Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” – poznaj nasze czułe struny!

Ta jesień jest pełna czułości! A już na pewno jest jej pełen jesienny „Przekrój”. W nowym numerze piszemy o tym, jak czułością zmieniać świat, a także o: mądrej edukacji, hologramach, grzybach (też tych, wiadomo których), dojrzałości i Inkach. Zastanawiamy się, czym jest prawda i jak opisać piękno. 196 stron do czytania przez trzy miesiące!

Kup numer na jesień

Jesienny „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Czy ktoś, będąc dzieckiem w PRL, nie chciał podróżować po najdalszych zakątkach świata? Nie ...
2017-09-19 00:00:00
perły z odzysku

Perły z odzysku – 4/2017

Perły z odzysku – 4/2017

Opowiadaczka z Kongo

Czy ktoś, będąc dzieckiem w PRL, nie chciał podróżować po najdalszych zakątkach świata? Nie znam nikogo, kto by sobie odmówił tego marzenia. Tym bardziej że te podróże odbywały się zupełnie bez ryzyka dzięki geograficznym atlasom, leksykonom i encyklopediom. No i oczywiście za sprawą książek dziecięcych, w których „egzotycznej” tematyki nie brakowało. Jakoś tak się szczęśliwie złożyło, że ówczesne wydawnictwa nie stroniły od publikowania zbiorów legend z całego świata. Szczególnie z krajów należących do socjalistycznego bractwa, w tym takich, które wyrwały się z jarzma kolonistów i imperialistów.

Dla ilustratorów tematyka ludowych legend to zawsze doskonałe pole do popisu. Zadowolony był więc autor, mały czytelnik, a i politycznie wszystko się zgadzało.

Jedną z takich książek, które – przynajmniej na poziomie wizualnym – wciąż trzymają się świetnie, są Bajki matki Sirabili, pisarza i dziennikarza Leonarda Życkiego oraz ilustratorki Teresy Wilbik. Akcja dzieje się w Kongo, a główną narratorką jest tytułowa Sirabila, która opowiada baśnie lepiej niż profesjonalny opowiadacz, griot, choć jest jedynie prostą wieśniaczką i cały dzień spędza w polu. Baśnie zaś snuje po ciężkim dniu pracy, jeśli wystarcza jej siły. W złotych dla kapitalizmu latach 90. niejeden by się pewnie z tego założenia i wywyższenia klasy robotniczej trochę pośmiał. Ale w dzisiejszej rzeczywistości to docenienie pracy fizycznej i w ogóle obecność ciężkiej pracy w książce dla dzieci to rzecz niezwykle cenna.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Same baśnie Życkiego są bardzo klasyczne, podkreślają związek między światem ludzi, przyrody i duchów. Magnetyzujące są za to ilustracje Wilbik. Po pierwsze, odstają od tego, co robiła na co dzień, ciążąc bardziej ku realizmowi. Po drugie, są bardzo konsekwentne w formie i skrajnie syntetyczne. Wilbik odwołuje się do ludowej sztuki afrykańskiej, przedstawiając ludzkie postacie jedynie za pomocą czarnych, umownych sylwet. To człowiek jest tłem dla przyrody, a nie na odwrót. Piękne ptaki, dostojny baobab czy niezwykłe ryby zdecydowanie grają tu pierwsze skrzypce, choć sam tekst jest raczej antropocentryczny. Po trzecie, kolory – doskonale zestawione i zapadające w pamięć. Dominująca fosforyzująca czerwień (Sirabila zawsze opowiada wieczorem) łączy się tu z żółcieniami, brązami i zgniłą zielenią, co daje bardzo mocny efekt. Kto choć raz zobaczył tę książkę, nigdy jej nie zapomni. Oby doczekała się reprintu.

Bajki matki Sirabili
Leonard Życki, ilustracje: Teresa Wilbik
Biuro Wydawnicze „Ruch”, 1964 (wydanie I)

Towpik nie do przeoczenia

O ile w Bajkach matki Sirabili autor i ilustratorka tworzą harmonijny tandem, a ilustracje są równie ważne, jak tekst, w Śpiewie kolibrów proporcje są zupełnie inne. Janusz Towpik, który kusi nas przepiękną, świetnie zakomponowaną okładką, w środku książki usuwa się w cień, ustępując pola literatom. W publikacji znajdziemy jedynie jego osiem całostronicowych prac, a do tego małe, za to urocze, czarno-białe miniatury przed każdą z kilkudziesięciu legend.

Dla tych ośmiu wielobarwnych ilustracji warto mieć jednak tę książkę – nie mówiąc już o samych baśniach, tym razem pochodzących z całego świata – z Afryki, ale także z Kostaryki, Indii, Algierii czy Brazylii.

Dlaczego Towpika nie wypada przeoczyć? Choćby dlatego, że już to raz zrobiono i dziś nie jest wymieniany jednym tchem obok innych mistrzów polskiej szkoły ilustracji. Tymczasem był wielkim miłośnikiem zwierząt, potrafił bacznie je obserwować, a ich ruch i zachowanie doskonale przedstawiać w ilustracjach. Widać to wyraźnie w pracach ze Śpiewu kolibrów – starannie przygotowanych, narracyjnych, zawsze zbudowanych z głównego motywu i licznych detali, głównie ornamentów odwołujących się do kultury, z której pochodzi opowieść. Można tego nie docenić na pierwszy rzut oka, ale im dłużej będziemy się im przyglądać, tym bardziej Towpika polubimy.

Śpiew kolibrów
Wanda Markowska, Anna Milska; iustracje: Janusz Towpik
Nasza Księgarnia, 1968 (wydanie I)
 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!