pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca – 20 czerwca udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Prześmiewcza i czuła opowieść o polskich kompleksach, słabościach i kuriozach transformacji ustrojowej ...
2018-12-27 07:00:00

Psychoanaliza społeczna „Rzeczpospolitej bazarowej”

Psychoanaliza społeczna „Rzeczpospolitej bazarowej”
„Niepowtarzalny urok likwidacji"
Piotr Lipiński, Michał Matys
„Niepowtarzalny urok likwidacji"
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018

Przełomy, wydarzenia graniczne, nagłe przemiany to wylęgarnie dziwności społecznych. Łatwiej je nazwać i zdefiniować z dystansu, trudniej, gdy trwają. Chociaż niektórym się to udaje. Niepowtarzalny urok likwidacji to zbiór reportaży, które ukazywały się na łamach „Gazety Wyborczej w latach 90. Pełne ironii i humoru teksty napisane głównie przez Piotra Lipińskiego i Michała Matysa są doskonałą lekturą również dziś. Autorzy nie pierwszy raz przyglądają się specyfice funkcjonowania polskiego społeczeństwa w czasach niesprzyjających meandrów historii. Po napisanych wspólnie Absurdach PRL-u przyszedł czas na absurdy transformacji.

Koniec PZPR oznaczał początek obalania pomników, przemianowywania ulic i ciągłych strajków. Socjalistyczny przemysł wkroczył na kapitalistyczną giełdę̨, a państwowe fabryki bankrutowały w takim tempie, że musiał powstać specjalny zawód – likwidator. Wcześniej za czasów PRL niczego nie likwidowano, więc nagle trzeba było wyszkolić zupełnie nową kadrę. Organizowano zatem specjalne kursy dla likwidatorów przedsiębiorstw państwowych. Nie były tanie, kosztowały 3 mln złotych, ale jak nostalgicznie wspominają autorzy – wszyscy byliśmy wtedy milionerami…

Opowieść o drodze do odzyskiwania wolności słowa, swobodnego handlu i wolnego od ideologii myślenia zaczyna się od… kosmitów. Spragnieni zmian i nowości często zapominaliśmy o zdrowym rozsądku. Piotr Lipiński w reportażu Strzeż się „szaraka” zauważa, że po likwidacji cenzury dziennikarze dużo częściej pisali o przybyszach z kosmosu, a Polacy okazywali się wręcz „wybrańcami, którzy mieli po antymaterialnej stronie wszechświata pomagać innym cywilizacjom”. W każdym razie wiara w UFO ewidentnie pomagała nam odreagować nagłe zmiany polityczno-społeczne.

Piotr Matys w swoim reportażu Król powietrza przywołuje innego rodzaju wsparcie – technologiczne! Odnajdywanie się w nowej rzeczywistości wspierało niezawodne niebiańskie urządzenie – odkurzacz Rainbow. W 1995 r. tęczowych odkurzaczy sprzedawano w Polsce ponad 4 tys. miesięcznie (niemal najwięcej w całej Europie), co pozwoliło szybko wzbogacić się wielu akwizytorom. Rainbow był prosto ze snu o Ameryce, spełniał nasze wyobrażenie o luksusie i mimo kosmicznej ceny budził pożądanie przez wiele lat.

Sezonowa za to była moda bazarowa. W reportażu Bardotka na Polenmarkt przypomniana zostaje postać Bogdana Tomaszewskiego, który w 1988 r. zgłosił się do Centralnego Ośrodka Sportu z pomysłem wydzierżawienia Stadionu Dziesięciolecia. Trzeba przyznać, że był to świetny ruch, bo biznesmen do 2000 r. nadzorował jeden z największych bazarów na kontynencie, czyli „Jarmark Europa”. Łęknicki „Manhattan” równie prężnie rozwijał się w tym czasie, niemieckie biura podróży oferowały nawet jednodniowe wyprawy autokarowe na ten słynny bazar, reklamując się hasłem: „Z nami obkupisz się na polskim targu za półdarmo”. Stadiony i bazary lat 90. były inkubatorami polskiego biznesu i szkołą przedsiębiorczości, bo Polacy podczas transformacji próbowali zgłębić największą tajemnicę kapitalizmu, czyli „sukces”. Kto nie potrafił szybko przekwalifikować się na biznesmena, menażera i maklera, w nowych czasach mógł liczyć na pomoc cudotwórców oraz dyplomowanych wróżbitów!

Dla młodszych czytelników historie o dojrzewaniu polskiego kapitalizmu i demokracji mogą być czystym science fiction, starszym przypomną skecze z Monty Pythona, choć surrealizm ma w tym przypadku dobrze udokumentowane źródła. Absurdy i codzienne kurioza tego okresu dużo mówią o naszej mentalności, podejściu do życia, narodowych kompleksach i potrzebach w ogóle. Co ciekawe, niektóre wychwycone i opisane przez autorów zjawiska (np. weekendowe spacery po supermarketach) trwają do dziś. Jedno jest pewne, ironia i humor doskonale oswajają historyczną rzeczywistość, a Polska pod piórem Lipińskiego i Matysa śmieszy do łez! Dobrze jest pośmiać się z siebie. Na zdrowie i na zmianę w myśleniu!

 

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!