Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
To, że „Anioły” Warlikowskiego są boskim spektaklem, że są arcydziełem, hitem i szczytowaniem ...
2018-02-12 10:00:00
Destroix

Powolne dziadzienie arcydzieł

Powolne dziadzienie arcydzieł
„Anioły w Ameryce”
tekst: Tony Kushner, reżyseria: Krzysztof Warlikowski
„Anioły w Ameryce”
TR Warszawa / Nowy Teatr

W „Przekroju” dzieło sztuki, żeby się okazać „stare”, musi być naprawdę stare, a nie na przykład mieć już dwa tygodnie. A są takie media, gdzie dzieło dwutygodniowe jest już przeleżane, stęchłe i niezdatne do spożycia – bo kto czyta i ogląda coś sprzed dwóch tygodni?

Tezą mojego wypracowania będzie, że Anioły w Ameryce Krzysztofa Warlikowskiego są naprawdę stare w każdym sensie tego słowa. No, ale premiera była w 2007 roku, zatem nie ma wstydu ani zaskoczenia. Anioły mają wszelkie powody, by przejść na emeryturę. Nie napiszę „zdejmowałbym”, bo wiem, że są tacy, którzy lubią właśnie vintage, lubią niegdysiejsze śniegi.

To, że Anioły Warlikowskiego są boskim spektaklem, że są arcydziełem, hitem i szczytowaniem polskiego teatru – to na pewno wiecie. Ale może nikt Wam nie powiedział, że są tym wszystkim, jeśli mamy teraz 2007–2010. Wtedy to było naprawdę coś, tak jak Oczyszczeni około swojej premiery. Warlikowski jest saperem: nie drąży skały, tylko rozbija jednym wybuchem, no i potem jest rozbite. To on zrobił w Polsce modę na teksty Lewina, który po Krumie poleciał na wszystkie strony. Nie wiem, co nam zrobi wiosną, gdy powróci do korzeni sztuką Pakujemy manatki.

A wracając do Aniołów: one były dobre, a teraz są nie wiem jakie, eks-dobre, post-fajne? Czujesz tę historię, te Awiniony, tych młodych gejaszków, dla których działo się na scenie jakieś objawienie, widzisz ich wypieki wstydu i rozkoszy. Do dzisiaj z tego wszystkiego zostało opakowanie: ten sam tytuł, ci sami aktorzy (doszła Hajewska, czyli nawet lepiej), te same oczekiwania. Jest litera, nie ma ducha. Dziś aktorzy grają siebie, ensemble Nowego Teatru i TR Warszawa, i na przykład Poniedziałek jest na scenie królem życia, chociaż jego postać to w tekście straszna sierota. Tyndyk gra „akt całkowity”, bo u Warlikowskiego zagrywanie się nie hańbi. Powinno się to nazywać Aniołki Warlika (jak Fellini Satyricon) albo Przedstawienie „Aniołów w Ameryce” w mieście stołecznym Warszawie.

Dzieło rdzennie warlikowe, co najtrafniej opisał Demirski w Tęczowej trybunie: „Wszyscy albo chorzy, albo pojebani”. Całość bardzo miejska, bardzo wysuczona, bardzo elitarna. Słynny soundtrack nie umiera.

Proszę potraktować, co tu napisałem, nie jako recenzję, tylko mowę pogrzebową, czyli akurat, bo od takiej właśnie mowy zaczynają się Anioły.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!