tylko podbija poprzednie, nie ma nic na przełamanie, mniej więcej jak w brownie albo w shake’u waniliowym. Amerykanin, stanąwszy wobec zadania pod tytułem „kwiaty”, nie będzie brał jeńców.

Twórca marki, John Pegg, zaczął jako bloger. Wąchał, recenzował i się rozprzestrzeniał jak zapach w pokoju. Czuć tę oddolność w jego kompozycjach, które są bezczelnie proste, bezczelnie zdecydowane i bezczelnie mocne. Ja bym takie robił, jeśliby jeszcze nie były zrobione. Gdyby ich nie było, trzeba by wymyślić.

Pegg ma coś z Warhola: tę prowincję przemysłową i przyzakładową, która wbiła na salony, tę amerykańskość, ten klimat fabryki. Kiedy zakładał działalność, dał jej nazwę Kerosene, a to znaczy – Nafta! Jego szkołą perfumiarstwa był warsztat samochodowy. Proust miał magdalenkę, a Pegg wraca do dzieciństwa poprzez olej silnikowy. (Dla mnie tą „wonią pierwotną” jest zapach lizolu, czyli zapach Mamy wracającej z pracy, to znaczy z przychodni, bo Mama jest pielęgniarką).

Flakon typu sześcian, powleka go lakier, rzecz jasna, samochodowy. Flakon wygląda jak kałamarz w starym stylu, ale kałamarz nabity benzyną, wonnymi smarami. Etykieta typu blacha typu nieśmiertelnik, jakby na wypadek wojny. Bomba atomowa strzeli, a zapach perfum nie zginie i poleca się na przyszłość, na czas postapokalipsy. Pachnie, jak gdyby Czarnobyl wyleciał w powietrze i okazał się kwiaciarnią.

Dwa główne akordy to są białe kwiaty (jaśmin, pomarańcza) i kwiaty czerwone (róża). Państwo również nie wiedzieli, że kwiat pomarańczy jest, tu zaskoczenie, niepomarańczowy? Por. Agnieszka Drotkiewicz, Tessa Capponi-Borawska, Smak kwiatów pomarańczy. Jeżeli zsumować wymienione „nuty”, wychodzi różowe, bo choć z czerwonego mamy tylko różę, to jest tak zabójcza, taka dominatrix, że więcej nie trzeba. Kompozycja „róż sto pro”, czyli na sto procent. Są to perfumy dla twojej Krystyny. Jak powiada Steven Tyler: „Pink – it’s my new obsession. / Pink – it’s not even a question. / Pink – it’s the color of passion. / Pink – it was love at first sight. / Pink – when I turn out the light. / Pink – it’s like red, but not quite” (Aerosmith, Pink).

Róża w tych perfumach jest bardzo różowa i bardzo różana, taka wręcz maślana albo wręcz mydlana, co wynika również z mocnego kontekstu, który potęguje efekt. Na mój nos jest więcej kwiatów, niż podają w spisie. Teraz wizualizujemy tę scenę z filmu Godziny, kiedy Meryl Streep idzie kupić kwiaty herself. Wchodzi do sklepu z kwiatami zwanego kwiaciarnią, cała zalatana, ale od razu włącza się jej uśmiech, ściąga rękawiczki i mówi w powietrze: „FLOWERS! What a beautiful morning”. A potem dodaje: „Let’s just have buckets of roses…”

W wonnych przydatkach kompozycji Dirty Flower mamy drzewo sandałowe („wieje sandałem”), pieprz czarny (na mocne otwarcie), pieprz chili (mocniej, mocniej, mocniej) i, rzecz jasna, piżmo, bo bez piżma się nie liczy. Pani Bogusława, Kraków, księgarnia na Podwalu, dawszy się popsikać, odczekawszy kwadrans, zawyrokowała: „Pachnie pogrzebem”. W sensie, że jak kwiatki położone wszystkie razem. Pokonałoby swąd trupa. Target tego zapachu nie żyje od co najmniej 30 lat, dlatego spokojnie może się odrodzić jak Feniks z popiołów. „Puk, puk, to znowu ja, druga wojna światowa!” (Dorota Masłowska, Między nami dobrze jest).

Producent przewidział feedback pani Bogusławy, bo pisze na stronie, że to: „zapach dla tych, którzy nie chcą ładnie pachnieć”. Dirty Flower Factory to więcej niż ładnie, to zapach „zbyt ładny”, too much. Ja nie uznaję kalendarza perfum – że na przykład te na zimę. W głębokim czerwcu, gdy wszystko pachnie najmocniej, mam życzenie jeszcze mocniej. Jak dla Włocha makaron nigdy nie jest za twardy, tak dla Polaka zapach nigdy nie jest za ciężki.

Projekcja na całą salę (na całą halę), a trwałość na cały wieczór. Nie obserwuję „rozwoju zapachu”, który od razu dokłada do pieca i daje na pełną głośność – prostota amerykańska. Kompozycja Dirty Flower jest zupełnie nie do zdarcia i nie do odparcia. „You’re not rid of me!” (PJ Harvey), a gdyby rok był ’68, powiedzielibyśmy flower power. Może przejdziesz obok, ale nigdy obojętnie. Lecz najpewniej nie polubisz, bo takie stężenie to jednak przegięcie. Propozycja jest dla ciebie, jeśli nie chcesz być kobietą, a wolisz stereotypem. Zapach dla Krystyny – ale od Janusza. Janusz robi na zakładzie i przynosi żonie kwiaty. Możesz wreszcie poczuć, że masz chłopa w domu. Ile za taką przyjemność? 500+ nie starczy, chyba że masz trójkę dzieci.

Jestem w tym fragransie absolutnie zakochany i teraz rozumiem, co to oznacza, że miłość jest ślepa. Jest ślepa, bo patrzy nosem! Do Świętego Pawła Hymnu o miłości – „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest” itd. – dopisałbym: „Ślepa jest”. To zresztą jedyny sposób na tę wiązkę zapachową, na ten koktajl Mołotowa: niewielka szansa, że kupisz, jeżeli nie oszalejesz, jeżeli nie będzie chemii.

Dirty Flower Factory to opera, ale dużo bardziej, bo prowincjonalna, i nie polecam niefanom opery. Nawet do kiczu potrzeba mieć serce, a może zwłaszcza do kiczu – trzeba umieć go przytulić. Zapach Dirty Flower jest tak bardzo jakiś, że albo go noś z podniesioną pachą, albo nie noś wcale! Gdyby mu dopisać motto, byłoby z nowego tomu poety Jacka Podsiadły: „Noc przykłada czarny plaster do otwartej rany miasta, / bez i jaśmin pachną w parkach, jakby ktoś perfumy rozlał” (Piosenka o mojej Warszawie).
 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!