Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
"Shtisel" to opowieść na czasy, w których próby przywrócenia dawnych restrykcyjnych norm społecznych ...
2019-04-18 23:59:00
serial

Romeo i Julia z jerozolimskiego sztetlu

Romeo i Julia z jerozolimskiego sztetlu
 „Shtisel”
Ori Elon, Yehonatan Indursky
„Shtisel”
Netflix, 2013
Czyta się 4 minuty

Shtisel to opowieść na czasy, w których próby przywrócenia dawnych restrykcyjnych norm społecznych zwykle kończą się źle. W izraelski serial o nieszczęśliwej miłości wkręciła się – ku swemu wielkiemu zdumieniu Miłada Jędrysik.

Oni się kochają, ale przeciwko ich związkowi są obie rodziny. Brzmi znajomo, ale to nie jest historia zwaśnionych rodów. Rody nie miałyby nic przeciwko, ale takie małżeństwo po prostu nie spodobałoby się tam, na górze. Bo on jeszcze nie ma trzydziestki, a ona jest 10 lat starsza i pochowała dwóch mężów. W ortodoksyjnej żydowskiej społeczności zamieszkującej Geulę, dzielnicę Jerozolimy, małżeństwa muszą zostać skomponowane tak, żeby miały jak największe szanse na harmonijne trwanie. Skomponowane – bo zadanie dobrania męża i żony należy do swata lub swatki. To zbyt poważna sprawa, żeby pozostawić ją romantycznym złudzeniom młodych. No więc on, Akiwa, grany przez błękitnookiego Michaela Aloniego, zakochuje się w Eliszewie (w tej roli filmowa gwiazda Ajjelet Zurer). To dwoje pięknych izraelskiego kina, a tu on chowa się za pejsami, rzadką brodą i tym śmiesznym, za małym (zapewne tylko z naszego punktu widzenia, pannom z Geuli się to podoba) kapeluszem, ona pod sztywną peruką i spódnicami ledwo ponad kostkę. Czy dalej są piękni? Oczywiście. Tam nie ma niepięknych postaci – owdowiały ojciec Akiwy rabin Szulem, ze swoim wielkim brzuszyskiem i okruszkami jedzenia w rozłożystej brodzie, jego trochę za tłusty syn Cwi Arie, emablowane przez Szulema w celach gastronomicznych 60-latki w czepkach nietwarzowych tak bardzo, że aż boli; oni wszyscy jakoś rozczulają. Przy czym nie jest to rozczulenie tkliwe i łzawe. „Tam jest takie ciepełko” – powiedziała kiedyś przyjaciółka o pewnej znajomej rodzinie. W tym serialu jest właśnie takie ciepełko. Pewnie dlatego, że oni wszyscy – Akiwa, jego bracia, siostry, wujkowie, babcia – to dobrzy ludzie. Zwykli ludzie.

Świat Geuli, mimo swoich drakońskich z naszego punktu widzenia zakazów, nie jest straszny, jest właśnie dobrotliwy, i znowu – wcale nie sentymentalny ani łatwy. Dzieją się tu rzeczy dramatyczne – ojcowie rodziny golą brody i pejsy, angażując się w romans z sziksą, nastoletnie córki wbrew woli rodziców poślubiają nastoletnich uciekinierów z domu. A jednak wszystko się jakoś prostuje – z Bożą pomocą, jak zwykli powtarzać bohaterowie w co drugim zdaniu. W surowe reguły wpisany jest i szacunek do drugiego, i próba takiego ułożenia stosunków społecznych, żeby każdy członek społeczności miał w niej swoje miejsce i mógł liczyć na wsparcie.

Piękna to bajka, ale potrzebna. Opowieść o świecie, który ma sens.

Ktoś powiedział, że to takie izraelskie Ranczo. No może, ale bardziej. Próbuję sobie wyobrazić, jak przeciętny polski widz Netfliksa zareagowałby na serial o moherowych babciach. I to nie jest jeszcze adekwatne porównanie, bo moherową babcię w bliższej lub dalszej rodzinie ma mniej więcej każdy. A społeczność charedim żyje w izolacji od reszty Izraela – odrzucający idee syjonistyczne ortodoksi nie odbywają służby wojskowej, nie dzieląc wspólnego formacyjnego doświadczenia z całą resztą Izraelczyków obojga płci. Rzadko zapuszczają się do „zepsutych” dzielnic. Izraelscy recenzenci Shtisela podkreślają zwykle, że nie przepadają za charedim i że bardzo niewiele o nich wiedzą. A jednak Izrael zwariował na punkcie serialu i podobno w modnych knajpach w Tel Awiwie można teraz usłyszeć powiedzonka w jidysz, bo tym językiem posługują się starsi bohaterowie w codziennych rozmowach.

Niepozorny serial o ortodoksach z Geuli zdobył najpierw przebojem Izrael, gdzie był oglądany przez świeckich Izraelczyków, ale też (jak donoszą miejscowe media) przez nieposiadających telewizorów charedim. Podobno w ortodoksyjnej gazecie ukazało się nawet ogłoszenie o zaręczynach Akiwy – najwyraźniej ktoś bardzo przejął się losem bohaterów.

Zdobył też uznanie krytyków, bo Shtisel to nie jednowymiarowa opowieść o tym, jak sztywne normy społeczne duszą jednostkę i nie pozwalają jej realizować własnych pragnień. Akiwa ma problem nie tylko z wyborem narzeczonej – jego malarski talent, zauważony przez krytyków, marszandów i sponsorów po drugiej stronie, budzi oburzenie i przerażenie swoich i zmusza go do trudnych decyzji. Ale dla scenarzystów wcale nie jest oczywiste, która szala powinna w jego życiu przeważyć.

To opowieść dobra na czasy, kiedy poza Geulą, Mea Szearim, Dżuddą i Rijadem restrykcyjne normy społeczne uległy erozji i ewolucji, a próby ich przywrócenia owocują groteskowym okrucieństwem Państwa Islamskiego czy afgańskich talibów. W dobrotliwym świecie jerozolimskiego sztetlu łamiący boskie nakazy ryzykują tylko wykluczenie ze społeczności – ryzyko, na które ostatecznie nikt z bohaterów się nie decyduje. Paradoksalnie jest to więc pochwała umiarkowania, rozsądku i empatii.

Polskiemu widzowi Shtisel może przynieść jeszcze jedno małe wzruszenie – i nie, nie chodzi o jidysz, język, który przed niespełna wiekiem rozbrzmiewał na ulicach w tej części Europy, i nie o te czarne chałaty, które na tych ulicach można było spotkać. Ortodoksyjne społeczności w Izraelu nie są zamożne – dużo dzieci (rabin Szulem żali się, że ma do spłacenia sześć kredytów hipotecznych), mało pracy, a w ogóle ideałem nie jest praca, tylko pobożne studia nad Słowem Bożym. Shtiselowie i ich sąsiedzi żyją więc w mieszkaniach małych jak w PRL-owskich blokach, a ponieważ generalnie odrzucają nowoczesność, ich meblościanki wyglądają też jak te z PRL-u, a stary sprzęt grający jak nasz z najntisów. Pewnie też stąd to ciepełko.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!