Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści

Ciężar formy

Anna Zaradny, RONDO ZNACZY KOŁO, 2016, instalacja świetlna „Can’t Illumination”, fot.G.Mart/ Studio FilmLOVE
Ciężar formy
Ciężar formy

Chciałam umożliwić widzowi interakcję z moimi pracami jak i odkrycie pierwotnych założeń projektowych budynku np. odsłonięcie całkowite szpaleru okien w drugiej przestrzeni wystawienniczej przez usunięcie ścian, które 20 lat je ukrywały. Z ekstatyczną  przyjemnością zerwałabym papę z dachu, by wpuścić światło przez luksfery znajdujące się w stropie – mówi Anna Zaradny w rozmowie z Łukaszem Stępnikiem i Mileną Trzcińską.

Dlaczego akurat Krystyna Tołłoczko-Różyska tak Panią zafascynowała? 

Postać twórczyni Bunkra Sztuki bliżej poznałam przy okazji tworzenia obiektu multimedialnego BRUITBRUT w 2013 roku. Przyglądałam  się wówczas ograniczeniom ciążącym na budynku i instytucji już w fazie projektowania bryły, jej późniejszego przekształcenia, a także osobie samej architektki Krystyny Różyskiej-Tołłoczko, wyjątkowo twórczej i wszechstronnej kobiety. Zafascynowała mnie jej wizjonerska postawa, pasja, niezłomność, talent, bezkompromisowość i pracowitość. Mimo panującej mody na modernizm w architekturze, w mainstreamie stosunkowo niewiele mówi się o kobietach projektantkach, które są przedstawicielkami tego nurtu. Jej niezależna ścieżka twórcza i estetyczna wyobraźnia jest mi bliska, wyraża się w upodobaniu do prostoty, geometryzacji, syntetycznej formy. W zeszłym roku zostałam zaproszona do zaprezentowania swojej monograficznej wystawy w specyficznym momencie dla Bunkra Sztuki - zarówno instytucji jak i obiektu architektonicznego. Budynek od lat znajduje się w stanie fizycznego rozkładu, tymczasowości, a sama instytucja usiłuje przedefiniować swoje miejsce i tożsamość. Interesują mnie doświadczenia procesualne, między erozją a konstytuowaniem nowej materii, w związku z czym przyjęłam to zaproszenie z entuzjazmem. To tam na nowo podjęłam dialog z dziełem Tołłoczko–Różyskiej. 

Jak sam budynek wpłynął na kształt Pani wystawy monograficznej? Czy struktura ekspozycji stanowiła dialog z kształtem i charakterem wnętrza, czy obiekt był raczej przeszkodą, stawiał opór materii? 

Słowa usterka i przeszkoda towarzyszyły publicznej recepcji  Bunkra Sztuki w wielu okolicznościach. Postanowiłam odwrócić ten porządek i potraktowałam propozycję architektoniczną projektantki jako miejsce eksperymentu i spotkania różnych organicznych i efemerycznych środków wyrazu - światła, cienia, dźwięku i obrazu oraz formy koła, bo wszystkie prace miały ten kształt bądź o nim mówiły. Oprócz gigantycznej wyrwy w ścianie w kształcie okręgu i wykutej rozety / mandali w elewacji Can't illumination, odnoszącej się wprost do niemożności całkowitego oświecenia, poznania, a jednocześnie w symboliczny sposób uwolnienia  światła przez tymczasową (dwudziestoletnią) ścianę zakrywającą linię okien  jedynymi motywami wizualnymi i audialnymi, które kształtują tę przestrzeń są wyżej wspomniane jednostki optyczne i dźwiękowe. Nie chciałam budować tzw. displayu, ponieważ takie myślenie o architekturze wystawy wydaje się być wbrew założeniom surowego ascetyzmu Tołłoczko-Różyskiej. Zaburzenia, skazy, przekształcenia stały się immamentnym składnikiem budowania narracji i bodźcem dla mnie, stanowiącym finalnie walor konstrukcyjny, który mogę podważyć i ukazać pierwotne idee.

Czy może Pani podać przykład przenikania się architektury Bunkra z poszczególnymi pracami?

Prace, czy raczej narracja ich wpisania w dwie przestrzenie piętra Bunkra stanowiły dialog dosłowny i bardzo sugestywny. Był on jednocześnie iluzoryczny jak w przypadku spiralnej klatki schodowej "Rdzeń" i sensualny, zmysłowy w wyłaniających się pracach wideo ze ścian "Punctus contra Punctum" , "SUNRISE/SUNSET", które wraz ze zmianą nasłonecznienia i pory dnia zmieniały swoje wizualne oblicze i relację wobec architektury przestrzeni jak i innych obiektów, prac. 

Chciałam umożliwić widzowi interakcję z moimi pracami jak i odkrycie pierwotnych założeń projektowych budynku np. odsłonięcie całkowite szpaleru okien w drugiej przestrzeni wystawienniczej przez usunięcie ścian, które 20 lat je ukrywały. Z ekstatyczną  przyjemnością zerwałabym papę z dachu, by wpuścić światło przez luksfery znajdujące się w stropie. Jednak tego ograniczenia, wynikającego z dawnej decyzji o uszczelnieniu dachu w taki sposób, nie udało mi się przeskoczyć. Celowo wydobyłam i podkreśliłam rozwiązania materiałowe, charakterystyczna dla tej architektury czyli użycie szkła, stali i betonu. Wykorzystałam zastaną tkankę i jej parametry. W symboliczny sposób nawiązałam poprzez elementy konstrukcji stalowej do prototypów mebli zaprojektowanych przez Tołłoczko-Różyską, których zachowały się jedynie na zdjęciach. Formą odniesienia jest również szkło, które pojawia się m.in. w pracy for you Karlheinz, czy beton w Lutoslawski CUT. Pojawia się też len spowijający monumentalną spiralę Rondo znaczy koło - surowy materiał, o złożonej fakturze, który z kolei Tołłoczko-Różyska wykorzystywała w projektach modowych. Ten wielowarstwowy i wielowątkowy dialog z architektką, dosłowne nakładanie się stało spiritus movens całej narracji. Zależało mi na interakcji widza z materią budynku. Przechodzenie przez otwory, zaglądanie do nich, wchodzenie do spirali, organoleptyczne zanurzanie się w materii. Dźwiękowa sfera ekspozycji wszystko spajała i dawała złudzenie jednej spójnej kompozycji i symbiotyczności z przestrzenią.

Czy uznaje pani ten budynek za kobiecy?

To zależy co uważamy za stereotypowo kobiece. Daleka jestem od przypisywania roli płci w procesie projektowym, z drugiej strony często takie tropy są nieuniknione. Najwybitniejsze architektki modernizmu, takie jak Lina bo Bardi, Charlotte Perriand, nie obawiały się eksperymentować z ciężarem formy, która często bywała przysadzista, masywna, wręcz szorstka. Tak jest również w przypadku  projektu Bunkra Sztuki. Poprowadzenie linii i miękkich załamań, można by odczytać jako gest czy pierwiastek kobiecy. Zmiana fasady lub wstęgi nad wejściem oraz niezrealizowany projekt fontanny w budynku mogłyby tylko utwierdzić w takim przekonaniu. Być może pierwiastka żeńskiego należałoby raczej szukać w projektach Tołłoczko-Różyskiej powstałych z myślą o przestrzeni domowej i ubiorze, a więc kategoriom tradycyjnie kobiecym. W jej projektach meblarskich i modowych odnajdujemy pełną syntezę zmysłowości z surowością i szczerością materiału. Z myślą o wystawie przygotowałam performatywną sesję zdjęciową, która wprost nawiązywała do modowych odniesień Tołłoczko-Różyskiej, jak i afirmowała właśnie ten kobiecy pierwiastek: wątek wizerunku artystki, w pracowni (w archiwach galerii można odnaleźć zdjęcia architektki  przy pracy). Wpisując swoje ciało w przestrzeń Bunkra Sztuki, a dokładniej w powstającą w niej wystawę, zdecydowałam się na gest, który jest czymś więcej niż konstelacją różnych figur i zestawów modowych, to świadoma, autentyczna gra z kodami płci oraz formą zmieniającą się w trakcie działań warsztatowych. Za pomocą gestu performatywnego wpisałam swoje ciało w bryłę budynku i znajdujące się w nim obiekty.  

Czy architektura Bunkra Sztuki ma swój dźwięk?

Nasza przestrzeń urbanistyczna jest przesiąknięta dźwiękowymi zakłóceniami i interferencjami. Interesuje mnie kształtowanie przestrzeni poprzez kompozycję dźwiękową, bardziej niż romantyczne teoretyzowanie na temat jej specyfiki audialnej. Budynek Bunkra skojarzył mi się Bruityzmem, nurtem w muzyce wyrosłym na gruncie futuryzmu, którego założeniem jest ekspozycja,  dynamizm ruchu, energia, inspirowana osiągnięciami przemysłu i techniki, niekiedy muzycznie je naśladujący. We wspomnianej pracy BRUITBRUT zarówno warstwa wideo jak i kompozycja muzyczna odnoszą się do fasady budynku, którą potraktowałam dosłownie jak partyturę, a audialna przestrzeń w postaci przyrośniętej kawiarni posłużyła jako materiał źródłowy do skomponowania utworu właśnie w duchu Bruit.

Zatem w tym konkretnym przypadku jednoznacznie określiłam estetykę dźwiękową obiektu i podążyłam w tym kierunku. Zdecydowanie jest to dźwięk pojedynczy, czy jego wielowarstwowa narracja, ale pozbawiona melodii czy harmonii w systemie dur moll.

Czy traktuje pani budynek jako autonomiczne dzieło sztuki? Czy architekturę można poprawiać, ingerować w projekt, czy jest równoprawna z efektem pracy artysty?

Modernizm kształtował się w wyniku napięcia pomiędzy marzeniem o stałości i permanentności i równoczesnej wiary w to, co nowe. Obecnie trwa debata na temat stosunku do dziedzictwa modernizmu w Polsce. Problem modernizacji tych budynków stwarza wyzwanie co do natury przebudowy i adaptacji. Cenię architektów którzy podejmują dialog z przeszłością, nie stroniąc od nowatorskich rozwiązań i eksperymentów. Przykładem tego w polu sztuki jest nowy wizerunek budynku Leszka Klajnerta, obecnej siedziby Fundacji Galerii Foksal, który zyskał radykalnie nowe oblicze dzięki architektowi Rogerowi Dienerowi. To również wyzwanie, przed którym stoi krakowski Bunkier Sztuki. 

Od 30 marca 2017 roku w Kasia Michalski Gallery w Warszawie można zobaczyć nową wystawę Anny Zaradny Theurgy Two.

Łukasz Stępnik i Milena Trzcińska – architektci, redaktorzy naczelni kwartalnika architektonicznego RZUT. 

Data publikacji: