pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca – 20 czerwca udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Tęskniłem za czymś takim – za taką sytuacją, gdy przed pójściem do teatru czytam sobie dramat, ...
2019-11-17 23:59:00
Destroix

Trochę widać, trochę nie widać

Trochę widać, trochę nie widać
„Letnicy”
tekst Maksym Gorki; przekład Stanisław Brucz; reżyseria Maciej Prus
„Letnicy”
Teatr Narodowy w Warszawie
Czyta się 6 minut

Tęskniłem za czymś takim – za taką sytuacją, gdy przed pójściem do teatru czytam sobie dramat, zaczynam lubić, doceniam, a potem oglądam. Za cieszeniem się na spektakl, gdy się wie, że powstaje „na wielkiej literaturze”, por. jajecznica na maśle. Inni też tak mają. Ludzie kochają klasykę, a w sprawie teatru ja zaliczam się do ludzi.

W poprzednim sezonie całe trzy razy przeżyłem coś podobnego: na Fedrze w Wybrzeżu, na Śmierci komiwojażera w tym samym teatrze i na Heddzie Gabler w Narodowym, Warszawa.

To całkiem niedawno było, gdy robiło się kariery na nowych wystawieniach, lecz jednak klasyki. Frljić tak wypłynął, Klaton, Warlix, Jarzynex, a jeszcze Kleczewska, nawet Garbaczewski. Dziś reinterpretuje się teksty, które jeszcze nie przeszły fazy prereinterpretacji, prościej mówiąc: interpretacji. Mają tylko wtórne odczytania, bo same są wtórne, o, tak im powiem!

Na polski teatr postępowy, dalej PTP, który olewa literaturę, a już zwłaszcza starą, najchętniej bym nasłał samą Magdę Gessler, żeby im wytłumaczyła, że LICZY SIĘ PRODUKT. Że ze zjełczałych, chemicznych, poprzemysłowych półproduktów kolacji nie będzie („artystycznej kolacji”, por. Wycinka). Ludzie albo się otrują, albo wyjdą głodni. Z gówna bicza nie ukręcisz. PTP żyje nadal w głębokich najntisach i wysoko sobie ceni konserwanty, polepszacze, regulatory smaku i zapachu. Zamiast gotowania woli gastronomię.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

A może, jak w kuchni, warto sobie przypomnieć stare sprawdzone przepisy, na przykład pomidorową lepiej z pomidorów niż z torebki robić? To jest teraz modne – czasami, jak w fashion, stare jest modniejsze od nowego. Dlaczego chcecie gotować w sposób zdrowy, naturalny, a nie chcecie tak samo wykonywać sztuki?

Spektakl Letnicy w reżyserii Prusa jest żywym dowodem, że „produkt” jest ważny: najlepszy w tym wszystkim jest dramat Gorkiego. Gdyby nie on, oj, byłoby krucho. Prus nie wystawia Letników dla beki. Wystawia dzieło Gorkiego for the sake of it, for the beauty of it – z uznaniem dla dzieła. Oglądamy przedstawienie, ale również dramat, oni bowiem grają to, co on napisał. Z zabiegów adaptacyjnych stosują najklasyczniejszy: skróty.

Letnicy dzieją się, zgadnijcie kiedy. Wtedy, kiedy Czechow: latem. Tytuł jest metaforyczny: klasa społeczna, którą opisuje, okołointeligencka (czytają książki), czuje się jak „letnicy w swoim własnym kraju”, zatem nietrudno się zidentyfikować, bo podobnie się czuje nasza klasa średnia, odkąd nie rządzi Platforma. Można powiedzieć, że w tym dramacie Maksym Gorki to Czechow, ale społecznie zaangażowany.

Jeśli Letnicy wydadzą ci się spin-offem Trzech sióstr, zaufaj temu wrażeniu. Ale nie ufaj programowi do spektaklu, który – jeśli dobrze pamiętam – twierdzi, że dramat Gorkiego dostał Nagrodę Gribojedowa rok po Trzech siostrach. Wikipedia twierdzi inaczej. Dostał, ale nie ten. 1900–1901: Czechow, Trzy siostry, sezon później: Gorki, Mieszczanie, sezon później: Gorki, Na dnie, sezon później: Czechow, Wiśniowy sad. (Po sprawdzeniu okazało się, że w programie spektaklu jednak dobrze napisali. Czyli, niestety, czepiam się bez sensu).

Letnicy jako spektakl Teatru Narodowego mają jeden problem, a najbardziej z przodu: jest niedoświetlony. W branży się mówi, że „niedoświecony”. Jak powiada Hari Matis w filmie Asterix i Obelix: Misja Kleopatra: „Widać, nie widać, trochę widać, trochę nie widać”. Tak można zarąbać nawet najwspanialszy spektakl – ludzie się narobią, ale my nie zobaczymy efektów tego robienia. A, że zapytam, od czego jest rampa? Rampa po angielsku nazywa się footlights oraz występuje w związku międzywyrazowym Światła rampy. Czy sugestia jest już jasna?

Na moje laickie oko zwykła taśma świetlna, 30 zł za metr w Castoramie, przyklejona wzdłuż proscenium, would do the trick. Ja Wam wezmę na fakturę, NIP spiszę ze strony, za fatygę nie skasuję, to dla dobra sztuki. Z „wieczorem” na scenie jest tak jak z „szeptem” na scenie – że powinien być sceniczny, czyli niedosłowny. A tu jest naprawdę ciemno. I proszę sobie wyobrazić – nie włączyli house lightów na brawach, świateł na widowni! Niby Teatr Narodowy, ale dzikie obyczaje.

Tak się śmiejemy z „reżyserii światła”, że co to są za wymysły, kiedyś nie było czegoś takiego i też się robiło teatr, ale reżyseria światła jest jak zdrowie – ile ją trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto ją stracił. W obecnej sytuacji nie mogę dokończyć: dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję.

Inny problem spektaklu Letnicy to jego rozmiary. W sali prób musiało być pięknie, ale efekt swojej pracy grają na dużej scenie, która jest – za dużą. W tych warunkach ta historia nie ma szansy na intymność, więc wszystko stracone. Letnicy nie działają, gdy ich zagrać nieintymnie, por. Letnicy, reż. Maciej Prus, Teatr Narodowy. Dochodzi do klasycznego przekleństwa w teatrze: nieprzeniesienia. Temperatura przedstawienia nie przenosi się na widzów.

Spektakl zaraził się dramatem, który jest o tym, że ludzie są nudni, a życie bez sensu.

Wszyscy ubrani na jeden kolor, nie do końca biały, czyli kremowy albo écru – tak się to mówi? Były biały, postarzały biały. W końcu letnicy, wczasowicze, zatem noszą się na jasno. Scenografia – ktoś by powiedział, że oszczędna. No, taka oszczędna, taka nierozrzutna, że prawie nieistniejąca. Źle reaguję na taką sytuację. Czuję się jak ubogi krewny, któremu pożałowano. Przy okazji w Castoramie kupię Wam fototapetę.

Ja już nie wierzę swemu rozeznaniu, zatem po spektaklu dzwonię po znajomych, którzy też widzieli. Ich zdaniem grano za grzecznie. Tekst pulsuje namiętnością (kolega powiedział, że w nim „stoją ch…) i przy pewnym wysiłku można by z niego zrobić Almodóvara.

Warwara Dominiki Kluźniak, aktorki i pisarki (czytałem, czytałem!), to jest fajna postać, ale prowadzi niezdrowy, siedzący tryb życia. Siedzi & czyta, a mąż, Basow, jej zarzuca, że czyta za dużo; ja bym zarzucał, że za dużo siedzi. Postać stacjonarna. Podobał mi się jej brat Włas, bo Mateusz Rusin dalej jest zdolnym aktorem, nie przestał od Ślubu i od Heddy Gabler.

Spektakl ma metraż przyjazny dla tyłka oraz dla pęcherza, butt and bladder friendly, b’n’b: dwie i pół godziny przedzielone przerwą. Bierze pod uwagę dolne partie ciała widzów.

Maciej Prus, no, młody nie jest, więc może jego sposoby & miłość do literatury są tylko „na podtrzymaniu”. Ale jeśli Gershom Scholem dobrze mówił, że prawdziwa tradycja jest zawsze ukryta, to stare formy teatralne mają się wspaniale, bo je rzadko dzisiaj widać.

Nie powiem, że szanuję klasykę, bo kocham klasykę, a tekstami współczesnymi chętnie się zajmę w kolejnym wcieleniu, kiedy już będą w większości nie istnieć i zostanie samo gęste. Paru żyjących autorów polskich uważam za kanonicznych: Demirskiego, Witkowskiego, Masłowską i Myśliwskiego – ich mogę wielbić od razu, a również po śmierci (mojej albo ich, por. Psy). Ale ogólna zasada to ta, że dobry pisarz powinien być martwy. Powinien przejść tę poważną próbę, wtedy się zobaczy. Każda inicjacja imituje umieranie, a umieranie jest największą inicjacją. Dobre pisanie, jak wiemy od Horacego, to jedyny dowód na życie pozagrobowe.

Letnicy to spektakl typu babcinego, ale kamieniem nie rzucę, bo dzięki Teatrowi Narodowemu przynajmniej część moich obowiązków służbowych nie polega na kopaniu się z osłami.

A skoro jesteśmy przy teatrze „tak jak dawniej”, „jak kiedyś” robionym, to bardzo mnie ciekawi los Teatru Bagatela. Bo to chyba oczywiste, że będzie nowy dyrektor – lecz czy nowy repertuar? Czy się wreszcie skończy, wraz z molestowaniem, pasmo przedstawień na temat zdrady krzyżowej, o małżeńskim zdradzaniu się na krzyż? Że ty żonę kolegi, a twoja żona – kolegę? Czy Bagatela przestanie być teatrem dla swingersów? W Krakowie już odprawiają stypy eksdyrektorowi elektowi (kandydatowi na stanowisko „były dyrektor”). Każdy chce być jak Ratzinger, który przewodniczył pogrzebowi Karola Wojtyły.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!