Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Byliście kiedyś w barze Pod Zawianym Aniołem? Dzieją się tu rzeczy niesłychane, dlatego pewnie ...
2018-03-19 00:00:00
Opowiadanie

Bajka

[Pióra kury], Nevil Story Maskelyne, 1840 r. / The Metropolitan Museum of Art
Bajka
Bajka

Byliście kiedyś w barze Pod Zawianym Aniołem? Dzieją się tu rzeczy niesłychane, dlatego pewnie nie uwierzycie w ani jedno moje słowo. Klnę się jednak na wszystkie świętości, że każde jest prawdą.

Pewnego razu do baru Pod Zawianym Aniołem weszło dwóch mężczyzn. Dawno nie widziałem tak niedopasowanej pary: olbrzym z dość zaawansowaną nadwagą i niewysoki chudzielec. Jeden w przykusej marynarce, drugi – w za szerokiej. Obie marynarki były zupełnie nowe. Zza kołnierzy wystawały źle pochowane metki. Cóż, nieudane zakupy zrobione w pośpiechu. Najdziwniejsze były jednak niewielkie wybrzuszenia odcinające się na plecach niczym garby.

Nowi goście rozsiedli się wygodnie przy barze, zamówili po kuflu i niespiesznie zlustrowali wnętrze. A było na co popatrzeć. Cały klub wypełniony był dziwakami, półwariatami, niedowarzonymi artystami nie wiadomo skąd. Przekrzykując się, dywagowali o muzyce, diecie, kolejnych sposobach na nieśmiertelność, komiksach, jodze... Milczały tylko pary całujące się w ciemnych zakamarkach lokalu. Chudzielec patrzył na ich czułości z żalem w oczach i co chwilę szeptał coś koledze na ucho. Jak się zdaje, po niemiecku.

Zapytałem, czy chcą się zabawić. Gruby się nie odezwał, tylko wcisnął mi w rękę plik wymiętych banknotów. Wskazałem schody. Kurdupel wstał i podreptał na piętro, do pokoju Bajki, najpiękniejszej dziewczyny w mieście. A olbrzym pił. Powoli. Delektował się każdym łykiem i przymykał oczy, jakby każdy haust przypominał mu o czymś, o czym dawno zapomniał, a za czym bardzo tęsknił. Przy trzecim piwie garb na jego plecach poruszył się. Zerknąłem podejrzliwie, gruby się zmieszał, chciał coś powiedzieć. Ale wtedy zobaczyliśmy, że mały schodzi na dół w towarzystwie Bajki. Z czułością raz po raz dotykała jego garbu, a w jej oczach zobaczyłem cudowny blask. Na mnie nigdy tak nie patrzyła.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Gruby położył na blacie kolejne pieniądze.

– Teraz moja kolej – stwierdził i widząc mój wzrok, dodał: – Nie, nie chodzi mi o dziewczynę. Mam dziś urodziny. Czy kolega mógłby zagrać dla mnie? – wskazał stare pianino stojące w rogu sali. – Jeden utwór.

Schowałem banknoty, zastrzegając:

– To stare wymłócone pudło, piekielnie rozstrojone. Nie dam głowy, czy ma wszystkie klawisze.

– Nie szkodzi – dołożył jeszcze jeden banknot.

Kiedy chudzielec zaczął brzdąkać, salę wypełnił szyderczy śmiech. Ale później... Ludzie, jak on grał! Zamiast palców miał krople deszczu. Wydobywał nimi dźwięki, które trafiały prosto w serce. Czułem, że porywa mnie jakaś wielka tęsknota. W moich trzewiach coś zaczęło się żalić i łkać. Bez końca.

Po wszystkim zapadła cisza. Mały kłaniał się jak szalony, oczy grubego błyszczały jak oczy Bajki.

– Do diabła, co to było? – krzyknąłem, prowokując tym samym wielką wrzawę.

Scherzo h-moll opus 20 – odkrzyknął olbrzym. – Zawsze marzyłem o tym, aby Mozart zagrał dla mnie Szopena – dodał, szepcząc mi wprost do ucha. – Wie pan, kiedyś byłem taksówkarzem, słuchałem w aucie muzyki, ale dopiero tam w górze…

W tym momencie wybiła dwunasta. Gruby z niespodziewaną zręcznością skoczył w kierunku chudzielca, chwycił go, uniósł nad głowę, rozepchnął ludzi i pobiegł w kierunku wyjścia. Garb trząsł mu się na plecach jak piersi kobiety zbiegającej po schodach. O niedawnej obecności dziwnej pary świadczył tylko porzucony w pośpiechu mały but i kołyszące się jeszcze przez chwilę drzwi wejściowe.

Kiedy podeszła do mnie Bajka, zacząłem kichać jak szalony. W czarnych kudełkach miała pełno białych piórek. A przecież ze względu na moją alergię nie mamy w poduszkach pierza.

No i sami powiedzcie: czy mógłbym to wszystko zmyślić?
 

Data publikacji:

Dariusz Rzontkowski

Autor sztuk teatralnych i komiksów, uczestnik japońskich eksperymentów dotyczących natury czaso­przestrzeni, znawca zaginionych obrzędów folklorystycznych, doktor sztuki. Dwukrotnie zwyciężył w konkursie „Najpiękniejszy Balkon” (2016, 2017). Współpracuje z Programem 3 Polskiego Radia. Jest współtwórcą kabaretu Mumio.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!