pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Równo dwie dekady temu ukazał się najpopularniejszy singiel Aphexa Twina, który swoim poziomem ustępował ...
2019-03-21 23:59:00

20 lat „Windowlicker”. Czy ta twarz brzmi znajomo?

20 lat „Windowlicker”. Czy ta twarz brzmi znajomo?

Równo dwie dekady temu ukazał się najpopularniejszy singiel Aphexa Twina, który swoim poziomem ustępował jedynie teledyskowi autorstwa Chrisa Cunninghama. O filmie, który z miejsca usztywniał, opowiadają reżyserzy wideoklipów Sebastian Pańczyk i Kobas Laksa. W rozmowie z twórcami to niezwykłe wydarzenie muzyczne wspomina Jan Błaszczak.

Od obcowania z geniuszem lepsze jest jedynie obcowanie z dwoma. A taką możliwość daje oglądanie teledysku Chrisa Cunninghama do utworu Windowlicker Richarda D. Jamesa znanego szerzej jako Aphex Twin. Ten niezwykły klip jest rezultatem spotkania wybitnego twórcy muzyki elektronicznej ze specjalistą od efektów specjalnych, który w latach 90. zrewolucjonizował format wideoklipu. Podejrzewam, że owoce tej wieloletniej współpracy są tak oszałamiające nie tylko ze względu na talent i wyobraźnię Cunninghama i Jamesa. Ważna musiała być również wspólnota zainteresowań oraz charakterystyczne dla obu postrzeganie piękna. Po pierwsze, zarówno muzyka, jak i reżysera fascynował świat nowych technologii, ich wpływ na kulturę i inne dziedziny życia. Aphex Twin zbliżył pracę kompozytora do zawodu programisty. Zamiast adorować kapryśną wenę, James sięgał po kolejne programy komputerowe, przyglądał się algorytmom i aplikacjom. Chętniej niż pomysły innych twórców modyfikował zaś elektroniczne instrumenty. Cunningham natomiast spędzał dnie na planie Obcego i przez lata marzył o wyreżyserowaniu Neuromancera Williama Gibsona. Cyberpunkowa biblia w jego adaptacji mogłaby ocierać się o wybitność, ale z pewnością daleko byłoby jej do kina science fiction w hollywoodzkim wydaniu. A to dlatego, że – tak jak James – Cunningham miał słabość do ciągłego podważania obowiązujących kanonów estetycznych. Zderzania go z przemocą, chorobą i grozą. Domalowywania mu upiornego grymasu. Tak jak w Windowlicker – wspomnianym już kultowym klipie do singla Aphexa Twina, od którego premiery mija dziś 20 lat.

Okładka singla „Windowlicker”, Aphex Twin, Warp Records, 1999 r.
Okładka singla „Windowlicker”, Aphex Twin, Warp Records, 1999 r.

Absurdalnie długi – zwłaszcza w przedyoutube’owej erze – teledysk nawiązywał do pierwszego klipu zrealizowanego przez Cunninghama dla Jamesa. Jeśli jednak opublikowane dwa lata wcześniej wideo do utworu Come to Daddy było psychodelicznym horrorem w stylu Davida Lyncha, Windowlicker miał w sobie więcej humoru i odniesień do świata popkultury. Tym, co łączy oba klipy, są natomiast maski, które noszą występujący w nich aktorzy i tancerze. Przedstawiają one samego Richarda D. Jamesa, choć jest to ujęcie mocno przerysowane, demoniczne. Samo posłużenie się maską można by czytać jako autograf artysty pracującego przy horrorach i filmach science fiction. Tak naprawdę jednak ich użycie jest bardziej wymowne w kontekście drugiego z twórców.

W czasie, gdy kariera Aphex Twina nabierała tempa, twórcy muzyki klubowej cenili sobie anonimowość. Niezależnie od tego, czy nagrywali techno czy ambient, pochodzili z Londynu czy Detroit, wyznawali postpunkowy etos, w którym nie było miejsca na gwiazdorstwo. Muzyka miała bronić się sama. Jamesowi nie było po drodze z taką filozofią. Jego twórczość nie szła na kompromisy, ale obudowywała ją pewna aura niesamowitości. Magnetyzm będący pokłosiem nie tylko niekiedy całkiem przebojowych utworów (Xtal, 4), ale również talentu do autopromocji – marketingu, którym James posługiwał się w charakterystyczny dla siebie, nieszablonowy sposób. Poczynając od pierwszej płyty, muzyk konsekwentnie lokował w świadomości widzów swój enigmatyczny logotyp, w telewizji można się było natknąć na niepokojące teledyski do jego muzyki, a na okładkach płyt – na jego równie niepokojące portrety. Ujęcia twarzy wykrzywione w trochę demonicznym, trochę obscenicznym grymasie Boba z Twin Peaks. Twarzy, która atakowała jak wirus w niezwykłych teledyskach Cunninghama.

Chociaż Come to Daddy w jakimś sensie zapowiadało kolejny klip Cunninghama do muzyki Aphexa Twina, nie było dla niego najważniejszą inspiracją. Kręcony w kalifornijskim słońcu teledysk Windowlicker stanowił przede wszystkim wariację na temat niezwykle popularnych wówczas produkcji Hype’a Williamsa. Reżysera, który taśmowo produkował teledyski największym gwiazdom hip-hopu, przyczyniając się do ugruntowania wizerunku rapera-pimpa otoczonego roznegliżowanymi kobietami, popijającego szampana na skórzanej kanapie luksusowego samochodu. Podobno Cunningham dostał kiedyś kasetę VHS od pracownika MTV, który w swoim wieczornym programie pokazywał teledysk do Come to Daddy. Właśnie wtedy reżyser odkrył, że jego film jest pokazywany w towarzystwie klipów Williamsa. W jego głowie narodził się więc pomysł, by sięgnąć po szerokokątny obiektyw, zatrudnić dobrego choreografa (w tym przypadku pracującego z Michaelem Jacksonem – Vince’a Patersona), grupę modelek i spróbować nakręcić Aphexa Twina „po hiphopowemu”. Kiedy tylko usłyszał wyjątkowo słoneczne, momentami wręcz funkujące Windowlicker, wiedział, że to jest ten utwór. Oczywiście, dziś można rozpatrywać dzieło Jamesa i Cunninghama z perspektywy kulturowego przywłaszczenia. Zastanawiać się, czy pomimo zapewnień o ogromnej sympatii dla hip-hopu nie idą oni trochę za daleko w swojej wulgarnej, obscenicznej parodii. Z drugiej jednak strony, ich wizja jest tak szalona, surrealistyczna i osobna, że zestawianie jej z jakimkolwiek innym dziełem wydaje się tu przesadą. Nawet jeśli, to właśnie przesada wydaje się tu organizującą wszystko zasadą.

O samą realizację teledysku Cunninghama, jego poziom na tle ówczesnych produkcji wideo oraz wpływ na młodsze pokolenie reżyserów postanowiłem zapytać specjalistów. Sebastian Pańczyk ukończył rzeźbiarstwo na Akademii Sztuk Pięknych, ale dał się poznać przede wszystkim jako twórca animacji i teledysków. Ma na koncie nagrodę Yacha za klip do piosenki „Zbiera mi się” Voo Voo, a obecnie furorę robi jego wideo do kawałka „Nag Champa” duetu Syny. Kobas Laksa jest natomiast artystą wizualnym, fotografem oraz reżyserem. W 2018 roku otrzymał Fryderyka za wideo do utworu „Abduł Bey” w wykonaniu Jazz Bandu Młynarski-Masecki.

fragment teledysku „Windowlicker”, Aphex Twin, reż.  Chris Cunningham, 1999 r.
fragment teledysku „Windowlicker”, Aphex Twin, reż. Chris Cunningham, 1999 r.

Jan Błaszczak: Jakie były Wasze wrażenia, kiedy po raz pierwszy zobaczyliście teledysk do utworu Windowlicker?

Kobas Laksa: To był rok 1999. Teledyski oglądało się albo na kablówce, czekając na odpowiedni moment w MTV, albo na kasetach VHS, na których znajomi nagrywali co lepsze kawałki. Do tego, że Aphex jest genialnym artystą, nikogo nie trzeba było już wtedy przekonywać, ale ten teledysk miażdżył wszystko, co do tej pory powstało. Ten klip wydawał się początkiem nowej ery w każdym możliwym wymiarze: estetycznym, obyczajowym, muzycznym i przede wszystkim technologicznym.

Sebastian Pańczyk: Pamiętam, że widziałem to wideo w telewizji! W medium, gdzie treści nie selekcjonujemy, więc wyłowienie czegoś wywierającego wrażenie było okraszone takim dodatkowym walorem niespodzianki. Czasy MTV! Parę klipów powodowało niezmiennie, że człowiek się jakoś dziwnie usztywniał, zamrażał na parę minut. Taką rzeczą był z pewnością Aphex Twin w reżyserii Cunninghama. Dlaczego? Bo to mieszanka eksperymentu, przekraczania, kreskówkowej narracji… Byłem oczarowany innością, ale też humorem tego obrazka. Tym, jak pracują obraz i dźwięk, pomagają sobie nawzajem – takiej zażyłości w teledysku chyba jeszcze wówczas nie widziałem. Siedziałem więc przed telewizorem z tym oczarowaniem…

Co Waszym zdaniem zasługuje w nim na szczególną uwagę?

SP: Montaż, postprodukcja, zdjęcia i przede wszystkim założenie zrobienia czegoś, co nie naśladuje, ale stanowi jakby nową kategorią w popkulturowym języku. Jakby ta stylistyka i forma zostały specjalnie stworzone, żeby zilustrować energię i emocje, które są w dźwięku. Powstaje dzięki temu nowa jakość z korzeniami w znajomych stylistykach, ale tak poplecionymi, że nie udaje się tego z niczym porównać. Pop eksperymentalny. Pop przekraczający. Mogę powiedzieć, że odwaga w poszukiwaniu czegoś nowego w tym teledysku robi wrażenie. Duże wrażenie.

KL: Rytm jest zdecydowanie najważniejszym elementem tego klipu. Wyznacznikiem jakości jest to, w jaki sposób operujesz natężeniem światła, pulsowaniem koloru, jakie triki stosujesz w montażu i czy jesteś w stanie zaskoczyć czymś widza i słuchacza. W Windowlicker nie ma momentu, w którym coś by się ze sobą nie kleiło. Nawet ta zdecydowanie przydługa rozbiegówka jest zuchwałym przedsięwzięciem, po obejrzeniu której stwierdzasz: warto było poczekać! Kto w dobie walki o klikalność odważyłby się na tak długi wstęp?

Czy uważacie, że Cunningham odcisnął piętno na pokoleniu młodszych reżyserów teledysków, czy jednak jego propozycje były zbyt osobne, odważne, by mogły stać się początkiem jakiejś fali, trendu?

KL: Nie znam nikogo w moim pokoleniu filmowców i teledyskowych twórców, kto nie wiedziałby, kim jest Cunningham i nie widział żadnej jego pracy. Płyta Volume 2 – The Work of Director Chris Cunningham, która ukazała się w serii Directors Label była wstępem do innego świata, o którym marzył każdy filmowiec, animator czy twórca video. Możliwości technologiczne, jakie prezentował, obnażały bylejakość rodzimych produkcji, a w wielu przypadkach także ich wtórność i skłonność do kompromisów. Windowlicker było bezkompromisowym arcydziełem, a pozostałe produkcje Cunninghama potwierdzały, że nie był to przypadkowy strzał.

SP: Myślę, że wyjątkowość jego myślenia obrazem w odniesieniu do muzyki była i momentami wciąż jest emanująca. Cunningham przekraczał kolejne granice, popychając medium, jakim jest muzyczne wideo, w kierunku sztuki, sztuki jako eksperymentu. Co można więcej?

Jakie są Wasze wrażenia, kiedy dzisiaj oglądacie ten teledysk? Czy on się mocno zestarzał, czy dziś również byłby wyjątkowy?

SP: Myślę, że dziś ten teledysk Cunninghama nie zrobiłby już takiego wrażenia, bo on sam tym i kolejnymi swoimi filmami poprzesuwał granice. Odkrył nowe rejony w myśleniu obrazem o zdarzeniu muzycznym. Stworzył dzieła, które są raczej równorzędnym dźwiękowi partnerem narracyjnym niż wspomagającą go siłą. Mimo to Windowlicker na pewno i dziś zwracałby uwagę.

KL: Nie zestarzało się nic, chociaż martwi mnie, że w Internecie dostępny jest tylko obraz w niskiej rozdzielczości. W roku 1999 wyglądało to jak ultrakolorowy hologram przeniesiony z odległej przyszłości. Także pod względem odwagi, z jaką sięga się tu po seksualność. Zderzenie hiperatrakcyjnych kobiecych sylwetek z przerażającym truchłem twarzy Aphexa i fenomenalną choreografią było jak rejestracja wizji po LSD. Wiele to mówi o czasach, kiedy powstawał ten klip. Wtedy kultura techno i nowa elektroniczna muzyka były w szczytowej formie, a z nią wiązały się eksperymenty z używkami, ale także nowymi formami wizualizacji i sztuki. Zaskakujące, że Windowlicker ma już 20 lat. Wciąż wygląda świeżo.

 

Data publikacji:

Jan Błaszczak

Rocznik 1987. Na co dzień pracownik działu programowego Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego. Współpracuje z „Przekrojem” i „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książki „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”, która ukazała się w 2018 r. w serii amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Publikował również na łamach m.in. „Polityki”, „Machiny”, „Wprost” i „Gazety Magnetofonowej”, a jako reporter współpracował z Programem II Polskiego Radia.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!