Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
162 zdjęcia, układ trochę chronologiczny, a trochę tematyczny. Klasyki już dzisiaj. Podstawa powojennej ...
2019-05-10 23:59:00
książka
„Zbigniew Łagocki”
red. Maria Luiza Pyrlik
„Zbigniew Łagocki”
Wydawnictwo Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, Kraków 2017
Czyta się 4 minuty

Album – to za mało powiedziane. Księga, bo taka pamiątkowa i większa niż książka, też nie oddaje sprawy. Pomnik! Wielki i elegancki, przekrojowy zarówno w tekstach, jak i obrazach – pomnik! Łagocki Marii Luizy Pyrlik to podsumowanie twórczości profesora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, jednego z największych polskich fotografów. Kto zna? Kto słyszał? Kto tę publikację miał w rękach? Książka została wydana w 2017 r., trudno ją zdobyć, bo praktycznie nie była promowana i nie trafiła do szerokiej dystrybucji, nawet do tych branżowych, niedużych okołofotograficznych czy przygaleryjnych księgarń. Znów jak pomnik – ważne, że jest, że stoi.

162 zdjęcia, układ trochę chronologiczny, a trochę tematyczny. Z grubsza ouvre, większość zdjęć to te, które Łagocki za życia na prelekcjach pokazywał i omawiał. Klasyki już dzisiaj. Podstawa powojennej historii fotografii. Kunszt i maestria. Do wpatrywania się. Do obcowania. Są także mniej znane zdjęcia, ewidentnie wygrzebane z pudeł, z przepastnego archiwum. Układ albumowy, po jednym zdjęciu na rozkładówkę, co przy tej masie i ciężarze okropnie utrudnia oglądanie. Ofiarą padł Tadeusz Kantor, nie da się tego zdjęcia obejrzeć. Przygotowanie zdjęć do druku pozostawia wiele do życzenia, szczególnie te najstarsze cierpią i wołają o ratunek. Ale nic to, wreszcie mamy pomnik!

 „Zjadacze pestek”, 1957 r., © Zbigniew Łagocki
„Zjadacze pestek”, 1957 r., © Zbigniew Łagocki

Wielka i zapomniana postać. Miał kiedyś i wystawy, i jakieś katalogi. Ale trzeba się mocno przekopać przez dawne pisma, przez archiwa muzealne i galeryjne, żeby dotrzeć do niego. Do zdjęć też, których w internetach raczej nie znajdziecie. A teraz koniec z tym. Jest pełna biografia, kalendarium szczegółowe, no i ogrom zdjęć. 450 stron pomnika.

Urszula Czartoryska w 1958 r. na łamach „Fotografii” pisała: „Łagocki przywiązuje największą wagę do zagadnień formalnych, najstaranniej kadruje, najwięcej zdjęć… wyrzuca do kosza. To poczucie odpowiedzialności, a także integralny związek wrażliwości z racjonalizmem formalnym (bo sprawa formy w fotografii nie jest domeną natchnienia, a właśnie logiki i inwencji czysto rozumowej) są u Łagockiego obiecujące; budzą zaufanie u tych, którzy się jego twórczością interesują.”

Teksty napisali tutaj najwięksi z największych. To słowa Urszuli Czartoryskiej i Jerzego Lewczyńskiego oraz mało pamiętanego krytyka – Marcelego Witolda Bacciarellego otwierają księgę. Przedruki z czasopism i katalogów wystaw. Laurki z lat 1958, 1960, 1968 i 1997. Cudowna lektura, inny język, kreślenie nadziei i rzetelne opracowania twórczości. Są także teksty, które powstały specjalnie do tej publikacji, czyli przede wszystkim wstęp rektora ASP profesora Stanisława Tabisza oraz wypowiedzi Marka Janczyka, Adama Soboty, Adama Mazura i autorki tej całej publikacji Marii Luizy Pyrlik.

Mazur, opisując dwie fotografie, sytuuje Łagockiego na mapie polskiej i światowej fotografii, między wielkimi i bardziej znanymi nazwiskami. Janczyk, poddając analizie etapy kariery Łagockiego, pogłębia obraz powojennej polskiej fotografii, ale w gruncie rzeczy skupia się na portretach. Sobota również sięga do biografii, wyjmuje też te bardziej znane nazwiska, znów zatem Dłubak, Rydet, oczywiście koledzy z grupy „Domino”/„Trzech” (nieformalna grupa, zmieniająca nazwę): Wacław Nowak i Wojciech Plewiński. Kolejna analiza serii zdjęć, inny punkt widzenia. Czytamy ciągle jakby to samo. Że wielki, ważny, eksperymentujący i unikatowy. Ciekawostek i spostrzeżeń z samej organizacji archiwum dodaje Pyrlik. Odczuwamy współzachwyt.

Chyba główny problem sytuuje się pomiędzy dwoma zdaniami, które w tej pomnikowej publikacji padły. „W obszernym i wciąż niewystarczająco rozpoznanym dorobku Zbigniewa Łagockiego…” – wystarczy początek zdania, autorem jest Adam Mazur. „Dorobek Łagockiego staje się przestrzenią do budowania nowych znaczeń, nowych interpretacji, nadaje nowy sens w kontekście historii fotografii” – to słowa autorki książki Marii Luizy Pyrlik. Jest między nimi kolosalne nieporozumienie. Istnieje tylko jedna osoba, która całe to archiwum zna. Zanim jednak te interpretacje i sensy powstaną, najpierw trzeba pokazać zasoby. Nie sposób. Bo ogromne, przepastne, bo który wątek główny? Bo jedyna monograficzna publikacja ukazuje się w 2016 r., czyli sześć–siedem lat po śmierci artysty.

Pomnik. Wielki i zimny, odległy. Jakby walczący o miejsce w historii. Dumny, patetyczny, przytłaczający ogromem, żeby nie podważać drobiazgów. Łagocki wielkim artystą był.

No był, nie ma wątpliwości! Nie trzeba tych wszystkich słów, autorytetów, podkreśleń, że: „jeden z najwybitniejszych twórców fotografii drugiej połowy XX wieku”. Ale brzmi! Że: „archiwum unikatowe i cenne”. No przecież!

Pomnik. Który stoi na półce jedynej księgarni. Pomnik, który z racji wielkości nie wejdzie w klasyczny ikeowski regał. Pomnik, który ciężarem oddaje wagę rangi. Dzieło. Na specjalny postument.

Nie czepiam się. Cieszę się jak dziecko. Zaszkliły mi się oczy, gdy wyjmowałam przesyłkę z koperty. (Yadzik, konkretnie to popłakałam). Bo wreszcie, bo w końcu. Bo to był przegość! Bo robił genialne rzeczy, straszliwie skromnie. Z humorem, którego już ludzie nie używają. Z elegancją, która zanikła. Z charmem, ach…przepadł. Z pazurem i ciekawością. Pasją i wypiekami. Z pewnością i rozwagą.

I przegość! A ja go tylko ledwo znałam. A co dopiero jego rzesza studentów? Rzesza, tłumy, masyw. Tyle lat uczył, tyle talentów prowadził. Z relacji kilkorga zaledwie z nich wiem, że to był nauczyciel fenomenalny. Który zadziwiał i który rozbudzał. Nie ułatwiał, nie robił skrótów. To jest temat do analizy i poszerzania kontekstów, aż dajmy to w cudzysłowie: „Szkoła Profesora Łagockiego”. I tego mi tu brakuje na tym pomniku. Wspomnień, historii z Harendy, anegdotek, długiej listy jego powiedzeń, wypraszania za drzwi pracowni licencjatów „artystów”, owianych legendą spotkań z Lewczyńskim. Jednego choćby zdania od kolegi z grupy, czyli kolejnej legendy – Wojciecha Plewińskiego. Brakuje autentyzmu i szczerości, ludzkiej twarzy na tym pomniku. Po prostu, świeżych kwiatów.

 „Czarny Akt”, 1978 r., © Zbigniew Łagocki
„Czarny Akt”, 1978 r., © Zbigniew Łagocki

 

Data publikacji:

Joanna Kinowska

Historyczka sztuki specjalizująca się w fotografii. Była kuratorką około 100 wystaw monograficznych i zbiorowych. Pracuje w Służewskim Domu Kultury jako kierownik ds. edukacji kulturalnej. Fotoedytorka książek fotograficznych i jurorka konkursów. Recenzentka przeglądów portfolio. Współorganizatorka konkursu Fotograficzna Publikacja Roku. Współpracuje z „Przekrojem”, „Digital Camera Polska” i Fotopolis.pl. Wykładowczyni Akademii Fotografii. Założycielka bloga „Miejsce fotografii”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!