pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Nie wiem, kim jest reżyserka u siebie na mieście, na wyspie, czy jest na przykład ważna, chociaż ...
2019-04-07 23:59:00
Destroix

Rekolekcje wielkopostne

Rekolekcje wielkopostne
„≈[prawie równo]”
tekst: Jonas Hassen Khemiri, przekład: Halina Thylwe, reżyseria: Una Thorleifsdottir
„≈[prawie równo]”
Teatr im. Żeromskiego w Kielcach

Motto: „Mówił Stachu od dni paru, że genialny robi wałek, że kasą będą sobie pod czajnikiem podpalać i wycierać smarki” (Dorota Masłowska, Paw królowej)

Tak myślałem: dyrektor teatru w Kielcach jest świetnym dyrektorem i średnim directorem, w sensie reżyserem. To tak często bywa, a dla Kielc jest oczkiem w górę, bo poprzedni dyro był średnim dyrem i okropnym reżem… Michał Kotański zaprasza artystów lepszych od siebie i to jest wspaniałe.

Nie mówcie, że nie znacie Uny Thorleifsdottir. Uny nie znasz? Ta z Islandii. Nie wiem, kim jest reżyserka u siebie na mieście, na wyspie, czy jest na przykład ważna, chociaż znana, to przypuszczam, że tak, bo tam się wszyscy znają jeszcze bardziej niż w Krakowie, podobno wszyscy są po imieniu. Bardziej się orientuję, kim jest Una w Polsce: nikim. Ale to niedługo potrwa, to jej nieistnienie w krajowym obiegu, bo właśnie zrobiła megaprzedstawienie.

Z teaserów wynikało, że będzie o kapitalizmie ze znakiem ujemnym, przeciw kapitalizmowi. Been there, seen that. Lewica polska wałkowała antykonsumpcjonizm przez co najmniej trzy sezony i rozwałkowała temat do grubości ciasta filo, może na Islandii są jeszcze na tym etapie. Jeśli Wam się uruchomi taki ciąg skojarzeń, nie ufajcie skojarzeniom. Bo to nieważne, o czym jest dzieło sztuki, na przykład dawni mistrzowie są wszyscy o Matce Boskiej. Może być o kapitalizmie, okej, ale JAK.

A jeszcze bardziej – KIM. Tu artystka orze Tomaszem Włosokiem, którego miałem przyjemność odkrywać dwa sezony temu w przedstawieniu dyplomowym ze szkoły krakowskiej (Amok, reż. Marcin Liber). Aktor charyzmatyczny i niecharakterystyczny. Tu gra jakby siebie, młodego człowieka łaknącego pracy. Czego mu serdecznie życzę: etatu, ustatku, arbajten! Anna Antoniewicz także grała w tym dyplomie i też była odkrywana. Recenzent pamięta.

Włosok jest tu gościnny i zastępowany („na gościnie” i „w dublurze”), ale skądinąd wszyscy grają dobrze, o Andrzeju Placie i Joannie Kasperek, moich ulubionych, nawet nie wspominam. Dobra reżyserka, to jej dobrze grają, proste. Jak również tańczą i śpiewają. Dawid Żłobiński, wspaniały aktor charakterystyczny, znowu gra ostatnich, co będą pierwszymi. Andrzej Plata obsadzony jako master of ceremony – jak w Szalonych nożyczkach.

Widziałem też wersję z brakiem Włosoka i nie była gorsza. Nie powiemy, że Bartłomiej Cabaj „też jest dobrym aktorem”, bo jest nim bez „też”. Jego dresiarz jest bardziej do przodu, czyli mniej do tyłu, mniej wycofany, a bardziej frontalny, ale także blond.

Można kupić i jeść popcorn, i narazić się tylko na drobne szyderstwa postaci ze sceny i widzów siedzących obok. Spektakl o konsumpcji, więc czemu się weń nie wpisać, nie zrobić zgodnie z konwencją?

Temat spektaklu, mówiąc za Oscarem Wilde’em, to dusza ludzka pod wpływem kapitalizmu. Spektakl nie tylko miał premierę w Wielkim Poście, ale wygląda jak rekolekcje, jak apel do nawrócenia, i jestem na tak. Nawet mamy wśród postaci coś na kształt Szatana (Ewelina Gronowska): głosy wewnętrzne i lęki poranne. Przyjechała kristianka z Północy, protestantka, i wystawia sztukę na temat wartości, spektakl mądrościowy. Powtórzę: nie szydzę. Zgadzam się, że kapitalizm odkształca duszę człowieka, antykapitalizm również. W swoim pojeździe po kapitalizmie artystka nie zaniedbała pojazdu po socjalizmie. Zauważyła rzecz wesołą, a ogromnie przez to smutną: kapitaliści mają fetysz kasy, a ich przeciwnicy mają fetysz biedy. Redystrybucję przedstawiono jako usprawiedliwioną kradzież.

Tymczasem nasza lewica jest bardzo zajęta, ale innymi sprawami – faszyzmem, seksizmem, homosceptycyzmem. Una, córka Thorleifa, ewidentnie nie jest z Polski i nawet nie powiem, że ma w tyłku nasze sprawy i nasze obsesje, bo ich nie ma nigdzie i jest dzięki temu zdrowsza. Nie jest zmanierowana, a jeśli, to na sposób nam w Polsce nieopatrzony, czyli niezmanierowany. Polecam jej spektakl młodym, żeby zobaczyli, że kiedyś lewicy o coś tam chodziło, o coś innego niż plemienna naparzanka.

Una, ég sagði bara að ég líkaði leikritið þitt og ég mæli með því fyrir skólabörn í stað skóla. Czyli według translatora: „Una, właśnie powiedziałem, że lubię twoją sztukę i polecam ją uczniom zamiast szkoły”. Translator już nie wypuszcza tych prześmiesznych zdanek.

≈[prawie równo], bo taki jest tytuł, jeśli jeszcze nie mówiłem, wchodzi jak woda mimo ciężkości tematu. Czemu pomaga forma musicalu. Znany i skuteczny patent, wykorzystany chociażby w Głodzie Starego Teatru, gdzie problem z tytułu również wyśpiewano pomiędzy mówieniem o nim. Tak zwany kontrapunkt. Dzięki takiej formie spektakl – inna branżowa odzywka – „ma dużo powietrza”.

(Co do tytułu: gdyby spektakl był niefajny, niedofajny, tytuł recenzji sam by się narzucał: Prawie gówno).

Najpierw liczą kasę, jak to jest obecnie w modzie, sprawdzają, czy hajs się zgadza. Pomyślałem: znowu. Bo teatr krytyczny poznasz zwłaszcza po tym, że aktor ze sceny wyjawi swoje zarobki, w taki sposób się obnaży i pokaże: „Taki jestem!”. Kiedyś się szydziło: „Jeszcze cycki pokaż!”, teraz: „Jeszcze powiedz, ile płacą!”. Nie ciągną tego manewru.

Scenografię, sądząc po tworzywie, „plastiku falistym”, na którym światełka tak wspaniale smużą (miałem to kiedyś na porysowanych brylach), wykonał Mirek Kaczmarek. Proscenium wygląda jak atelier Hanki Podrazy, jak kopiec kreta, jak dużo ubrań walających się bez ładu. To scenografia oczywiście symboliczna na granicy kostiumografii: jakby twoja szafa publicznie się wypróżniła i patrz, co żeś nakupował!

Nie wiem, czy Kielce mają potencjał na nowy Wałek, to znaczy Wałbrzych, na nową mekkę polskiego teatru, na najlepszy teatr nigdzie, poza W-wą i Krakowem, ale są w połowie drogi między dwiema stolicami i polecam wysiąść, z którejkolwiek strony jedziesz.
 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!