Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Jak oddać zmienność i potęgę przyrody? Można to zrobić w stylu monumentalno-soc­realistycznym ...
2019-09-13 10:00:00
perły z odzysku

Perły z odzysku – 4/2019

Perły z odzysku – 4/2019

Jak oddać zmienność i potęgę przyrody? Można to zrobić w stylu monumentalno-soc­realistycznym albo impresyjno-lirycznym. I oba sposoby okazują się dobre.

Czyta się 3 minuty

Ujarzmione żywioły

Pamiętają Państwo Konopielkę ­Redlińskiego? Tam do miejscowości Taplary, ulokowanej za siedmioma polami i siedmioma bagnami, przyjeżdżają panowie inżynierowie, przynosząc ze sobą meliorację i elektryfikację. Podobną sytuację mamy w książce Dziwne przygody płynącej wody, która w przeciwieństwie do powieści Redlińskiego jest publikacją jednoznaczną i propagandową. Ale trzeba przyznać, że to propaganda bardzo nowoczes­na i wizualnie atrakcyjna. Przynajmniej jak na tamte czasy.

Wierszowana, prosta fabułka mająca swój rym i rytm opowiada o ujarzmianiu natury. O tym, jak strumyczki, strumyki i rzeczki „bezużytecznie” wędrują przez Polskę i zlewają się do potężnej rzeki, która odwiedza tonące w ciemnościach wsie. I tak dzieje się dopóty, dopóki nie trafiają na pomysłowy żywioł ludzki zaganiający żywioł wodny do dobrej roboty w zaporze i elektrowni wodnej. Aż w końcu opuszczone przez cywilizację przysiółki dostają prąd, by strumyczki, strumyki i rzeczki nie bały się już ciemności, a przede wszystkim – by się w nocy nie nudziły. Owszem, w trakcie lektury uśmiechamy się pod nosem, szydząc z socrealistycznego patosu, a jednak zgrabność graficzna i narracyjna tej propagandy z dawnych lat jest zaskakująco wyrafinowana i lekka. Przynajmniej w porównaniu ze współczesnymi, topornie propagandowo-patriotycznymi publikacjami dla dzieci, dostępnymi w placówkach Poczty Polskiej. Przy nich Dziwne przygody to wręcz obrazkowa poezja.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Jak udało się to osiągnąć? Przede wszystkim dzięki ilustracjom. Są tu lekkość, dynamika akwareli (tła, wodne topiele) i konkret piórka do tuszu (konturowe budynki, ludzie, elektrownia). A do tego sama opowieść nosi znamiona picturebooka. Gdy w ciągu dnia strumyki ze sobą rozmawiają, widzimy wiejskie kraj­obrazy, a kiedy nadchodzi noc – mamy przed oczami puste granatowe strony, na których widnieje jedynie typografia. Przebiegły, acz wymowny zabieg.

Dziwne przygody płynącej wody
Karol Szpalski, Marian Załucki
Ilustracje – Barbara Gawdzik-Brzozowska
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1954

Dzika przyroda

A teraz przeskakujemy dekadę, by dzięki Ziarenkom maku Józefa Ratajczaka móc podziwiać najlepszy okres polskiej książki dziecięcej. Szczęśliwie w latach 60. bohaterowie publikacji dla najmłodszych nie mają prikazu, by przyrodę ujarzmiać, a dzieci nie muszą tego ujarzmiania obserwować. Mogą robić to, co lubią najbardziej – podziwiać chmury, obserwować deszcz, śledzić drobne zmiany w przyrodzie.

Józef Ratajczak, w przeciwieństwie do takiej Chotomskiej nieomal zapomniany, to liryczny impresjonista. Są u niego wiersze o obłokach, o burzy majowej, o tym, jak zmieniają się chmury i skąd się bierze cisza. Jest też skrzętnie ukryty, trochę smutny wątek przemijania i straty. To skupienie i zapatrzenie w detal pięknie oddaje w swoich pracach graficznych Bożena Truchanowska, która przez kilka dekad wraz z mężem Wiesławem Majchrzakiem tworzyła jedne z najpiękniejszych książek w historii polskiej ilustracji. Tutaj Truchanowska występuje solo. Nawarstwienie faktur, deseni, celowych przetarć i delikatnych barw sprawia, że jej drzewa, domy czy ptaki są niesamowicie namacalne, niemal fizyczne.

Ziarenka maku przez lata były lekturą szkolną, ale niestety w latach 90. dostały nową oprawę graficzną. W wielu przypadkach skandalicznie złą. Szukając tej książki w sieci, warto pamiętać, że liczy się tylko jedno kanoniczne wydanie z ilustracjami Truchanowskiej.

Ziarenka maku
Józef Ratajczak
Ilustracje – Bożena Truchanowska
Nasza Księgarnia, Warszawa 1984
 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!