Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
W latach 60. Polacy rzadko podróżowali do egzotycznych krajów. Ale dzieci mogły je poznawać dzięki ...
2019-06-17 10:00:00
perły z odzysku

Perły z odzysku – 3/2019

Perły z odzysku – 3/2019

W latach 60. Polacy rzadko podróżowali do egzotycznych krajów. Ale dzieci mogły je poznawać dzięki pięknie – albo przynajmniej ciekawie – ilustrowanym książkom.

Czyta się 2 minuty

Pamięć ludzka jest zawodna, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą sentymenty. W zbiorowym książkowym sentymencie ludzi wychowanych w PRL-u­ zdecydowanie dominuje Nasza Księgarnia, zwłaszcza seria „Poczytaj mi, mamo”. Tymczasem ta sama pamięć dziwnym trafem eliminuje dokonania Biura Wydawniczego „Ruch”, które w latach 60. publikowało równie piękne, a czasem nawet piękniejsze książki dla dzieci. Oba państwowe wydawnictwa w pewien sposób ze sobą rywalizowały. Nie była to walka na miarę komiksowego konfliktu między DC a Marvelem, niemniej edytorzy patrzyli sobie na ręce i podglądali ciekawe rozwiązania. W obu kierownikami graficznymi (dziś nazwalibyśmy ich art directorami) byli wybitni ­ilustratorzy. W „Ruchu” – najpierw Szancer, a potem Janusz Stanny. W Naszej Księgarni – Michał Bylina, a następnie Zbigniew Rychlicki. „Ruch” miał tę przewagę, że posiadał własną sieć dystrybucji i dobrze to wykorzystywał.

Arabskie pejzaże

W połowie lat 60. w „Ruchu” narodziła się nieformalna linia publikacji dla dzieci, którą roboczo moglibyśmy nazwać „egzotyczną”. Powstało całkiem sporo pięknych książeczek nawiązujących do legend afrykańskich, japońskich czy arabskich. Jedną z nich – wciąż wysoko plasującą się w rankingu kolekcjonerów – jest utwór Anny Milskiej O księciu Ibrahimie i pięknej Sinedhur. Rzecz jest cenna przede wszystkim ze względu na ilustracje Józefa Wilkonia. Mówiąc wprost – to jedna z jego najlepszych książek z wczesnego okresu twórczości. Wilkoń, zafascynowany perską miniaturą, postanowił przefiltrować ją przez własną wrażliwość i malarski zmysł kolorysty. A że był to moment, gdy polskie drukarnie jeszcze trzymały jakość, artystyczne założenia widoczne są w druku.

W bardzo heroicznej i skrajnie romantycznej opowieści o młodzieńcu, który zakochuje się w kobiecie ze względu na jej piękne imię, najbardziej istotne są przyroda i pejzaż. Arabskie miasta pełne cebulastych wież meczetów, surowa uroda wzgórz uzyskanych subtelnymi szarymi akwarelami czy intensywnie barwna dżungla. Wilkoń uwodzi czytelnika właśnie przez kontrast: niektóre rozkładówki są stonowane, oparte na brązach i szarościach, inne – soczyście kolorowe. Po latach trudno dociec, czy była to wola artysty, czy wybór podyktowany technicznymi oszczędnościami drukarskimi. A człowiek? Człowiek jest tu zaledwie sylwetką, mrówką. Nawet konie wydają się ważniejsze.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

O księciu Ibrahimie i pięknej Sinedhur. Baśń z Tunisu
Anna Milska
Ilustracje – Józef Wilkoń
Wydawnictwo – Biuro Wydawnicze „Ruch”, 1965 (wydanie I)

Gęsta, wilgotna dżungla

Na przeciwnym biegunie możemy zlokalizować Chłopczyka z wyspy Sumatry Roberta Stillera z ilustracjami Barbary Świdzińskiej. Książka to mało znana i prawie zapomniana. Może dlatego, że nie ma tu ani doskonałego tekstu, ani wybitnej grafiki. Ale warto zwrócić uwagę na ciekawy wizualny zamysł. Sumatra – wyspa słynąca z gęstej dżungli i wilgotnego klimatu – została przedstawiona na ilustracjach, których faktura przypomina drewno. Być może nawet prace powstały na desce, bo bardzo wyraźnie widać włókna i sęki. Po kilku dekadach podobny zabieg zastosuje Iwona Chmielewska, która jako tło do swoich ilustracji wykorzysta drewniany blat z rodzinnego kuchennego stołu. Tylko efekt będzie o wiele lepszy.

Chłopczyk z wyspy Sumatry
Robert Stiller
Ilustracje – Barbara Świdzińska
Wydawnictwo – Biuro Wydawnicze „Ruch”, 1971 (wydanie I)

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!