Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Już jest – nowy „Przekrój”, a w nim jak zwykle dużo wszystkiego! Piszemy o bliskich nam wartościach, dalekiej Japonii i jeszcze dalszej Wenus. Rozmawiamy z dziećmi i mądrymi dorosłymi, przyglądamy się snom i fraktalom. Wiosenny "Przekrój", jak można go nie kupić?

Kup numer wiosenny

Przekrój
Wraz z nadejściem wiosny komisarz Maciejewski ma kolejną zagadkę do rozwiązania. Zaprasza
2021-03-19 09:00:00
zagadka kryminalna

Beznadziejna sprawa?

Daniel Mróz, rysunek z archiwum nr 771/1960 r.
Beznadziejna sprawa?
Beznadziejna sprawa?

Wiosny przed wojną też były wstrętne. Słońce świeciło tak złośliwie, że w zapiętym płaszczu człowiek się gotował. Ale wystarczyło tylko na chwilę rozpiąć palto, by zaraz złapać katar, a nawet chorobę weneryczną.

Czyta się 3 minuty

Z półrozmarzłej, podśmierdującej gleby z wysiłkiem wydobywały się falliczne kształty kiełków, budząc robactwo, drobnoustroje oraz złe ludzkie namiętności. Nic więc dziwnego, że którejś nocy kłódka przy drzwiach sklepu pana Feld­bauma zaskowyczała pod wytrychem i chociaż ten dźwięk od razu zaniepokoił czujnego psa właściciela, złodziej zdążył wyrwać szufladę z kasy i zniknąć, pozostawiając błotniste ślady ciężkich buciorów. Mundurowy patrol zjawił się błyskawicznie. Brygada śledcza – za późno. Komisarz Maciejewski rozglądał się po sklepie pana Feldbauma, zaskoczony tym, co w nim zastał. Podłoga lśniła czystością, a powietrze wypełniała woń lizolu.

– Gdzie te ślady butów? – burknął do właściciela.

– Tu, tu i tu były – sklepikarz wskazał kilka szczególnie czystych miejsc na nieskazitelnej podłodze. – Ale pan władza kazał posprzątać. I jeszcze wlepił mandat.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

– Tak jest – pochwalił się starszy posterunkowy Dzierżak, dumny z funkcji dowódcy patrolu. – W sklepie musi być higiena, bo tu ludzie chodzą. Tak stoi w rozkazie nowego pana komendanta.

– Mój pies chciał pobiec za śladem…

– …ale nie był szczepiony – przerwał Feldbaumowi Dzierżak. – Wezwałem hycla i poleciłem zabrać do schroniska, jak stoi w rozkazie nowego…

Maciejewski nie słuchał go, zajęty był oglądaniem kłódki. Jej nieskomplikowany mechanizm ustąpił zapewne pod naporem ostrego, zakrzywionego drutu. Na szczęście posterunkowy nie kazał ładnie zeszlifować wąskich zadrapań przy zamku – jego komendant urzędował od niedawna i nie zdążył jeszcze wydać rozkazów dotyczących estetyki. Tymczasem po drugiej stronie ulicy, pokrytej – jak zresztą cały Lublin – pośniegowym brudem, przez okno swojego warsztatu wyglądał zaciekawiony szewc. Zapamiętale polerował wysokie zimowe buciska, widocznie świeżo naprawione. Świeciły się z daleka zupełnie jak oficerki posterunkowego Dzierżaka.

Zanim Maciejewski wrócił do komisariatu, jego zastępca Kraft zdążył sprawdzić nocne raporty. Na dołku siedziało aż dwóch idealnych podejrzanych.

– Ten wyższy, Grzelak, był kucharzem w knajpie, która niedawno zbankrutowała – mówił Kraft, gdy wraz z komisarzem zaglądali przez judasza do celi podręcznego aresztu. – W jego kieszeni znaleźliśmy wygięty gwóźdź, ale tłumaczył się, że tylko wydrapywał nim antyrządowe hasła w toaletach. Popatrz, jakie ma zabłocone kamasze! A ten mniejszy, Wroński, to dziennikarz z zamkniętej gazety. Buty wprawdzie zdążył oczyścić, ale nosił po kieszeniach ponad tuzin spinaczy do papieru, kilka nawet rozprostowanych.

– Mnie najbardziej to nie podoba się ten Wroński, panie kierowniku. W gazecie zawsze głupoty wypisywał. I ręce mu się cały czas trzęsą, jak to winnemu! – wyraził swą hipotezę śledczą wywiadowca Zielny, kiedy już cały wydział zebrał się w gabinecie komisarza.

– Mnie Grzelak – powiedział drugi tajniak, Fałniewicz. – Kiepsko gotował i ma wredną gębę.

Komisarz Maciejewski zaś milczał, bo myślał, jak przystało na bohatera zagadek kryminalnych. Ty też pomyśl, Drogi Czytelniku, kto mimo tak marnych dowodów jest najbardziej podejrzany. Beznadziejna sprawa?

Zobacz odpowiedź

 

Odpowiedź:

Zapewne, Czytelniku, najchętniej zobaczyłbyś za kratami starszego posterunkowego Dzierżaka, niestety oprócz głupoty niewiele przeciw niemu świadczy. Podejrzane są buty kucharza Grzelaka, ale jego wygięty gwóźdź pozostawiłby na kłódce szerokie ślady. Z kolei spinaczem biurowym redaktor Wroński mógłby otworzyć co najwyżej zamek walizki i tylko gdyby nie trzęsły mu się ręce. Natomiast tajemniczy szewc z przeciwnej strony ulicy miał dobre rozpoznanie miejsca przestępstwa, dostęp do ostrych i twardych szydeł, a także do wielu par butów różnych rozmiarów. Może nieprzypadkowo czyścił jedną z nich?

 

Data publikacji:

Marcin Wroński

Ur. 1972 r., pisarz. W 2017 r. obchodzi 25-lecie twórczości, mimo że przez pierwsze 15 był wzorcowym przykładem nieudacznika. W związku z tym planował napisać sagę powieściową pt. „Historia nieudaczności”, ale nawet to mu nie wyszło. Popularność i życie z pióra przyniósł Wrońskiemu cykl kryminałów retro o komisarzu Maciejewskim, rozpoczęty w 2007 r. „Morderstwem pod cenzurą”. Za „Pogrom w przyszły wtorek” w 2014 r. zdobył wszystkie możliwe laury dla polskiego autora kryminałów, w tym Nagrodę Wielkiego Kalibru. Jednakże do historii tego zaszczytnego wyróżnienia i tak przejdzie jako najdłużej i najczęściej nominowany. Ostatnio w cyklu ukazał się „Czas Herkulesów” (2017), a na przyszły rok pisarz planuje zbiór opowiadań kryminalnych ze swoim bohaterem, wieńczący jego śledztwa. Podobno dziesięcioletnie pasmo sukcesów zrujnowało autorowi system nerwowy.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!