Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Odpocznijmy trochę od polityki, demonstracji, dyplomatycznych katastrof i ucieknijmy ze świata ludzi ...
2018-06-13 00:00:00
perły z odzysku

Perły z odzysku – 3/2018

Perły z odzysku – 3/2018

Odpocznijmy trochę od polityki, demonstracji, dyplomatycznych katastrof i ucieknijmy ze świata ludzi do świata zwierząt. Tam również znajdziemy wprawdzie osobniki niepokorne, ale przynajmniej wesołe i przyjemne dla oka.

Niesforna wiewiórka

Kiedy pod koniec lat 50. Józef Wilkoń dopiero rozkręcał się w tworzeniu ilustracji dla najmłodszych, wpadła mu w ręce Rudzia opracowana graficznie przez Janusza Grabiańskiego, który już wtedy przecierał szlaki w zachodnich wydawnictwach. Wilkoń – dzielący z Grabiańskim wielką miłość do zwierząt – nie krył, że na widok okładki z puchatą wiewiórką poczuł ukłucie zazdrości. A było czego zazdrościć, bo do dziś Rudzia (tekst napisała Jadwiga Wernerowa) uchodzi za jedną z najwybitniejszych książek Grabiańskiego i w ogóle jedno z największych osiągnięć tzw. polskiej szkoły ilustracji. Każdy, kto zbiera stare książki dla najmłodszych, chce mieć ją w swojej kolekcji. Mam i ja – choć zaledwie III wydanie.

Przyglądając się uważnie tej skromnej publikacji, zauważymy, że ilustrator jest w niej przez wydawcę skrzętnie pomijany. Jego nazwisko nie pojawia się ani na okładce, ani na karcie tytułowej, widnieje dopiero na czwartej stronie, w dodatku zapisane drobnym maczkiem. Ale życiem rządzi ironia, zatem – o ironio – ilustracje po upływie czasu doskonale się bronią, za to tekst Wernerowej jest nieznośnie staromodny i nachalnie pedagogiczny. Mamy tu archaiczny model rodziny, gdzie ojciec i bracia narratorki – dziewczynki przygarniającej Rudzię – zawsze mają rację. Matka nie ma zbyt wiele do powiedzenia, a mała narratorka musi na ogół z uznaniem potakiwać głową przed męskimi domownikami. Wernerowa, jak na zawodowego zoologa przystało, potrafi ciekawie przedstawić zachowania dzikiego zwierzęcia, niestety po chwili przykrywa to moralizatorskim tonem. Cóż, widocznie taki był klimat.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Tymczasem ilustracje wciąż są olśniewające: Grabiański wspaniale łączy realizm z ekspresją, serwując nam je w różnych proporcjach. Raz przedstawia wiewiórkę dość szczegółowo, a innym razem przypomina ona bardziej dynamiczną, puchatą plamę. Kluczowy jest tu jednak ruch zwierzaka, jego gesty i faktura futra. Tak świetnie uchwycona, jakbyśmy czuli je pod własnymi palcami i trzymali Rudzię we własnym domu. Jeśli zgadzamy się co do tego, że rolą ilustracji jest uwypuklenie i wyostrzenie najważniejszych cech danej postaci czy sceny, to Grabiański opanował tę umiejętność do perfekcji.

Rudzia
autorka: Jadwiga Wernerowa, ilustracje: Janusz Grabiański
Nasza Księgarnia, 1970 (wydanie III)

 

Krnąbrny koziołek

Równie niesforny jak mała wiewiórka jest główny bohater książki Miała babuleńka kozła rogatego duetu Czesław Janczarski i Bohdan Wrób­lewski. Ten pierwszy to doskonały poeta dziecięcy, współzałożyciel kultowego czasopisma „Miś”, a co za tym idzie – jeden z ojców słynnego Misia Uszatka. Z kolei Bohdana Wróblewskiego zna każdy, kto w PRL-u zajadał się wedlowską czekoladą. Wróblewski projektował dla Wedla opakowania, tworzył też reklamy dla LOT-u i Polskiego Fiata. Jako profesjonalista potrafił zmieniać styl i wizualny język w zależności od potrzeb. W książkach dla dzieci był trochę chagallowy – lubił prosty kontur oraz zestawienia ciepłych, ziemistych barw.

W takiej właśnie tonacji, przygaszonej, wieczornej i nastrojowej, zrobiona jest Miała babuleńka kozła rogatego. Tytułowy koziołek wyraźnie cierpi na ADHD i sam nie wie, czego chce, kręci się, wierci, je słomiankę, aż w końcu próbuje polecieć w kosmos. A że jest trochę narcystyczny, to w czasach współczesnych świetnie by się odnalazł. W przeciwieństwie do moralizatorskiej Wernerowej Janczarski wciąż jest świeży, zabawny i dość uniwersalny. Tekst ma też pewien rytm (czytając, da się go pod nosem śpiewać jak piosenkę), za którym podąża w pewien sposób rytm graficzny Wróblewskiego. Obaj panowie są tu bardzo konsekwentni i świetnie zgrani. Jedyne, co nie gra, to poligrafia. Ale pewne niedociągnięcia, przebarwienia i rozmazania (wygląda to jak szum na zdjęciu) to przecież cały urok dawnych drukarni.

Miała babuleńka kozła rogatego
autor: Czesław Janczarski, ilustracje: Bohdan Wróblewski
Nasza Księgarnia, 1965 (wydanie I)

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!