Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Takiego numeru jeszcze nie było!

W zimowym „Przekroju” honorowym gościem jest szalona, nadprzyrodzona, wspaniała – ludzka wyobraźnia. Poza tym: szamanizm współczesny, starożytny i zwierzęcy. Jurodiwi i futuryści. Wstyd, który nas ogranicza, i ten drugi, który jest nam potrzebny. Rosja – ale ta prawdziwa. I specjalnie na nowy rok: żegnamy nawyki i szukamy ciszy w głowie.

Kup „Przekrój” na zimę!

196 stron do czytania przez trzy miesiące! „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Co przynosi 12. album brytyjskiego kompozytora Andrew Poppy’ego? Szablony nie oddają natury „Hoarse ...
2019-08-27 23:59:00
muzyka

W metafizycznym kosmosie

W metafizycznym kosmosie
„Hoarse Songs”
Andrew Poppy
„Hoarse Songs”
Field Radio, 2019
Czyta się 3 minuty

Poppy już jako dziecko uczył się gry na fortepianie, lecz ciągnęło go do gitary – i to raczej basowej. Będąc nastolatkiem, pogrywał na niej w improwizującym zespole rockowym zapatrzonym w dokonania Cream. Po ukończeniu szkoły, gdy miał 16 lat, Poppy’ego zainteresowało coś zupełnie innego. Zaczął grać na fortepianie utwory Béli Bartóka i Klaudiusza Debussy’ego. Niewiele później, słysząc w radiu muzykę Karlheinza Stockhausena, sam stworzył własną kompozycję, używając magnetofonu ojca, i następnie zapisał się na kurs muzyczny w londyńskim Kingsway College. To właśnie wtedy poznał kompozytora i pianistę Dave’a Smitha, który pokazał młodemu artyście twórczość takich gigantów, jak Philip Glass, Steve Reich, Howard Skempton czy Conlon Nancarrow.

Poppy w latach 70. mocno skupił się na edukacji, co zaowocowało ukończeniem Royal Holloway College i Goldsmiths, University of London. Pod koniec lat 70. zaczął już publicznie wykonywać utwory, choćby Glassa (np. Music in Fifths na fortepian solo ze wzmacniaczem). Grał też w zespole z Christianem Wolfem i uczęszczał w tamtym czasie na letnie kursy wraz Johnem Cage’em.

Poppy bardzo szybko nawiązał współpracę z wpływowymi kompozytorami, o czym świadczy choćby fakt dwukrotnego wystąpienia z własnym zespołem The Lost Jockey z The Michael Nyman Band na Alameda Music Festival w 1981 r. Kariera solowa Poppy’ego rozpoczęła się wraz z wydaniem pierwszego albumu The Beating of Wings (1985) w wytwórni ZTT, założonej m.in. przez Trevora Horna i Paula Morleya. Kolejna płyta, Alphabed (1987), wyszła jeszcze w ZTT, ale już następne ukazały się w innych labelach.

Warto wspomnieć, że to Poppy współtworzył orkiestrowe aranżacje do Force the Hand of Chance, czyli pierwszego albumu grupy Psychic TV, a także pojawił się na płytach takich zespołów, jak Coil, Erasure, The House of Love, Strawberry Switchblade czy Nitzer Ebb. Niemal od samego początku nawiązał artystyczne porozumienie z eksperymentalnymi grupami teatralnymi, co chyba najlepiej obrazują lata 90. i jego współpraca z Julią Bardsley. Sięgał także po operę, ale na swoich warunkach, zaczął również łączyć muzykę (m.in. klasyczny minimalizm, postminimalizm, elektronikę) z ruchem i światłem. Dlatego od wielu lat działania Brytyjczyka oscylują wokół wideo-art, instalacji świetlnych, ruchu scenicznego bądź performance’u.

Co w takim razie znajdujemy na tegorocznym albumie Hoarse Songs? Z pewnością muzykę pomiędzy happeningiem (rozpiętość poruszanych problemów jest spora – od płynności płci przez przyrodę po naukę), swoistym minimalizmem, muzyką filmową, art rockiem, jazzem, ambientem, industrialem a operą. Choć owe szablony nie oddają natury Hoarse Songs. Wolałbym używać nomenklatury pozbawionej ram, bo kompozycje Poppy’ego – w dodatku rozpisane na 10-osobowy skład – mkną we własnym kierunku, ale bez chęci przypodobania się gustom masowego odbiorcy. Słuchając What Alice Said albo What is the Place, trudno nie przywołać dokonań Petera Hammilla z okresu Fireships czy X My Heart. Prawie 10-minutowym Riderless Poppy zaprasza nas do wysmakowanego świata transu, repetycji kreślonych przez instrumenty dęte niczym u Moondoga i pulsujących kosmosem syntezatorów analogowych obsługiwanych przez lidera.

Gdyby nagranie Rainy Must Kiss Everybody powstało w latach 80. albo we wczesnych 90., byłoby z pewnością tzw. klasykiem. To wyjątkowa, na poły minimalistyczna ballada, zbliżająca do siebie jazzowe dęciaki, eksperyment i syntetyczną elektronikę, a tuż obok Poppy wyśpiewuje wersy o bliskości międzyludzkiej. Początkowe partie syntezatorów w Downside Up mogą z kolei wywołać skojarzenia z wybrykami klawiszowców z ekipy Franka Zappy. W nieśpiesznym i magicznym Cyber Spark wyjątkową głębię wydobywa harfa Marii Christiny Harper. XY Song to zaś jedna z najpiękniejszych kompozycji tego roku – misternie tkana z rozmaitych detali elektronicznych i akustycznych, delikatnego głosu Poppy’ego oraz odgłosów natury. Mnie to oczarowało. To niecodzienne wydawnictwo wieńczy fortepianowe, minimalistyczne, impresyjne i bardzo filmowe Hoarse, unikające jednak kontaktu z wyświechtaną politurą ckliwości.

Andrew Poppy po raz kolejny udowodnił, że jego wizja muzyczna doskonale odnajduje się w XXI w. Chociaż jej duch krąży przecież we własnym kosmosie.

 

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

Łukasz Komła

Urodził się i wychował na Podlasiu. Od siedmiu lat dzieli się tym, co go cieszy w muzyce na łamach serwisu „Nowamuzyka.pl”. O polskiej muzyce pisze też do „Gazety Magnetofonowej”, a od czasu do czasu na swoim blogu „Płyty (nie)słuchane”. Wcześniej szlify zdobywał w pismach „LAIF”, „M/I Kwartalnik Muzyczny”, „Dwutygodnik” oraz serwis „Polyphonia”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!